Na rzecz zmiany politycznej - dziś oczekiwanej już przez większość Polaków - PiS zrobił więcej, niż mogliśmy się spodziewać. Sam przypiął sobie wrotki, by się na nich wyłożyć. Teraz czas na opozycję.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jesteśmy podzieleni jak nigdy od ponad trzech dekad. Potwierdziły to ostatnie wybory prezydenckie. Różnią nas oczywiście cechy demograficzne (wiek, miejsce zamieszkania, wykształcenie czy poziom zamożności), ale nasze wybory polityczne najbardziej determinują skorelowane z tymi pierwszymi różnice światopoglądowe – wysoki bądź niski poziom religijności, wrogi bądź neutralno-pozytywny stosunek do LGBT czy poglądy dotyczące aborcji: u jednych bardziej pro-life, u innych raczej pro-choice. Różnie też rozumiemy „polską suwerenność” – dla jednych jej wyrazem jest „wstawanie z kolan” i „weto albo śmierć”; gdy według drugich te pisowskie hasła i awantury z Unią spychają nas w UE na margines i pozbawiają podmiotowości.

Sięgając po kategorie, które w „Zmierzchu demokracji” przywołuje Anne Applebaum, można założyć, że na te podziały nakłada się kolejny i bodaj najważniejszy: na tych, których wyróżnia predyspozycja autorytarna, i tych, u których dominuje jej przeciwieństwo – predyspozycja libertariańska. Te przeciwstawne tendencje nie mają samoistnych odcieni politycznych. Barwi je kontekst polityczny, w którym się żyje. W stanie wojennym ludzie z predyspozycją autorytarną zakładali OKON-y i PRON; dzisiaj z podobnym zaangażowaniem mogą wiernie służyć rządzącej partii, która mieni się prawicą i nawołuje do dekomunizacji. Z kolei ci z predyspozycją libertariańską przed 1989 r. przewodzili „Solidarności” (i byli „na prawo” od rządzących komunistów); marzeniem dzisiejszych jest odsunięcie prawicowego PiS od władzy. Ci pierwsi lepiej odnajdują się w porządku hierarchicznym, w którym władza „na górze” zdejmuje z nich brzemię odpowiedzialności, a lojalnych nagradza. Ci drudzy cenią sobie różnorodność i możliwość rywalizacji, a miejsce władzy widzą raczej „obok” siebie niż „nad” sobą.

Ci pierwsi, bardziej religijni i zachowawczy, częściej z małych ośrodków niż z metropolii, ceniący to, co „swojskie i nasze”, a z dystansem podchodzący do tego, co „inne i obce”, skłonni – z racji przeważającej u nich predyspozycji autorytarnej – do akceptowania silnej, skupionej w jednym ośrodku władzy, są dzisiaj naturalnym zapleczem polskiej prawicy: Prawa i Sprawiedliwości (tu raczej starsi) i Konfederacji (tu raczej młodsi). Ci drudzy – rewers tych pierwszych – to naturalne zaplecze opozycji demokratycznej: KO, Lewicy, Polski 2050 i w jakiejś mierze (pokazały to wybory parlamentarne w 2019 r.) także PSL.

Dzięki II turze wyborów prezydenckich, które podsumowały pierwsze półrocze 2020 r., mogliśmy się policzyć. Wynik to prawie dokładnie pół (ci pierwsi) na pół (ci drudzy), albo jedna trzecia do jednej trzeciej do jednej trzeciej – jeśli do rachunku doliczyć ponad 30 proc. niegłosujących. Ale drugie półrocze minionego roku jest ciekawsze – i to ono właśnie warte jest pogłębionej analizy. Wtedy bowiem nastąpiły cztery wydarzenia, które mogły znacząco wpłynąć na nastroje Polaków, zmienić ich punkt widzenia, inaczej ukierunkować ich polityczne wybory. Pierwsze to druga fala COVID-19 o sile rażenia nieporównywalnie większej niż ta pierwsza. Drugie to wyrok TK Julii Przyłębskiej dotyczący aborcji, który uruchomił ulicę – masowe protesty o niespotykanej wcześniej skali. Trzecie to „piątka dla zwierząt”, a czwarte to awantura z UE w sprawie powiązania budżetu Unii z praworządnością. Te dwa ostatnie ujawniły też głębokie podziały w obozie władzy.

embed

Czy możemy zatem mówić, że oto widać nadchodzącą zmianę polityczną? Zobaczmy, co wskazują sondaże. Ale nie skupiajmy się na „sporach w rodzinach”. Bo nie chodzi o to, ile punktów w danym miesiącu Lewica podebrała KO lub na odwrót, czy o sprawdzenie, na jakie poparcie mogą liczyć PiS i Konfederacja, gdyby Solidarna Polska poszła do wyborów oddzielnie. Pochylmy się nad tym, jak w drugiej połowie 2020 r. liczebnie i procentowo zwiększały się bądź zmniejszały cztery najważniejsze grupy Polaków: deklarujących swoje poparcie dla [1] prawicy (PiS wraz z Solidarną Polską i Porozumieniem oraz Konfederacja), wspierających [2] opozycję demokratyczną (KO czyli PO i N, Lewica, Polska 2050, PSL), deklarujących uczestnictwo w wyborach, ale [3] niezdecydowanych, na kogo oddać głos, i wreszcie [4] niegłosujących, czyli deklarujących nieuczestniczenie w wyborach.

Jak widać (por. wykres 1 i 2), radykalnie zmniejszyła się frakcja wyborców prawicy: z 10,4 mln z wyborów prezydenckich i 8,3 mln (sondaż partyjny z lipca) do zaledwie 5,4 mln w grudniu. Około 300 tys. wcześniejszych wyborców prawicy między wrześniem a listopadem przeszło pod skrzydła PSL (to efekt „piątki dla zwierząt”), ale generalnie ci, którzy odeszli, nie zasilili frakcji wspierającej demokratyczną opozycję. Ta grupa też się skurczyła – z 10 mln (wybory prezydenckie) i 8,1 mln (sondaż lipcowy) do 7,3 mln w grudniu.

Zniechęceni – zarówno „prawicowcy”, jak i „opozycyjni demokraci” – zasilili grupę niezdecydowanych (to w ostatnim półroczu średnio ok. 1,7 mln wyborców), ale nade wszystko bardzo znacząco powiększyli grono niegłosujących: z 9,8 mln (wybory prezydenckie) i 12 mln (sondaż lipcowy) do 15,9 mln w grudniu.

Rządząca prawica zniechęciła do siebie kilka milionów wiernych wcześniej wyborców przede wszystkim chaotycznym i nieudolnym sposobem zarządzania kryzysem zdrowotnym, społecznym i ekonomicznym wywołanym przez COVID-19. Potencjalny wyborca PiS akceptuje silną władzę, nie przejmuje się łamaniem praworządności, ale chce, by ta władza była sprawna. A zobaczył – nie w TVP, ale wokół siebie – że ta władza po prostu nie daje rady. A ponadto zajmuje się sobą i jest wewnętrznie skłócona. Nie pomógł też wyrok TK – dla wielu prawicowców był to jednak krok za daleko.

By wyjaśnić, dlaczego straciła też opozycja, trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie, gdzie w tych wyliczeniach i wykresach odnaleźć można tak licznie protestującą po wyroku TK ulicę – z tysiącami młodych, którzy masowo poparli Trzaskowskiego pół roku wcześniej. Ulica – tak aktywna obywatelsko – wyborczo jest mocno do obecnych partii politycznych zdystansowana i zakładam, że w większości deklaruje się dzisiaj jako niezdecydowani lub niegłosujący. Bo opozycja – a zwłaszcza PO – po prostu za ulicą nie nadąża.

Ulica żąda ustąpienia rządu, jest jednoznacznie antypisowska (co powinno być wiatrem w żagle dla opozycji), ale jej głównym spoiwem jest walka o prawa kobiet, a podstawowym postulatem – prawo kobiet do samodzielnej decyzji o kontynuowaniu bądź przerwaniu ciąży do 12. tygodnia jej trwania. W tym samym czasie PO przygotowuje nową deklarację ideową, którą partia ma przyjąć wiosną. – Nie jesteśmy partią światopoglądową, więc takie kwestie jak aborcja się w tej deklaracji nie znajdą – mówi przewodniczący komisji opracowującej jej tekst, mimo że według sondażu Ipsos prawo kobiet do aborcji do 12. tygodnia popiera 91 proc. zwolenników PO.

embed

Na rzecz zmiany politycznej – dziś oczekiwanej już przez większość Polaków – PiS zrobił więcej, niż mogliśmy się spodziewać. Sam przypiął sobie wrotki, by się na nich wyłożyć. Teraz czas na opozycję. Przede wszystkim na największą jej siłę, czyli Platformę. Musi zrozumieć, że po jesieni 2020 r. kwestii światopoglądowych już się ominąć nie da, i znaleźć wspólny język z ulicą. Ale musi też porzucić złudzenia: ulica nie będzie się dostosowywać do deklaracji ideowej PO. To deklarację trzeba napisać tak, by ulica mogła powiedzieć: „Tak, to jest to!”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Plan może być tylko jeden. Kartaginę należy zburzyć - PiS od władzy odsunąć. Jak? Na razie nękać i pozwolić żeby się i wykrwawiał. W tym czasie ze specjalistami pisać dokumenty i analizować scenariusze. Na rok przed wyborami ruszyć ostro. Mieć wyrazistego lidera, krótki zrozumialy program i aktywne poparcie młodych. Chyba nie ma co liczyć na zjednoczenie opozycji. Najpewniej to będzie nowy ruch, być może powstały z jednego lub dwóch ugrupowań istniejących. Wojna ma być błyskawiczna a zwycięstwo bezdyskusyjne. Tak sobie marzę.
    @jerjar
    Od czego internet mamy? Stworzyć krajowe forum internetowe, coś w rodzaju ruchu politycznego, mogącego się w partie przeobrazić. Członkom udostępnić kody dostępu, trolli eliminować. Lidera wybrać. Działać. Opiniotwórczo, manifestować, skupić rozproszonych kontestatorów stworzyć masę. Krytyczną także. Pieniądze? Ze sciepki. Zarejestrować a potem do wyborów startować. Linie tej partii (quasi partii) określać głosowaniem, jakaś średnia poglądów. Utopia? Być może ale widać inne rozwiązanie? Bez dotacji państwowych, bez grup interesów, bez biur bo każdy członek miałby biuro w domu. Już ma. Demos plus net. Taka inicjatywa jest ponad moje możliwości. Analogowy przecież jestem. Pozdrawiam tylko....
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @jerjar
    Plan może być tylko jeden. Zapowiedzieć zmianę koncepcji: Z PANOWANIA na REPREZENTOWANIE obywateli - zgodnie z ich oczekiwaniami.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Nie nadążą za ulicą??? A za kim oni nadążają???
    Wczoraj była rocznica śmierci Piotra Adamowicza - kto z opozycji miał odwagę wystąpić i napiętnować polityczną egzekucję, wykonaną przez szaleńca wyhodowanego przez pisowską telewizję!? Nikt? A dlaczego? Bo boją się, że zaraz będą ich pokazywać, że stają w obronie "elit" - czyli tych, co bogacili się na plecach biedoty!
    Z drugiej strony po trosze bronię tej postawy, bo do czego są doprowadzone protesty uliczne? Ano do tego, że w nich nie mogą uczestniczyć żadni politycy, bo PiS zaraz podnosi larum, jak to są atakowani - bo ulica to wiadomo! Tak więc i organizatorzy i sami politycy chowają się po kątach i niby wszystko jest w porządku, tylko jaki wymiar mają te protesty? Nawet jak wyjdzie milion ludzi, to co takiego się stanie? Przejdą, pokrzyczą i się rozejdą! A politycy , którzy od których wszystko zależy, napiszą na fejsbuczku czy twiterku, że popierają! Odwaga niemal rycerska!
    Bardzo szanuję pana Budkę, ma wiele do powiedzenia i w większości ma racje, ale do cholery kto go ubiera do tych wystąpień!!! Kto mu doradza te marynarki w kratkę?
    Co jak co, ale przyznać muszę jedno - opozycja jest po mistrzowsku rozegrana przez PiS. Dowód? Kradną, kłamią, mordują ludzi poprzez brak należytej opieki zdrowotnej ..... ale wystarczy że prezes rzuci hasło "18 celebrytów zaszczepiło się poza kolejnością" i jest po sprawie! Wiem, że w dużej mierze działa tutaj propaganda, ale zarazem nie pojmuję dlaczego opozycja odpowiada na głupie pytania reżimowych dziennikarzy, zamiast drążyć bez ustanku tematy dnia.
    Dlaczego opozycja nie mówi jednym głosem danego dnia? Jeśli odkrywana jest żyłka złodziejska Jarosława Kaczyńskiego, który wykazuje się inwencją gospodarczą, opartą na kradzionym, to dlaczego każdy, podkreślam KAŻDY polityk opozycji nie mówi TYLKO o tym danego dnia?
    Czy strach przed tym by nie zostać zaliczonym do elit tak ich paraliżuje? To dlaczego nie wyciągają ciągle i ciągle tego, że ten rząd wpieprza tony kawioru. Że dla suwerena ziemniaki a rząd się żywi po królewsku, ale ich to nie cieszy?
    Do niedawna miałem wrażenie, jakby to co się dzieje miało jakiś specjalny wymiar i pomyślałem sobie wtedy jakie strategie ma PO na potencjalne kryzysy i np. panią Kidawę na kandydatkę na prezydenta. I nie to, że ja do tej pani coś mam, absolutnie nie! Zagłosowałbym na nią bezapelacyjnie! Ale my mamy czas wojny, PiS codziennie szykuje nam "mały stan wojenny". Lud jest karany, bo nadal w jakiejś części tęskni za Tuskiem. Na bandytów pani Kidawa nie nadawałaby się. Ba! Nawet Trzaskowski nie przeszedł!
    Jest kilka rozwiązań - ale pierwsze od czego trzeba zacząć, to wyjść do ludzi i przekonać ich, że może i są do polityków zrażeni, ale bez nich niczego nie zyskają. Los obywateli zależy od ludzi władzy - nie może być tak, że z jednej strony na nich plujemy, a z drugiej wymagamy by pomagali.
    @tilow333
    Zgadzam się w całej rozciągłości. Pamiętam czasy gdy w czasach PO-PSL w mediach "występowali" politycy PiS. Na każde pytanie dziennikarzy (jeszcze wówczas tacy byli) obojętnie czego dotyczyło odpowiadali - a "Platforma kradnie" i jak widać suweren przyjął do wiadomości i stosowania. A dzisiaj opozycja : ble... ble.. ble.. niezrozumiałym dla ludu językiem
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Pisiory to mizogini, PO to dziadersi. Prawacy w tym platformersi nie szanuja Polek, ich praw, praw podstawowych, praw czlowieka. Ulica to juz zrozumiala.
    Koniec piekla Polek, to jest sprawa powrotu do cywilizacji, a nie swiatopogladu. Prawa kobiet, rowniez lub zwlaszcza te reprodukcyjne to jest kwintesencja podmiotowosci, wolnego wyboru i wolnej woli.
    Prawa reprodukcyjne zawsze sa wymiarem ucywilizowania spoleczenstwa,
    Tylko w Polsce niestety, udało się wmówić kobietom, że aborcja na żądanie jest radykalnym rozwiązaniem. Nie ma kraju w Europie, gdzie temat aborcji budzi tak emocjonalne kontrowersje, poniewaz tylko Polacy maja tak malo wiedzy na jej temat.
    Spoleczne przekonanie, ze aborcja jest zlem wmowil spoleczenstwu kosciol z braku jakichkolwiek argumentow. Swiatopogladu narzucic nikomu nie mozna, a sumienie jest indywidualne, na jednostce sie zaczyna i na jednostce konczy. Wszystkie argumenty sa po stronie kobiet, w szczegolnosci te medyczne i naukowe.
    Aborcja jest prostym zabiegiem medycznym, np prozniowa trwa w warunkach klinicznych 2 minuty, farmakologiczna w warunkach domowych nasladuje nature, bo 40% ciaz w pierwszym trzymestrze konczy sie samoistnym poronieniem. Zygota, embrion, plod do 22. tygodnia ciazy jest niezdolny do samodzielnego zycia, wiec nie spelnia warunow czegos nienarodzonego. Czlowiek, dziecko zaczyna sie w momencie narodzin.
    Ze wzgledu na prostote zabiegu aborcji brak jest jakichkolwiek kontrargumentow, wiec koscil narzuca swoja narracje myslenia i zniewala mozgi, upowszechnia stan niewiedzy, wprowadza jezyk fundamentalistyczny do publicznej debaty.
    Nazywanie najbardziej restrykcyjnej, po absolutnym zakazie, ustawy zakazujacej aborcji kompromisem swiadczy nie tylko o absolutnej ignorancji, takze o absolutnej hipokryzji. Jak to bylo... zaklamany jak katolik.
    W większości państw na świecie, rowniez chrzescijanskich i katolickich przerywanie ciaży jest dopuszczalne, legalne i bezpieczne. Aborcja na żądanie do 12. tygodnia to europejski standard!

    PS JEDNA Z NIEWIELU WOLNOSCI PRL-u, przynajmniej od 1956r byla LEGALNOSC ABORCJI!!!
    @style
    Kobity do garów!
    już oceniałe(a)ś
    2
    9
    @TAKiNIE_012021
    Ubaw po pachy:)) Trzech bolszewików pod jednych dachem, tyle że dwoje pokropionych wodą święconą przez Dziwisza albo jakiegoś innego pedofila w sutannie, natomiast jeden ze szkoły Chazana wciąż zarabiający na aborcji:))
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    @style
    "Czlowiek, dziecko zaczyna sie w momencie narodzin.".

    "Aborcja na żądanie do 12. tygodnia to europejski standard!"

    Dlaczego zatem do 12. tygodnia? Do odejścia wód płodowych co najmniej!

    A póżniej, jako nowocześni i postępowi wprowadzimy to, o czym na razie mówi się jako "propozycji intelektualnej", czyli aborcji pourodzeniowej.

    A co to takiego? A proszę bardzo:

    ?Kiedy już po urodzeniu dziecka pojawiają się okoliczności, które usprawiedliwiałyby aborcję, powinna być dopuszczalna ?aborcja pourodzeniowa?. Moralny status zabijanej jednostki jest bliższy płodowi niż dziecku, a zatem zabicie noworodka powinno być etycznie dopuszczalne we wszystkich okolicznościach, w jakich dopuszczalna jest aborcja. Te okoliczności to także przypadki, w których noworodek ma szansę na znośne życie, ale kosztem dobra jego rodziny?.

    Źródło: jme.bmj.com/content/39/5/261
    już oceniałe(a)ś
    0
    3
    @style
    Ani mizogini, ani dziadersi, ani inni towarzysze. We władzach powinni być przedstawiciele wyborców, zależni mandatem od wyborców w okręgach.

    Aborcja, to oczywiste że o niej do 12 tygodnie powinna decydować - tylko i wyłącznie - kobieta. Ale ja uważam że aborcja to pewien dramat w życiu kobiety. Większy nacisk społeczeństwa powinien być na wychowanie seksualne i łatwy dostęp do środków antykoncepcyjnych. Ja - stary dziad (rocznik 1954) - uważam, że jedna tabletka "dzień po" rocznie, powinna być dostępna bezpłatnie każdej kobiecie w okresie rozrodczym.
    już oceniałe(a)ś
    2
    1
    @jotbe1954
    To chyba oczywiste, ze prawa reprodukyjne na prawie do legalnej aborcji sie koncza. Zaczynaja na edukacji seksualnej na kazdym pozoimie nauczania poczynajac od 2. klasy szkoly podstawowej. Prawo do opieki okoloporodowej, refundowanego znieczulenia. Prawo do powszechnej tzn refundowanej antykoncepcji, rowniez awaryjnej. Prawo do legalnej i refundowanej sterylizacji dla kazdej plci, dla mezczyzn rowniez.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @style
    "Pisiory to mizogini, PO to dziadersi."

    Lewica to naiwni idioci.

    Lecimy tak dalej?
    już oceniałe(a)ś
    0
    2
    Stawiam na Kobiety,ktore nie
    skazone wojnami ideologicznymi,kieruja sie instynktem.
    @majak
    Reprodukcyjnym? :)
    już oceniałe(a)ś
    0
    6
    @majak
    Trochę dyskusyjna jest ta opinia. No chyba, że w pisie nie ma kobiet tylko baby.... masz jednak ode mnie plusa. Hej!
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Przepaść między antypolskim i antyludzkim PiS a ugrupowaniami demokratycznymi, obywatelskimi jest tak głęboka, że wydają się sobie naturalnie bliskie. Oczywiście, że się różnią, chcą swoje dość różne cele osiągać w różny sposób, ale podobieństwa na tle PiS przeważają nad różnicami. Dlatego właśnie wyborca Lewicy zrozumie wyborczą koalicję z PO czy Hołownią, i na odwrót. Koalicja staje się możliwa, bo wyborca żadnej partii za to nie ukarze, wręcz przeciwnie. Ci, którzy pójdą razem, dostaną bonus w postaci głosów tych, którzy nie identyfikują się z żadną z partii, ale nie chcą dłużej żyć w państwie PiS, czyli są czystym antypisem. Jest ich zapewne niemało, a będzie coraz więcej, bo Kaczyński z resztą nie przestaną ich mobilizować.
    Opozycja musi przygotować platformę, cele, dla których miałaby się integrować. Pozytywne cele, czyli demokracja, sądownictwo, konstytucja, ale i normalna polityka epidemiczna czy ratowanie gospodarki. Odbudowę państwa. Sama integracja opozycji ma sens jedynie kilka miesięcy przed wyborami. Czyli - oby jak najszybciej.
    @Tales
    'podobieństwa na tle PiS przeważają nad różnicami'

    Paradoksalnie, właśnie z tego powodu kiedy zbliżają się wybory partie opozycyjne atakują raczej inne partie opozycyjne a nie PiS - wiedzą do jakich wyborców mogą dotrzeć...
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Niestety dla nas wszystkich, Maria Lempart wyraźnie dystansuje się wobec opozycji. To jest droga donikąd, bo tylko partie polityczne mogą obalić pis w wyborach. Strajk kobiet jest za słaby, żeby obalić ten rząd poprzez manifestacje. I tak poprotestowaliśmy, pokrzyczeliśmy i tradycyjnie rozeszliśmy się do domów. Zostały zdjęcia na instagramie. Szkoda tego społecznego zrywu z jesieni. Ruszyć ten naród z kanapy jest rudno.
    @lb
    Siedząc na kanapie masz net do dyspozycji. To narzędzie większe i silniejsze niż ulica. Nie warto o tym pomyśleć?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @lb
    Marta Lempart wielokrotnie próbowała nawiązać porozumienie z opozycją. Niestety była jawnie ignorowana. Nie dostała nawet miejsca na liście w wyborach samorządowych. Opozycja natomiast chętnie podłączała się pod pierwsze protesty OSK i pozowała do zdjęć z czarnymi parasolkami. Nie sądzę więc, by ktokolwiek na dłuższą metę był w stanie pchać się tam, gdzie cię wykorzystują i nie szanują.
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @eisi22
    "Nie dostała nawet miejsca na liście w wyborach samorządowych."

    Za to dostała ok. 1% w wyborach na prezydenta Wrocławia. Babka umie sobie zjednywać zwolenników.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    Konieczna jest nowa emanacja polityczna opisywanego w materiale oddolnego ruchu, zdolna do przekształcenia energii tego ruchu w skuteczną broń przeciwko katofaszyzmowi i do wygrania wyborów. A potem do wygrzebania Polski z dziury, do której została wepchnięta w ostatnich latach przez spółkę cyników, socjopatów i KK. I ona powstanie, jako, że natura nie znosi próżni - a po stronie opozycyjnej mamy do czynienia z próżnią (przyznaję - jeszcze nie absolutną).
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Ulica ? czyli społeczeństwo obywatelskie.

    Gdyby PiS zastąpiło PO, SLD, PSL czy inne pomroczności partyjnacjkie byłoby lepiej?

    Potrzebne są wolne wybory do władz. WOLNE to znaczy takie że listy wyborcze kandydatów mają być układane w okręgach, wybory większościowe. Tak wybrani mandatariusze mają być zależni mandatem do sprawowania władzy od wyborców w okręgu. To mają być przedstawiciele wyborców.

    W tych wyborach co są do tej pory, nie wybieramy przedstawicieli wyborców, głosujemy jedynie na listy partyjne. Tak wybrani są przedstawicielami szefa partii, lobbystów i innego łajdactwa ? nie narodu, bo naród nie ma na nich żadnego wpływu, chyba że w swej większości w*******y wyjdzie na ulicę tak, że rządzące dupki nie będą w stanie się obronić płatnymi najmitami. A to byłaby rewolucja. Tego obywatele nie chcą.
    @jotbe1954
    Musiał(a)byś przeorać całą Konstytucję, a do tego w Sejmie potrzeba ogromnej większości 307 głosów.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0