Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy w 2015 roku nasilał się kryzys migracyjny, a polska prawica rozpętywała kampanię strachu i nienawiści wobec uchodźców i uchodźczyń przybywających do bram Europy, akurat wtedy polski rząd – jeszcze PO i PSL – podjął decyzję o zakupie francuskich śmigłowców dla wojska, Caracali. Dziś, gdy znów przybywający do naszych granic uciekinierzy przed wojną, śmiercią i cierpieniem stali się „publicznym wrogiem numer 1" dla Prawa i Sprawiedliwości, na tapecie jest zakup amerykańskich czołgów – Abramsów.

Nie umiem nie myśleć o tej czasowej koincydencji. Polska zbroi się, kupuje sprzęt wojskowy, buduje siłę militarną. Pręży muskuły. Chce uchodzić – również w polityce zagranicznej przy udziale polityki historycznej – za silny kraj silnych, a zarazem niezłomnych moralnie, odważnych i prawych ludzi.

Ten sam kraj jako największe zagrożenie traktuje garstkę afgańskich uchodźców i uchodźczyń, trzymając ich pod bronią poza polską granicą, wzmacnianą drutem kolczastym. Nie oferuje im nawet tymczasowego schronienia przed warunkami atmosferycznymi. Innych wyłapuje po lasach i wbrew procedurom wypycha poza granicę. Ten sam kraj swego czasu uznał, że przyjęcie kilku tysięcy uchodźców i uchodźczyń w ramach unijnego programu relokacji byłoby ponad jego, no właśnie, siły.

Na polskiej granicy łamane są prawa człowieka. Przekraczana jest granica człowieczeństwa. W wyniku decyzji ludzi powołujących się nieustannie na chrześcijaństwo, przekraczana jest też granica chrześcijaństwa. Ludzie są upadlani. Łamane jest międzynarodowe prawo. Rząd proceduje zmiany przepisów, które – jeśli zostaną uchwalone – będą w sprzeczności z podpisaną przez Polskę konwencję genewską. Rzekomo po to, by nie wchodzić w grę, w którą gra Łukaszenka, polskie władze właśnie w niej uczestniczą – na ołtarzu próby sił składając konkretnych ludzi, humanitaryzm i moralne powinności względem słabszych. Być może zresztą łatwiej byłoby tę grę rozegrać na innych zasadach, gdybyśmy mogli odwołać się do solidarności innych krajów Unii. Sami jej jednak odmówiliśmy w 2015 roku i później.

Te wszystkie lata nie budują wcale obrazu państwa silnego, lecz słabego, które nie może liczyć na wsparcie, bo samo go odmówiło. Państwa, które strachem się kieruje i strachem zarządza dla politycznych celów. Egoistycznego w 2015 roku i samolubnego dziś.

Nikt tego lepiej nie ujął niż Antoni Słonimski, pisząc w „O Polsce słabej":

„Mówią o Polsce silnej. Już dziś liczą sztaby, / Jak ją ziemią okopać, oprzeć na bagnecie. / Lecz ja, wybaczcie, bracia, pragnę Polski słabej, / Ja pragnę Polski słabej, lecz na takim świecie, / Gdzie słabość nie jest winą, gdzie już nie ma warty, / Ryglów u bram i nocą dom bywa otwarty, / Gdzie dłoń nie utrudzona okrutnym żelazem / I gdzie granica wita tylko drogowskazem".

Nie taki jest dziś świat. Ale taki świat można zacząć budować, o ile starczy nam mądrzejszej, dojrzalszej siły niż ta, która jest tylko na pokaz, choć krzywdzi realnie. Dobrym miejscem, by zacząć, jest dziś granica polsko-białoruska. I pewnie nie ma co czekać z tą budową na rządzących.

 W odpowiedzi na aktualną sytuację "Magazyn Kontakt", pismo chrześcijańskiej lewicy, ogłosił akcję #KontaktZUchodźcami. Przez tydzień (23-29 sierpnia) pełne 100% kwot wpłacanych na prenumeratę i poszczególne numery pisma poprzez sklep internetowy Kontaktu trafi do Inicjatywy Chlebem i Solą wspierającej uchodźców i uchodźczynie w Polsce.

Ignacy Dudkiewicz – redaktor naczelny "Magazynu Kontakt", filozof, bioetyk, publicysta i nauczyciel.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.