Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest członkiem redakcji Klubu Jagiellońskiego

Gdyby do niej doszło, NATO musiałoby zmierzyć się z szeregiem nowych zagrożeń, a Polska mogłaby stać się celem wzmożonych rosyjskich prowokacji. Jaką formę integracji wybierze Putin? Dlaczego do aneksji może dojść akurat teraz i z jakimi zagrożeniami będzie musiała zmierzyć się Polska?

Zapowiedź zmian

W połowie maja bieżącego roku Mińsk i Moskwa ogłosiły wznowienie zawieszonych w 2015 r. wspólnych patroli lotniczych. Realizowano je wcześniej od 2013 r. na bazie porozumienia o „wspólnej ochronie zewnętrznej granicy Państwa Związkowego w przestrzeni powietrznej", podpisanego w 2009 r. Po dwóch latach zostały jednak zawieszone przez stronę białoruską. Porozumienie pomiędzy Putinem i Łukaszenką zakłada rozpoczęcie wspólnych patroli jeszcze latem. Obejmuje również budowę trzech rosyjsko-białoruskich wojskowych ośrodków szkoleniowych. Powrót do postanowień umowy to wyraźny sygnał, świadczący o odnowieniu aspiracji Kremla do bezpośredniej militarnej kontroli nad Białorusią. Potwierdzają to również naciski Rosjan na budowę niezależnej od Łukaszenki bazy lotniczej na terenie Białorusi.

Taki ruch oznaczałby powtórzenie modelu znanego z Syrii, kiedy Rosja również zaproponowała niejasną umowę o rozmieszczeniu grupy rosyjskich sił powietrznych, a następnie na jej podstawie wysłała na obce terytorium wiele innych jednostek. Doniesienia z Mińska świadczą o tym, że w najbliższym czasie możemy być świadkami aneksji Białorusi. Kwestią otwartą nadal pozostaje forma integracji. Niezależnie od obranej przez Putina drogi, aneksja Białorusi doprowadzi do rozmieszczenia wojsk rosyjskich za wschodnią granicą Polski i stanowi ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO.

Miękka aneksja czy nowy Anschluss

Putin ma do wyboru dwie opcje integracji z Białorusią. Miękka aneksja oznacza rozlokowanie rosyjskich wojsk na terenie Białorusi, przez co Łukaszenka de facto straci kontrolę nad państwem. Kreml uzyska większy dostęp do wschodniej flanki NATO, a rosyjskie siły otoczą z dwóch stron przesmyk suwalski. Ten 100-kilometrowy pas terenu oddziela od siebie Białoruś i Obwód Kaliningradzki, stanowiąc jednocześnie jedyne połączenie państw bałtyckich z pozostałymi krajami NATO. Wielu ekspertów uważa, że w przypadku ewentualnego konfliktu, obszar ten może zostać zajęty przez Rosjan w pierwszej kolejności, dzięki czemu państwa bałtyckie zostaną odcięte od pozostałych państw NATO.

Dużym zagrożeniem jest także rozlokowanie sił rosyjskich wzdłuż całej granicy z Polską. Rosja mogłaby wykorzystać ten obszar podobnie, jak wykorzystuje Obwód Kaliningradzki – do prowadzenia polityki odstraszania opartej na rozmieszczeniu broni o charakterze ofensywnym, dzięki czemu zyska istotny instrument nacisku na państwa wschodniej flanki NATO, w tym Polski. Aneksja twarda, czyli faktyczne włączenie Białorusi do Rosji, jest scenariuszem możliwym, ale w najbliższym czasie mało prawdopodobnym. Pewne kroki w jej kierunku zostały już jednak podjęte.

22 września 2020 r. odbyło się spotkanie Putina z Łukaszenką, na którym uzgodniono kwestie podatkowe, gospodarcze i dotyczące tzw. map drogowych. Te ostatnie to 28 szczegółowych planów integracji różnych sektorów obu państw. Do dziś przygotowano do podpisu już 26 z nich, a ostatnie mają być gotowe do końca września lub października. Dla Putina celem ostatecznym jest najpewniej faktyczna aneksja Białorusi. Integracja oznaczałaby olbrzymi sukces propagandowy i ostateczne zabezpieczenie granicy ze wschodnią flanką NATO.

Jednocześnie jest kilka powodów, dla których Moskwa raczej nie zdecyduje się w najbliższym czasie na taki krok. Białoruś po ostatnich kryzysach gospodarczych wymaga głębokich reform i gigantycznych zastrzyków gotówki, byłaby zatem dużym obciążeniem dla rosyjskiego budżetu. Integracja mogłaby również ściągnąć na Rosję kolejne sankcje. Ponadto aneksja prawdopodobnie wywołałaby poważne protesty większej części mieszkańców Białorusi. Badanie Białoruskiego Warsztatu Analitycznego z września 2019 r. pokazało, że za faktycznym włączeniem Białorusi w skład Federacji Rosyjskiej opowiada się tylko 1,4 proc. ankietowanych, a za utworzeniem związku dwóch państw – 15,6 proc. Należy podkreślić, że badanie przeprowadzono przed wyborami prezydenckimi w 2020 r. i wsparciem Łukaszenki przez Rosjan, więc obecne nastroje mogły ulec dalszej zmianie na niekorzyść aneksji.

Putin musi również wziąć pod uwagę opinię rosyjskiego społeczeństwa. Białoruś przez lata korzystała z atrakcyjnych rosyjskich zniżek na zakup surowców energetycznych. W momencie pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Rosji, część rosyjskich oligarchów zaczęła zauważać, że Białoruś w zamian za ulgi wnosi zbyt mało do układu z Moskwą. Integracja obu krajów wydaje się rozwiązaniem problemu. Jednocześnie sondaż przeprowadzony w Rosji wykazał, że za integracją jest 39 proc. ankietowanych, a przeciwko – 25 proc. Co więcej, w porównaniu do poprzednich badań, rośnie liczba osób niezdecydowanych lub deklarujących, że nie chcą brać udziału w badaniu. Z perspektywy prezydenta Rosji twarda aneksja może spotkać się z niezadowoleniem rosyjskiego społeczeństwa.

Najrozsądniejszym wyjściem dla Putina jest przeprowadzenie aneksji miękkiej i podjęcie dalszych kroków w bliżej nieokreślonej przyszłości. Rosjanie mogą zabezpieczyć Białoruś i rozlokować tam swoje siły, a Łukaszenka przygotuje grunt pod faktyczną integrację. Antyzachodnia retoryka Mińska, połączona z prowokacyjnymi akcjami, osłabią nadzieje Białorusinów na możliwość trwania w stanie zawieszenia pomiędzy Wschodem i Zachodem, a faktyczna aneksja przez Rosję zacznie jawić się jako jedyna alternatywa.

Obrazuje to sprawa zatrzymania samolotu Ryanair w celu porwania Protasiewicza. Pokazanie, że władza ma długie ręce i dosięgnie każdego, nie było warte utraty szwedzkich gwarancji kredytowych na zakup turbin wiatrowych, czy nałożenia na Białoruś kolejnych sankcji. Odpowiedź Zachodu izoluje jednak Białorusinów, a sygnały płynące z amerykańskich mediów, które nawołują do siłowego postawienia się Łukaszence, mogą być wykorzystane przez Putina w celu rozlokowania swoich sił na Białorusi. Analiza budżetu obronnego zaprezentowanego przez Mińsk dostarcza ciekawych obserwacji, które mogą potwierdzać, że Rosja przyjęła właśnie taką strategię. Białoruś pierwotnie informowała, że przygotowywany z wyprzedzeniem budżet na rok 2021 będzie większy o 31 proc. w porównaniu do roku 2020, co umożliwi zakup rosyjskich samolotów i modyfikację armii. Ostatecznie plany zostały zmienione i budżet ustalono na poziomie porównywalnym z tym z roku poprzedniego, co wykluczyło jakiekolwiek większe zakupy. Taki krok wydaje się logiczny w kontekście rozlokowania na Białorusi rosyjskiej bazy lotniczej i pozwoli na zainwestowanie środków w podreperowanie gospodarki.

Kurs na zachód

Naciski na budowę bazy lotniczej nie są dla Łukaszenki nowością. Szczególnie wyraźne stały się w okolicach 2014 r., kiedy Kreml obwieszczał, że budowa bazy jest już tylko kwestią czasu. Mińsk dementował te wiadomości, ale dało się dostrzec, że era autonomii Łukaszenki dobiega końca.

Sytuacja zmieniła się, kiedy Putin zaanektował Krym. Łukaszenka, prawdopodobnie zaniepokojony tym, jak blisko był utraty władzy, skrytykował Rosję, ogłosił Białoruś państwem neutralnym i zapewnił sąsiadom gwarancje integralności terytorialnej. Co ważne, gwarancje te zawierały wyraźny zapis, że Białoruś nie pozwoli dobrowolnie wykorzystać swojego terytorium przez inne państwo, w celu agresji wojskowej na sąsiadów. Spotkało się to z pozytywną reakcją Unii Europejskiej, która w 2016 r. zniosła część sankcji, nałożonych niemal dekadę wcześniej na Mińsk.

Powodów do budowania przyjaznej relacji z Zachodem dostarczył także kryzys finansowy z połowy grudnia 2014 r., który doprowadził do dewaluacji białoruskiego rubla o ok. 30 proc. Gospodarka Białorusi uzależniona była, tak samo jak dzisiaj, od stanu rynku rosyjskiego. Handel z Moskwą stanowił ok. 50 proc. całkowitej wymiany handlowej Białorusi, a recesja gospodarcza w Rosji i spadek wartości rosyjskiego rubla oznaczały gwałtowny spadek dochodów. Łukaszenka podjął decyzję o częściowym otwarciu się na rynki zachodnie. Jego plany zakładały zniesienie embarga na polski drób, wprowadzenie dwóch największych białoruskich firm na GPW w Warszawie i wzięcie udziału przez Polskę w procesach prywatyzacji na Białorusi.

Zdawało się, że Łukaszenka na poważnie myśli o otwieraniu się na Zachód jak o lekarstwie na uzależnienie od Rosji. Jeszcze w 2014 r. Mińsk ogłosił wprowadzenie nowej strategii obronnej, skupionej na obronie „360 stopni". Plany obronne zaczęły uwzględniać możliwość agresji zarówno z Zachodu, jak i Wschodu. Rok później Łukaszenka poczuł się na tyle pewnie, że zawiesił wspólne rosyjsko-białoruskie patrole lotnicze i nakazał przeprowadzenie ćwiczeń wojskowych, uwzględniających scenariusz konfliktu opartego na walkach w Donbasie. Plan Łukaszenki rozsypał się w 2017 r., kiedy cały kraj objęły protesty spowodowane pogarszaniem sytuacji ekonomicznej. Demonstracje zostały brutalnie spacyfikowane, co spotkało się z krytyką ze strony państw zachodnich. Tym sposobem Łukaszenka znalazł się w sytuacji patowej. Dobry kontakt z Unią Europejską wymagał spełnienia, przynajmniej częściowo, zachodnich standardów. W pewnym stopniu związałoby to prezydentowi ręce, a nastroje prodemokratyczne nie mogłyby być zwalczane w dotychczasowy sposób. Łukaszenka zdecydował się powrócić na orbitę Rosji. Nie był to powrót syna marnotrawnego – Mińsk zarzucił próby porozumienia z Zachodem, ale nadal prowadził retorykę anty-putinowską.

Łukaszenka za władzę płaci suwerennością

Wydarzenia z lat 2014-2017 pokazały, że Łukaszenka, pomimo ekonomicznej zależności od Rosji, może prowadzić politykę niezgodną z oficjalnym stanowiskiem Kremla. Podobny dryf Białorusi z zachodu na wschód zakończył się ugrzęźnięciem przy wschodnim brzegu. Putin, po rozwiązaniu kwestii Krymu, ewidentnie pragnie zająć się niesfornym Łukaszenką. Nie może pozwolić sobie na uzależnienie od politycznych kalkulacji prezydenta Białorusi, którego decyzje i działania nigdy nie były z góry przesądzone. Momentem krytycznym okazały się protesty po wyborach prezydenckich na Białorusi w 2020 r.

Do czasu rozpoczęcia demonstracji, strategią Rosji na wymuszanie pogłębiania integracji z Białorusią było sukcesywne osłabianie pozycji Łukaszenki. Fala proeuropejskich i prodemokratycznych nastrojów zmusiła Putina do zmiany taktyki. Moskwa postanowiła wesprzeć trudnego partnera, chociaż nie jest to pomoc bezwarunkowa. Najważniejszym celem Putina jest utrzymanie Białorusi jako lojalnego satelity Rosji. W tym celu zabezpieczył reżim Łukaszenki i wynegocjował z nim cenę za pomoc. Od 2020 r. wyraźnie przygasła anty-putinowska retoryka Łukaszenki, a Białoruś lojalnie wspiera partnera na arenie międzynarodowej. Wznowienie wspólnych patroli lotniczych i budowa rosyjsko-białoruskich wojskowych centrów szkoleniowych oznacza powrót do wojskowej współpracy, która zamarła po 2014 r. Symboliczne okazały się ćwiczenia rosyjskiej armii w kwietniu br. Białoruś, ignorując swoje wcześniejsze deklaracje o neutralności i gwarancje bezpieczeństwa, dołączyła do Rosjan i rozlokowała swoje siły na granicy z Ukrainą.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.