Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trzy głosy ludzi Kościoła wypowiedziane w ostatnich dniach muszą być przez nas usłyszane. Bp Krzysztof Zadarko wydał oświadczenie w imieniu Rady Episkopatu do spraw Migracji, Turystyki i Pielgrzymek, czytamy w nim: „Zrozumiała troska o własnych obywateli nie może być wystarczającą przesłanką uzasadniającą zamykanie granic przed poszukującymi schronienia…Podsycanie nienawiści i wrogość względem znajdujących się w dramatycznym położeniu przybyszów jest działaniem niegodziwym… Żaden przekaz medialny, relacjonujący nawet najtrudniejsze sprawy, nie może prowadzić do pogardy dla migranta". Ale i dalej w tym tekście czytamy: „Dramaty ludzkie nie mogą stać się instrumentem do budzenia ksenofobicznych nastrojów, zwłaszcza budzonych w imię fałszywie rozumianego patriotyzmu, który poniża ludzi przybywających z innego regionu świata, innej kultury lub religii. Wywoływanie strachu przed drugim człowiekiem jest nieludzkie i niechrześcijańskie. Nasi przodkowie byli emigrantami i uchodźcami podczas zaborów, w czasie II wojny światowej i w latach komunizmu. Doświadczali pomocy ludzi innych kultur i religii".

Te słowa zostały wzmocnione głosem prymasa Polski, abp. Wojciecha Polaka w czasie kazania na Jasnej Górze. Powiedział on: „Wobec wzmagającego się kryzysu emigracyjnego i ujawniających się w jego wyniku tak wielu napięć Kościół jeszcze raz prosi i wzywa przedstawicieli wszystkich sił politycznych, aby wspólnie i solidarnie szukając właściwych rozwiązań skomplikowanych problemów migracyjnych, kierowali się nade wszystko postawami gościnności, szacunku wobec przybyszów i dobra wspólnego wszystkich Polaków… Żaden człowiek, niezależnie od wyznawanej religii czy pochodzenia nie może być nigdy instrumentem walki politycznej". Dalej wspominał też prymas, cytując papieża Franciszka, że to miłość, a nie nienawiść jest podstawą zdrowego i otwartego społeczeństwa.

Trzeci głos, który warto usłyszeć, to ustanowienie przez abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Episkopatu, Dnia Solidarności z Afgańczykami w niedzielę 5 września i zbiórka pieniężna we wszystkich kościołach i kaplicach na rzecz cierpiących z powodu zmiany władz w ich kraju. Czytamy w tym apelu abp. Gądeckiego: „Caritas polska uruchomi ogólnopolski program wsparcia dla uchodźców w naszej ojczyźnie – od pomocy duchowej, psychologicznej, socjalnej, poprzez pomoc językową, prawną i medyczną, aż po doradztwo zawodowe, wsparcie międzykulturowe oraz wsparcie wolontariatu parafialnego i komunikacji z mediami".

Te głosy biskupów katolickich, podobnie jak wcześniej luterańskiego biskupa Jerzego Samca i środowisk żydowskich, są potrzebne. Idą we właściwym kierunku, troski przede wszystkim o człowieka w potrzebie. Głosy biskupów stają, jak się wydaje, w konflikcie z władzą polityczną w Polsce. Prowadzą do nieuniknionego konfliktu, gdyż, jak przypominali ostatni papieże, człowiek jest drogą Kościoła, gościnność wobec obcego jest wyznacznikiem naszej wiary.

Lecz czuję też pewien niedosyt, czy nawet dyskomfort, jak słyszę te piękne słowa kolejny już raz, gdyż komunikacja z ogółem wiernych jest dosyć słaba. Nie wystarczy napisać tekst i wysłać go do mediów. List bp. Zadarki winien być odczytany we wszystkich polskich kościołach jako list wszystkich biskupów. Potrzeba, aby dostał się pod strzechy, przemieniał naszą mentalność antyuchodźczą. Aby nie był tylko oświadczeniem PR. Aby dotarł do premiera polskiego rządu i prezydenta, do telewizji publicznej, telewizji i radia w Toruniu, Telewizji Trwam i Radia Maryja jako oficjalny głos Kościoła.

W ostatnim czasie prezydenci miast Unii Metropolii Polskich wydali deklarację i zobowiązanie do przyjęcia do siebie rodzin uchodźców. Warto przypomnieć w tym kontekście słowa papieża Franciszka, tak mocno wypowiedziane przez jego jałmużnika kardynała Konrada Krajewskiego, skądinąd Polaka: „Zwracam się do kardynałów, biskupów, prezbiterów, zakonników. Otwórzmy, poczynając ode mnie, nasze plebanie, klasztory, opactwa, by przyjąć co najmniej jedną rodzinę z obozów dla uchodźców na Lesbos…". Tak było kilka lat temu.

Czy to nie powinno nastąpić dziś w Polsce? Otwórzmy nasze budynki, seminaria, pałace biskupie, plebanie, parafie, klasztory braci i sióstr. Mamy pomieszczeń dość dużo. Stan wyższej konieczności jest przed nami. Otwarcie niech ma charakter konkretny i realny. Jeśli stać na to miasta, to także Kościół instytucjonalny. A już wiele indywidualnych osób deklaruje chęć przyjęcia rodzin pod swój dach.

Poza deklaracjami powinniśmy dosłownie zrobić trochę miejsca w swoich domach dla tych, którzy tych domów nie mają. Przyjęcie jednej rodziny nie stanowi przecież żadnego problemu. Samorząd się organizuje, Kościół, ludzie wierzący, chrześcijanie też powinni, gdyż kryzys uchodźców nie zniknie w najbliższym czasie. Przykład tutaj musi przyjść z góry, od naszych pasterzy.

„Miejmy odwagę swoją postawą wyrazić nasze zapewnienie o solidarności i gotowości do udzielania pomocy" – mówił przecież bp Krzysztof Zadarko.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.