Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pewności na razie nie ma (być może nigdy jej będzie), ale wszystko wskazuje na to, że śmierć szefa Domu Białoruskiego w Kijowie Witala Szyszoua to polityczny mord upozorowany na samobójstwo.

Zaskoczeni mogą być tylko ci, którzy, jak były marszałek Senatu Stanisław Karczewski, naiwnie uznali Aleksandra Łukaszenkę za „takiego ciepłego człowieka". Dla tego dyktatora, który dziś terroryzuje swój naród i zaprowadza w kraju porządki rodem z epoki nawet już nie Breżniewa, lecz Stalina, morderstwa polityczne to nie pierwszyzna. Przypomnijmy choćby Wiktara Hanczara, jednego z liderów opozycji, byłego szefa Centralnej Komisji Wyborczej, który we wrześniu 1999 r. zniknął po wyjściu z łaźni miejskiej w Mińsku. Nigdy się nie odnalazł, tylko na ulicy znaleziono ślady krwi. 20 lat później zbiegły na zachód funkcjonariusz Łukaszenkowskich służb ujawnił, że Hanczar i towarzyszący mu drugi polityk zostali porwani i zamordowani w lesie przez żołnierzy Specjalnego Oddziału Szybkiego Reagowania.

Śmierć Szyszoua – jeśli rzeczywiście była morderstwem – oznacza, że Łukaszenka wziął na celownik swoich wrogów na emigracji i nie waha się przed ich fizyczną eliminacją. Tymczasem to Warszawa jest dziś najważniejszym centrum białoruskiej emigracji politycznej. Tu działa nie tylko taki sam Dom Białoruski jak ten, którego szefem w Kijowie był Szyszou, lecz także mnóstwo innych instytucji społeczno-kulturalnych, politycznych i mediów. Tu ma siedzibę telewizja Biełsat, stąd nadaje białoruskie Euroradio. W historii Białorusi dzisiejsza emigracja do Polski zyska zapewne podobną rangę jak XIX-wieczna Wielka Emigracja polska we Francji.

Jeśli ktoś naiwnie sądzi, że skrytobójcy ościennego reżimu nie odważą się działać w kraju należącym do NATO i Unii Europejskiej, to niech przypomni sobie los rosyjskiego emigranta politycznego Aleksandra Litwinienki, który w 2006 r. w Londynie został otruty przez agentów Putina.

Na władzach i specsłużbach Rzeczypospolitej spoczywa nie tylko moralny, ale też prawny obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa Białorusinom, którym Polska udzieliła gościny. Przecież słowo „azyl" właśnie to oznacza – bezpieczne schronienie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.