Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jest to odpowiedź na wiele prowokacji i zaczepek ze strony komunistycznego reżimu w Pekinie skierowanych przeciwko demokratycznej Republice Chińskiej (ROC - bo tak oficjalnie nazywa się niezależne od władz w Pekinie państwo, które powstało po wygraniu przez komunistów wojny domowej w Chinach, ale tylko kontynentalnych). Jest to odpowiedź decydująca, stanowcza i jasna. Już wcześniej prezydent Joe Biden stwierdził, że Stany Zjednoczone będą bronić Tajwanu w przypadku komunistycznej agresji, a wypowiedź sekretarza stanu na temat członkostwa Tajwanu w ONZ jest dopełnieniem i uzupełnieniem wypowiedzi prezydenta.

"Zbuntowana prowincja"

Mao Tse-tung nie wygrał bowiem wojny domowej, przynajmniej nie całkowicie. Przechwalał się w rozmowie z Henry Kissingerem, że „zagonił" Czang Kaj-szeka na kilka małych wysepek, ale tych wysepek mimo kilku prób nie udało się zdobyć. Za to do znudzenia powtarzali oni, że Tajwan jest „zbuntowaną prowincją" i że musi wrócić do macierzy oraz że Chiny (czyli rządzący w Pekinie komuniści) nigdy nie zgodzą się na proklamowanie przez Tajwan niepodległości i w takim wypadku użyją siły, by tej niepodległości przeszkodzić. W ostatnim czasie jednak pozujący na kolejne wcielenie Mao chiński dożywotni „prezydent" Xi Jinping wyraźnie zaostrzył zarówno retorykę, jak i postępowanie w stosunku do Tajwanu. Chińskie samoloty wojskowe wielokrotnie naruszały przestrzeń powietrzną Tajwanu, wojenne okręty płynęły coraz bliżej wyspy i coraz więcej rakiet chińscy wojskowi ustawiali na brzegu Cieśniny Tajwańskiej, celując zwłaszcza w będące solą w oku komunistów wyspy Quemoy i Matsu. Coraz więcej też pogróżek i gróźb padało pod adresem „zbuntowanej prowincji". Te działania szły w parze z rosnącymi zbrojeniami i rozbudową zwłaszcza sił rakietowych i morskich ze szczególnym uwzględnieniem lotniskowców i łodzi podwodnych, a więc tych rodzajów broni, które mogą być użyteczne dla „zjednoczenia" z macierzą. Wszystko to miało służyć zastraszeniu i zmuszeniu do kapitulacji tej części narodu chińskiego, która zamieszkuje Tajwan.

Ale wydaje mi się, że komuniści chińscy po raz kolejny przeliczą się w swoich kalkulacjach. Jako wieloletni przewodniczący Polsko-Tajwańskiego Zespołu Parlamentarnego, najliczniejszego ze wszystkich zespołów parlamentarnych, przynajmniej w okresie, gdy miałem zaszczyt mu przewodniczyć, a także jako przyjaciel wolnej i demokratycznej Republiki Chińskiej na Tajwanie z radością i satysfakcją przyjąłem oświadczenie sekretarza stanu USA i generalnie politykę amerykańską w kwestii obrony ROC w obliczu potencjalnej agresji komunistycznych Chin. Szkoda, że stanowisko wszystkich rządów polskich po 1989 roku było przesadnie ostrożne i bojaźliwe w stosunku do komunistów chińskich, a moje wielokrotne interwencje w sprawie zmiany nazwy przedstawicielstwa Tajwanu w Warszawie (nigdy w nazwie nie pojawiło się słowo Tajwan, a jedynie nazwa stolicy - Tajpej) były bezskuteczne. Nie mam najmniejszych złudzeń, że nasz pisowski Talleyrand, minister Rau,  dokona zasadniczej, odważnej modyfikacji polityki zagranicznej RP w tym zakresie ani też w jakimkolwiek innym. Zajęcie Tajwanu przez Chiny oznaczałoby dla mieszkańców zniewolenie, przemoc, a w dalszej perspektywie nędzę i wszystkie plagi dyktatury. Ile były warte zapewnienia o poszanowaniu odrębności i autonomii (jeden kraj dwa systemy), przekonali się mieszkańcy Hongkongu. Dziś rozpaczliwie demonstrujący w obronie praw obywatelskich i skazywani na wieloletnie więzienia.

Wzrost i odporna gospodarka

Przewodniczący Xi z pewnością liczył, że Stany Zjednoczone porzucą swojego sojusznika i przyjaciela, jakim jest ROC, być może tak zrobiłby Trump, który był średnio przywiązany do idei praw człowieka i szerzej - demokracji. Ale obecna administracja amerykańska zajęła i sprecyzowała publicznie jasne stanowisko i to oznacza, że spadkobiercy i następcy Mao długo będą się zastanawiać nad podjęciem decyzji o wysadzeniu desantu na Tajwanie jak 63 lata temu na Quemoy. Zwłaszcza biorąc pod uwagę trudną do wytłumaczenia indolencję komunistycznych Chin w kwestiach wojskowych. Wojna w Korei zakończyła się remisem mimo bliskości Chin do terenu działań i gigantycznych strat w ludziach, zajęcie w 1958 roku niewielkiego bezludnego, skalistego i bez żadnego znaczenia strategicznego i gospodarczego terenu w Aksai Chin trudno uznać za większy sukces, sukcesem nie były też starcia na rzece Ussuri w 1969 roku, a zwłaszcza udzielenie w 1979 roku „nauczki" Wietnamowi. Złośliwi twierdzili, że nie bardzo wiadomo, kto komu udzielił tej nauczki.

Byłem kilka razy na zaproszenie tajwańskich przyjaciół razem z delegacją parlamentarną na Tajwanie, który jest kwitnącą demokracją, co w Azji nie jest, delikatnie mówiąc, zjawiskiem powszechnym. ROC szczyci się jednym z najszybszych na świecie wzrostów gospodarczych, znakomicie poradziła sobie z epidemią koronawirusa, ma gospodarkę odporną na takie trudne do opanowania w innych rejonach świata plagi jak bezrobocie, inflacja, kryzysy i zanieczyszczenia środowiska. Ma doskonale zorganizowaną służbę zdrowia, sprawną komunikację, stosuje w wielu obszarach najnowocześniejsze technologie. Oprócz tego ma imponujący system ochrony środowiska, w tym wielu endemicznych i rzadkich gatunków (jak np. ponad 400 gatunków motyli w większości tajwańskich endemitów). Oczywiście jak każdy kraj ma swoje problemy: przeludnienie, zanieczyszczenie środowiska, niewielkie obszary nadające się do rozwoju rolnictwa, chociaż jest samowystarczalna żywnościowo itp. Ale dokonanie przez pekiński dyktatorski reżim podboju tej wyspy oznaczałoby straszliwy los dla jej mieszkańców i dlatego należy z ogromnym uznaniem przyjąć stanowisko USA, które może oznaczać oszczędzenie im tego losu. Pan Xi ma dość terytoriów, aby na nich praktykować i twórczo rozwijać myśli klasyków marksizmu-leninizmu wzbogacone o myśli przewodniczącego Mao.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.