Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest publicystą „Polityki”, szefem katedry dziennikarstwa Collegium Civitas

Policjant ciągnący przypadkowego przechodnia do suki ma imię i nazwisko. Policjanci miażdżący butami człowieka spokojnie leżącego na ziemi mają imiona i nazwiska. Dowódca, który to wiedział i nie zareagował, a wcześniej ich instruował, ma imię i nazwisko. Jego dowódca, który o tym wie i nie doniósł prokuraturze, że jego podwładni popełnili przestępstwo rażącego przekroczenia uprawnień, łamania praw obywatelskich, tortur itd. - też ma nie tylko stopień i funkcję służbową, ale również imię i nazwisko.

To nie państwo polskie i białoruskie maltretuje i torturuje lub pozwala na tortury i maltretowanie. Komendant główny policji, minister spraw wewnętrznych, premier, prezydent, którzy kryją, usprawiedliwiają, tolerują nielegalne zachowania podlegających im przestępców w mundurach, mają znane publicznie imiona i nazwiska.

To nie wymiar sprawiedliwości toleruje przestępców w mundurach. Szefowie prokuratury, którzy zaniedbują ścigania przestępstw funkcjonariuszy i jeszcze ich chwalą, też mają powszechnie znane imiona i nazwiska.

Winy za zło, które wybuchło po aresztowaniu Margot i po głosowaniu w Mińsku, nie ponoszą bezimienne formacje i instytucje. Instytucje nie popełniają przestępstw. Popełniają je ludzie z krwi i kości. Mający konkretne imiona i nazwiska oraz konkretną odpowiedzialność za swoje czyny i zaniechania.

 Z faktu, że nie ponoszą tej odpowiedzialności teraz, nie wynika, że są z niej zwolnieni. Od szeregowca aż po szefa rządu nic ich nie zwolni z odpowiedzialności za przestępstwa przeciw obywatelom.

W Europie mamy długą pamięć. Do dziś ścigamy ludzi, którzy kryjąc się za mundurem lub funkcją, popełniali przestępstwa 40, 50, 80 lat temu. Nie wszystkich udaje się złapać i ukarać. Ale wystarczająco wielu, by nikt, kto teraz nie stoi nad grobem, nie miał prawa do uzasadnionej nadziei, że dożyje swych dni, unikając odpowiedzialności. Historia toczy się zbyt szybko, a ludzie żyją za długo, by warto było liczyć na bezkarność gwarantowaną przez jakikolwiek polityczny układ.

Popatrzcie na poprzedników - od Argentyny i Chile po Polskę Ludową. Nawet jeżeli bezkarność funkcjonariuszy wydaje się pewna, nigdy taka nie jest. Ci, którzy na nią liczą, niech sobie wryją w pamięć (nomen omen) 44 artykuł konstytucji: „Bieg przedawnienia w stosunku do przestępstw, nie ściganych z przyczyn politycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie, ulega zawieszeniu do czasu ustania tych przyczyn”. To może trwać 5 lub 25 lat. Ale przyjdzie. Nie warto się łudzić, że nie przyjdzie ani że będzie się można zasłonić wykonywaniem poleceń. Żadne polecenie nie usprawiedliwia przestępstwa. I żadna ustawa nie zniesie odpowiedzialności.

Konstytucja jest mądra. Pisali ją ludzie, którzy wiedzieli, że może nas kiedyś spotkać to, co nas spotkało. Dlatego wpisali tam memento dotyczące nieuchronnej odpowiedzialności każdego - od premiera po szeregowca. Pamiętajcie o tym.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.