Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pozornie brzmi to jak teoria spiskowa, lecz pamiętajmy, że podobne teorie najgłośniej wyśmiewają ci, którzy się oddają spiskowym praktykom – a zatem nie negujmy tezy przed jej analizą. Rząd Podzielonej Prawicy ma poważne kłopoty.  

Nadciąga jesienna fala zachorowań na COVID, a w społeczeństwie nie ma zgody na kolejne lockdowny. Nie ma też zgody co do konieczności wprowadzenia powszechnych i obowiązkowych szczepień. Wyrzucenie z TVP krytykującego „reżim sanitarny" Jana Pospieszalskiego tylko utwierdziło antyszczepionkowców w przekonaniu, że mają rację, a druga strona - z braku argumentów - ucieka się do użycia siły.  Pewni siebie zwolennicy tezy o "plandemii" autorstwa Billa Gatesa krzyczą na Forum Ekonomicznym w Karpaczu: "Kagańce na ryj" i "Duda Żyd".

Zapisz się na opiniowy newsletter "Wyborczej". Dostaniesz go co piątek

Kolejny kłopot: kary finansowe od Komisji Europejskiej i Trybunału Sprawiedliwości UE. Albo rząd wycofa się z „reformy" sądownictwa, a PiS-owskie samorządy z uchwał „anty-LGBT", albo przepadną miliardy.  "Presja finansowa na Polskę będzie rosła" - mówi na łamach "Le Soir" unijny komisarz sprawiedliwości Didier Reynders, który "nie widzi możliwości, by zatwierdzić polski Krajowy Plan Odbudowy".

„TSUE może nałożyć na Polskę nawet 3,2 mln euro kary dziennie" – donosi serwis Next i przypomina, że wisi nad nami jeszcze sprawa elektrowni Turów.  

Jakby było mało, Mateusz Morawiecki w mailu skierowanym m.in. do ministra Michała Dworczyka (którego skrzynka pocztowa jeszcze dostarczy pewnie niejednej niespodzianki) przyznaje, że pomysły PiS na zwiększenie dzietności także są porażką. Dzieci nie przybywa bardziej niż przed wprowadzeniem 500 plus, a kasy ubywa. Premier podkreśla: „Nie mamy pieniędzy; budżetowo jesteśmy w strukturalnym deficycie i 70 mld pod kreskę".  

Gdy skończy się kasa, skończy się poparcie tych z wyborców PiS, którzy zagłosowali kieszeniami. Ale idźmy dalej - oto następny kłopot: możliwe weto Andrzeja Dudy w sprawie „lex TVN". Jak zawetuje - źle. Jak nie zawetuje, wkurzą się Amerykanie. Żaden polski rząd nie wpieniał ich tak jak obecny - wystarczy wspomnieć ustawę o IPN czy o majątkach bezspadkowych ofiar Holokaustu. 

I wreszcie last but not least: sondaże. W tygodniku „Sieci" Bronisław Wildstein pisze: „Ostatni spadek [ruchu Szymona Hołowni] nie zmienia sumy poparcia jego ugrupowania i PO, które wspólnie uzyskują ok. 40 proc. To wyraźnie więcej niż PiS. Wprawdzie dziś PO i Hołownia występują osobno, ale można mieć pewność, że po wyborach stworzą koalicję. (…) Jeśli dołączyć do tego lewicę, na którą chce głosować zwykle 8 proc., i parę procent PSL, czyli dwóch ugrupowań III RP, dziś sukces (…) a więc odparcie PiS, wydaje się zapewniony".    

Wracajmy do carskiego ministra Plehwe. Gdy się pali i wali, najlepsza jest mała wygrana wojna, choćby hybrydowa, choćby informacyjna. A jeśli nie ma wojny, to od biedy jakiś okołowojenny epizod, który rozgrzeje emocje i zjednoczy naród wokół rządzącej partii.  

W znakomitym filmie Barry’ego Levinsona na podstawie książki „American Hero" (polski tytuł obrazu: „Fakty i akty") zagrożony wybuchem skandalu obyczajowego prezydent USA za radą cynicznego spin doctora (Robert De Niro) fabrykuje medialnie konflikt w Albanii, aby skupić uwagę społeczną na rzekomo przetrzymywanym przez albańskich rebeliantów „amerykańskim bohaterze" (Woody Harrelson).  

Wicepremier od bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński nie jest tak finezyjny. Wyciągnął z talii figurę, którą już zagrał w 2015 r. (i wtedy pozwoliła mu wziąć wszystkie lewe), czyli kartę „migranci". Wprowadzenie stanu wyjątkowego jest dokładnie tym, czym filmowy konflikt USA - Albania. Próbą znalezienia szybkiego gejmczendżera.  

Uwaga: idą ludzie z wielu państw świata!  

Co robi polska opozycja? Wchodzi w temat jak w masło. Poseł Franciszek Sterczewski próbuje ściągnąć na siebie uwagę elektoratu, biegając z workiem po łące i drażniąc strażników granicznych, co telewizja publiczna filmuje i powtarza ten film 20 razy na dobę we wszystkich swoich kanałach.   

Fot. Archiwum prywatne

Biznesmen Bartosz Kramek niszczy zasieki w Szymakach, ponad 15 km od obozowiska uchodźców w Usnarzu Górnym. Szuka zegarka pod latarnią, bo tam akurat jest jasno? Nie. Przecież nie chodzi mu o to, by ktoś przez tę wyrwę przeszedł z Białorusi, ale o to, by wszystko dobrze wyglądało w TVP Info. Jeżeli PiS jeszcze nie finansuje fundacji Kramka, to powinien zacząć.  

Żeby się już nie znęcać nad pożytecznymi idiotami, poprzestańmy na niezbyt oryginalnym stwierdzeniu: po raz enty opozycja i niektóre sprzyjające jej media weszły w zastawioną przez Kaczyńskiego pułapkę jak w masło, nie dostrzegając, w czym grają.

Konflikt wokół kwestii uchodźców spadł PiS jak z nieba i tylko dzięki niemu [ta partia] ma wciąż wyraźną pozycję lidera – mówi „Rzeczpospolitej" szef sondażowni IBRiS Marcin Duma.  

Gdy okazało się, że „nachodźcy" nadal politycznie działają we właściwy sposób, wszyscy po stronie rządowej zaczęli dmuchać w tę trąbę i straszyć inwazją. Minister Mariusz Kamiński w Sejmie: - Nasze służby zidentyfikowały w ostatnich tygodniach 46 samolotów z Bagdadu do Mińska. Tymi samolotami przyleciało na Białoruś około 10 tysięcy mieszkańców Iraku. W polskich miejscowościach nadgranicznych w nocy pojawiają się ludzie z wielu państw świata, którzy w określone miejsca podjeżdżają nocą, czekają w samochodach na przerzut. W ostatnich tygodniach Straż Graniczna i policja zatrzymały 66 takich osób. 

Premier Morawiecki w Sejmie: - Na Białorusi rozpoczynają się ćwiczenia Zapad’21. To ćwiczenia, które mają zaangażować największą od 40 lat liczbę żołnierzy Związku Białorusi i Rosji [czyli ZBiR-a]. Ponad 200 tysięcy żołnierzy według dostępnych informacji. To oznacza, że bardzo łatwo o prowokacje. To oznacza, że tuż za naszą granicą, kilkadziesiąt kilometrów, może nawet kilkanaście, będą prowadzone na szeroką skalę działania militarne. Ten schemat działań rozpisany został na role. Atak na państwa bałtyckie, atak na Rzeczpospolitą to nie jest tylko konflikt dyplomatyczny, to próba naruszenia integralności państwa polskiego, suwerenności granic i na to pozwolić nie możemy i nie pozwolimy!  

Wielkie brawa z prawej strony sali plenarnej.  

W lustrze PiS wygląda na partię patriotów  

Za politykami PiS-u idą publicyści. Niezmordowany Jan Pietrzak wzywa na łamach „Sieci" do „wrześniowej mobilizacji". Marek Budzisz tytułuje coverowy tekst: „Kiedy i gdzie uderzą Rosjanie?" (a zatem nie ma już kwestii „czy w ogóle?"). „Może rosyjska agresja już się zaczęła, a my jej nie zauważyliśmy?" – pyta. Afgańczycy i Irakijczycy to według niego nowe „zielone ludziki" Putina i Łukaszenki.   

„Podczas kryzysu imigracyjnego [a więc mamy już „kryzys" – P.G.] część opozycji zagrała w orkiestrze dyrygowanej przez Łukaszenkę – pisze w kolejnym tekście z tego numeru Konrad Kołodziejski. Zapomniał dopisać „Łukaszenkę i Kaczyńskiego".  

Jedna z naczelnych technik działania sowieckiego INO, czyli Wydziału Zagranicznego NKWD, którego spadkobiercą jest wywiad Federacji Rosyjskiej, nazywa się maskirowka. Tajna polityka zagraniczna jest -  jak pisał mistrz Le Carré – grą luster, w których wszystko wygląda na swe przeciwieństwo. Podpisany przez Mołotowa i Ribbentropa układ o nieagresji oznaczał agresję. Prowadzona przez ZSRR „walka o pokój" polegała na wywoływaniu kolejnych wojen na świecie. I tak dalej.  

Wywoływanie w Polsce histerii wokół możliwej agresji współczesnych sowietów ze ZBiR-a ma wzmocnić PiS i wspomóc tę partię na drodze kolejnych konfliktów z UE. (Sasin po decyzji KE: "Nie odpuścimy, bo musimy bronić suwerenności").    

Efektem tych konfliktów i naszej „obrony suwerenności" ma być – w zamierzeniu moskiewskich planistów - formalny albo faktyczny (wszystko jedno) rozłam pomiędzy Polską a Unią i Stanami Zjednoczonymi. Razwiedka planuje operacje na 10, 20 lat do przodu. Budowa tego muru to tylko pierwszy, ale konieczny etap, jeśli się chce zmienić mapę Europy Wschodniej.  

Redaktor Budzisz w jednym ma rację: rosyjska agresja już się zaczęła. Tylko że pożytecznymi idiotami Kremla nie są ci, którzy pozornie się nimi wydają. Na tym właśnie polega finezja maskirowki. Norman Davies w "Europie" (str. 541 pierwszego wydania polskiego) pisze o agencie INO Willim Münzenbergu, który zrekrutował "na miękko" Romaina Rollanda, Louisa Aragona, André Malraux, Heinricha Manna, Bertolda Brechta, Anthony'ego Blunta i innych. Gdyby im ktoś wówczas powiedział, że są agentami Stalina, to by się oburzyli. Tak jak prawica oburza się na określenie tego, co nam serwuje, "ruskim ładem". Ale to jest ruski ład. Bo przy stole dla dorosłych siedzą USA, Rosja, Chiny i Unia Europejska. Jeżeli nie trzymamy z UE - to z kim? 

* Piotr Głuchowski - reporter „Wyborczej" i pisarz. Książkę. „Zatoka świń" kupisz TU.

** Taki newsletter przygotowywany przez Grzegorza Wysockiego i Piotra Głuchowskiego możesz otrzymywać co piątek. Zapisz się na niego TUTAJ. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.