Starsza pani śpiewną polszczyzną opowiada o sobie, o Bohatyrowiczach, pokazuje drogę do grobu Jana i Cecylii
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wyjazd na Białoruś leżącą od Polski o rzut beretem to ciągle egzotyka i cofnięcie się w czasie. Najpierw wiza: trochę biurokracji, zdjęcie, voucher, obowiązkowe ubezpieczenie i przepisowe pięć dni czekania. Szczęśliwi, że mamy wizę na całe dziesięć dni, pakujemy bagaże. W internecie wypożyczamy kajaki i transport nad Szczarę.

***

Kuźnica Białostocka i już "płyniemy" z nurtem drobnych przemytników do pociągu do Grodna. Jesteśmy w tym składzie chyba jedynymi turystami, chociaż ludzi tłum. Przypięte do plecaków kamizelki ratunkowe i namioty wzbudzają ciekawość i sympatię celników, przypominają tylko o konieczności zarejestrowania się na policji. Jeśli będziemy tam dłużej niż trzy dni, ten obowiązek nas nie ominie - inaczej przy wyjeździe czekają nas poważne kłopoty. Więc rejestracja w Grodnie. Najpierw do wypełnienia dwie sążniste ankiety na osobę, obowiązkowo w języku rosyjskim. Gwałtownie przypominamy sobie kształt rosyjskich liter. Kiedy pomyliwszy rubryki, prosimy o dodatkowy arkusz, policjantka mówi: "Nielzia, chwatit". W ankietach jest miejsce na zdjęcie - tego na szczęście nie żądają, ale za to musimy uiścić opłatę meldunkową w urzędzie na drugim końcu Grodna. Z kwitkami potwierdzającymi opłatę trzeba wrócić do biura meldunkowego, a później odczekać swoje przy biurku policjantki. Na słowa zniecierpliwionego klienta wypominającego głośno (po rosyjsku): "Naczelnik się zmienił, miało być prościej, mniej papierów, mniej biurokracji, przyjaźniej dla turystów, a tu co?", rzuca książką meldunkową i z rozbrajającą otwartością zamyka dyskusję: "Naczalnik izmieniłsia, no ustroj jeszczio niet". Jeszcze szukanie toalety. Po odwiedzeniu wielu gabinetów dostajemy cenny kluczyk do przybytku (czego to nie robi się dla gości z Polski?). I tak po trzech i pół godziny (wyjątkowo krótko - dzięki kierowcy, który obleciał Grodno dookoła "za opłatami") mamy upragnione pieczątki. W Polsce zapomnieliśmy już, jak smakuje biurokracja - stęsknionym polecam meldunek na Białorusi.

***

Kierunek - Słonim. Nie dojeżdżamy tam, bo robi się ciemno i nie ma szans, żeby dzisiaj składać kajaki. Jedziemy do Dużej Woli, wioseczki nad Szczarą, ok. 20 km od Słonima. Kierowca busa, który nas wiezie, pomaga rozbić obóz nad rzeką, jego ostra maczeta znakomicie zastępuje siekierę. Pomoc jest bardzo przydatna, bo chmary komarów osłabiają morale naszej drużyny. Szczara wije się wśród podmokłych łąk. Nurt ma szybki, szerokość ok. 20 m, dużo wody - lipcowe opady zrobiły swoje.

Duża Wola duża była kiedyś. Ponoć nazwa pochodzi od tego, że mieszkali tu kiedyś ludzie wolni, dumni i niezależni. Dzisiaj to kilka domów chylących się ku upadkowi i starzy ludzie, którzy trwają na swoim kawałku ziemi. W czasie wojny Niemcy rozstrzelali mieszkańców wsi za to, że nie chcieli zdradzić partyzantów ukrywających się w pobliskiej puszczy. Pomnik poświęcony tym ludziom stoi na skarpie prawego brzegu.

Składamy kajaki, stare tajmienie , jeden ma chyba 20 lat. Połatane, z brezentem pękającym na szwach przeżyły już niejedno. Co nieco próbujemy jeszcze pokleić, ale wszystkiego się nie da. Tajmień to dobry kajak, nasze mogłyby mieć tylko bardziej szczelną powłokę.

***

Ładujemy bagaże i ostrożnie rozpoczynamy spływ. Szybko się okazuje, że wystarczy co jakiś czas wylać wodę obciętą butelką i można płynąć (najsuchszy okazał się kajak najbardziej zniszczony).

Rzeka jest piękna. Szybko kończą się bagna i wpływamy w Puszczę Lipiczańską. Piękne kilkusetletnie dęby, od których trudno oderwać wzrok. Cisza, czasem tylko zimorodek lub czapla zakłócą spokój. Później puszcza nabiera jeszcze dzikszego charakteru, kiedy zagłębiamy się w rezerwat myśliwski Biały Trop. Wydaje się, że jesteśmy teraz sami na rzece. Nie wiadomo kiedy - z nurtem Szczary płynie się szybko - mamy za sobą 25 km. Szukamy noclegu na lewym brzegu w okolicach wioski Koroli. Wieczór przy ognisku - już bez komarów - opowieści snujące się wraz z leniwym dymem ogniska z dębowych szczap (to najbardziej dostępne drewno w Puszczy Lipiczańskiej). I cisza, cisza, cisza, tylko od czasu do czasu szmer liści nad głową.

Następnego dnia płyniemy zapatrzeni w piaszczyste skarpy, słoneczne dąbrowy, chmary jaskółek brzegówek i cudowne stare drzewa. Na koniec Szczara jeszcze przyspiesza, rozdziela się na odnogi, by z gwałtownym westchnieniem wpaść do Niemna. Trzeba uważać, bo w szybkim nurcie pojawiają się zwalone drzewa. Przybijamy do lewego brzegu. Jeszcze raz wracamy pieszo w górę Szczary, żeby pożegnać lipiczańskie dęby i popatrzeć z góry na rzekę. Wyraźnie widać rozdzielone wody Szczary i Niemna - mają inne kolory. Na skarpie lewego brzegu Niemna stoją w równych odstępach wędkarze, łowiąc taaakie sumy. Jest wśród nich pochodząca z Wołkowyska fryzjerka Irena, Polka mieszkająca (i urodzona) na Białorusi (mówi po polsku z pięknym zaśpiewem). Częstuje nas pyszną uchą z suma - każdemu trafia się kawał słodkiego mięsa. Irena ma wielkie osiągnięcia wędkarskie - w zeszłym roku złowiła 40-kilogramowego suma.

***

Po kąpieli w Niemnie ruszamy w kierunku Mostów. Do Grodna zostało tylko 90 km rzeki. Niemen jest piękny, okolony piaszczystymi skarpami w kształcie małych klifów. Na niebie białe baranki chmur, przejrzyste powietrze, a na brzegach wędkarze. Na rzece tylko trzy nasze kajaki. Niemen niesie dostojnym i dość szybkim nurtem. Od czasu do czasu na brzegu pojawia się czapla biała, siwa, a nawet stada bocianów, które już zbierają się do odlotu (połowa sierpnia). Czasem ktoś zamacha do nas z brzegu, pozdrowi - ludzie są tu życzliwi. Sielsko, anielsko dopływamy do Mostów. Dzisiaj zostały za nami 34 km, trochę Szczary i Niemna. Krótki wypad do sklepu, gdzie sprzedawczyni na nasz kaleki rosyjski odpowiada: "Przecież ja mówię po polsku, chodziłam do polskiej szkoły". W tym rejonie mieszka dużo Polaków. Miejsce na biwak znajdujemy na lewym brzegu w sosnowym lesie.

Następny dzień rozpoczynamy niecierpliwie - za blisko 24 km będą Bohatyrowicze, jesteśmy bardzo ciekawi tej zamkniętej w czasie wioseczki. Na chwilę wpływamy na Rossę, lewy dopływ Niemna. Rzeczka zachwyca nas krystaliczną, miękką wodą i bystrym nurtem. Bohatyrowicze ledwie znajdujemy wśród drzew - domki między drzewami są prawie niewidoczne z poziomu Niemna. Wskazówką jest dość wysoka, zarośnięta skarpa lewego brzegu, dróżki między trzcinami, którymi przepływa łódka na połów ryb. Przybijamy, cumując do jakiejś łódki. Brniemy stromo pod górę, gdzie usadowił się niewielki żółty domeczek z zielonymi obramowaniami okien, tonący w kolorowych kwiatach. Na podwórku wita nas starsza pani i śpiewną polszczyzną opowiada o sobie, o Bohatyrowiczach, pokazuje drogę do grobu Jana i Cecylii. Wspomina jeszcze o Orzeszkowej, która przyjeżdżała tu na wakacje i pisała "Nad Niemnem". Dom, w którym pani Maria mieszka ze swoją 90-letnią matką, pochodzi z 1930 r. Mogłaby stąd wyjechać do dzieci, ale gdzie znajdzie taki widok na Niemen? Wędrujemy jarami do grobu Jana i Cecylii, składamy na nim nazrywane po drodze kwiaty. Jest tu jeszcze grób powstańców styczniowych, ale trzeba by się cofnąć kilometr, a już wieczór. Obdarowani pachnącymi słońcem pomidorami i soczystymi gruszkami przedzieramy się do rzeki. Biwakujemy na prawym brzegu na łasze żółtego piachu.

Płynąc dalej z nurtem Niemna, szukamy na prawym brzegu ujścia Kotry - to podobno bardzo ładne miejsce na biwak wśród sosen. Ale ani się obejrzeliśmy, a Kotra została za nami. Nocujemy już w okolicach Grodna. Dużo tu miejsc przyjaznych biwakowaniu, wędkarzy też. Następnego dnia tuż pod miastem mijamy budowę zapory - ma tu powstać hydroelektrownia. Niemen nie będzie już taki sam. Może zdążyliśmy w ostatnim momencie, żeby podziwiać jego naturalne piękno?

Spływ w pigułce

Długość - 130 km, w tym Szczara - 40, Niemen - 90

Etapy: Duża Wola - Koroli (24 km); Koroli - Nowosiołki - Mosty (27); Mosty- ujście Rossy - Bohatyrowicze (38); Bohatyrowicze - ujście Kotry (19); ujście Kotry - Grodno (22).

Miejsca biwakowania dowolne, byle poza rezerwatem.

Waluta: rubel białoruski, 100 rubli = 0,1 zł; najlepiej zabrać dolary lub euro, 1 dol. = ok. 2140 rubli

Wiza turystyczna - 25 euro, obowiązkowe ubezpieczenie - ok. 10 zł, voucher tygodniowy - 70 zł

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem