Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest inicjatorką i jedną z liderek Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Nie będę udawać, że kiedy widzę tłumy na wiecach Rafała Trzaskowskiego, nie imponuje mi energia i nie niesie mnie nadzieja. Przecież nieustannie powtarzam, że nie ma większej siły niż organizujące się obywatelki i obywatele. Przecież jednym z naszych haseł oporu jest – padający w odpowiedzi na „uwaga, uwaga, tu policja” okrzyk: „uwaga, uwaga, tu obywatelki!”. Przecież wyborów nie wygrywa się w internecie, przecież niczego nie wygrywa się w internecie, tylko na ulicy. I nie walczy się w internecie, tylko na ulicy. Po naszej stronie stalowych barierek, którymi tchórze z PiS odgradzają się od suwerena.

Bawi mnie nieco swoiste zakłopotanie Platformy Obywatelskiej, która sama wydaje się czasem zaskoczona popularnością własnego kandydata i jego potencjałem. Tym, jak rozbraja idiotyczne pytania funkcjonariuszy PiS z TVP, i tym, że otwarte popieranie go nie jest obciachem dla młodzieży. Młodzieży, nie młodzieżówki! To, że banery z kandydatem są w każdym biurze regionalnym PO na wagę złota i rozchodzą się w godzinę po dostarczeniu. To, co umyka zarówno Platformie, jak i większości szanownych komentatorów, to fakt, że Rafał Trzaskowski już dawno przestał być kandydatem tylko Platformy Obywatelskiej, a stał się kandydatem – po prostu – bardzo wielu obywatelek i obywateli. Widzi to i czerwoną mgłę przed oczami ma Jarosław Kaczyński, który kandydatem obywatelskim nigdy nie był i nie będzie.  

Ta władza już bije. I będzie bić mocniej

Za długo jednak walczę z tą władzą, zbyt wiele mnie już to kosztowało, żeby wierzyć w to, że PiS tak po prostu odda Pałac Prezydencki. W cieniu kampanii z domu wywlekani są i zatrzymywani bez postawienia zarzutów kolejni moi znajomi - za plakaty mówiące o tym, że minister Szumowski to zwykły złodziej. W cieniu kampanii jedną z organizatorek zeszłotygodniowej akcji #wyPAD policja skuwa i wywozi na Wilczą za niezapłacony mandat sprzed 10 lat. W cieniu kampanii na parkingu pod moim domem stoją policjanci w cywilu – tak wyraźni policjanci, że cywilami mogą się wydawać tylko osobom postronnym. Nie mnie. W cieniu kampanii należę do mniejszości wśród demokratów, która wie i rozumie, że tak, już biją. I będą bili bardziej i częściej. Albo będą nas wykańczać finansowo, ciągać nas po sądach, zastraszą, zmuszą do wyjazdu. Oni - władza, dla której jestem wrogiem. Z wzajemnością.

Twierdzę, że stawką zbliżającego się głosowania jest nie tylko usunięcie z Pałacu Prezydenckiego politycznego szkodnika, który przyczynił się do każdego z zamachów na nasze prawa i wolności w ciągu ostatnich 5 lat. Tak, każdego – na końcu każdej antyobywatelskiej, skandalicznej decyzji PiS, suflowanej często przez Ordo Iuris i zorganizowane podgrupy przestępcze, takie jak układ ministra Szumowskiego lub ustrukturyzowany osobisty obłęd ministra Ziobry, znajdziemy ten tchórzliwy uśmieszek i piąstkę zaciśniętą na długopisie. Jednak stawką niedzielnego głosowania naprawdę jest nie tylko wylot Andrzeja Dudy z Pałacu i późniejsza jego odpowiedzialność karna jako przestępcy konstytucyjnego.

Czy niczego nas nie uczy to upokorzenie, które zdecydowaliśmy się wszyscy przełknąć, biorąc udział w niedzielnym głosowaniu? Głosowaniu, a nie w wyborach zorganizowanych i przeprowadzonych zgodnie z prawem. Wybory już były – 10 maja. Czy nie widzimy, że ponad 300 000 głosów Polonii to głosy „zakładnicze”, do sfałszowania? Czy naprawdę nie mieści nam się w głowach, że po niekorzystnych dla PiS wynikach głosowania w I turze Jarosław Kaczyński, szeregowy poseł, zarządzi w Polsce stan wyjątkowy? Co jeszcze musi się stać, żebyśmy zobaczyli, do czego są zdolni w imię utrzymania władzy? Czy nie rozumiemy, że całkiem możliwa jest sytuacja, w której Rafał Trzaskowski wygra wybory, ale nie będzie prezydentem?

Rzucam na szalę mój aktywistyczny dorobek i głosuję na Trzaskowskiego

Żeby nie było wątpliwości – jestem osobą z sercem po lewej stronie. Chcę legalnej aborcji i równości małżeńskiej. Chcę ochrony przed eksmisjami i prawdziwej polityki mieszkaniowej. Chcę, żeby finansowanie Kościoła katolickiego z budżetu państwa wynosiło równe 0, żeby w szkołach nie było religii, a kościelni zbrodniarze i ich pomocnicy siedzieli w więzieniach, a nie byli przenoszeni na kolejne parafie. Chcę, żeby nie było umów śmieciowych. Chcę polityki społecznej, a nie socjalnej i chcę, żeby nasza planeta przetrwała. Jestem gotowa płacić wysokie podatki i chcę je płacić z dumą, na rzecz państwa, które jest solidarne. Które nikogo nie zostawia z tyłu. Które nikim nie pogardza, nigdy więcej.

Wiem, że wiele osób, które ufają w moją lewicowość i wierzą w moją sprawczość, poczuje się rozczarowanych. Wiem, że rzucam na szalę mój obywatelski, aktywistyczny dorobek. Wiem, że rozpętuję sobie małe publiczne piekło pod zarzutem zdrady ideałów zarówno lewicy (przez małe l), jak i ideałów mojego dziecka – Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, mimo że wypowiadam się wyłącznie za siebie. I tak, biorę na siebie to, że popieram kandydata, który nie jest za legalizacją aborcji. I, co dla mnie najbardziej jako lesbijki, osobiście, do łez bolesne – kandydata, który nie jest za wolnością małżeńską. Który - co najwyżej - uchwalonych w tym zakresie ustaw nie zawetuje.

Jestem gotowa to wziąć na siebie i się z tym mierzyć, bo stawką są podstawowe wolności i prawa człowieka w kraju, którego władza praw i wolności obywatelskich z całego serca nienawidzi.

To pierwsza tura jest kluczowa

Stawką tego głosowania, już w I turze, jest Polska. Tak, pierwsza tura to nie są prawybory. Pierwsza tura to nie jest przedbieg. To nie jest próba sił. To nie plebiscyt, konkurs piękności czy ranking popularności. Już pierwsza tura głosowania to bitwa, której niekorzystnego wyniku lub następujących po niej działań PiS-u, szalejącego bez żadnego trybu i zdolnego do wszystkiego dla utrzymania władzy w Pałacu Prezydenckim, możemy nie dać rady zwalczyć lub odwrócić. Nawet całym naszym obywatelskim i politycznym wysiłkiem. A my usypiamy własną czujność, spokojnie oczekując na turę drugą, zamiast już teraz być jak jedna, zaciśnięta pięść, przed którą trudno się uchylić.

To I tura głosowania jest kluczowa.

Dlatego głosuję - już w I turze - na Rafała Trzaskowskiego. Głosuję, bo naiwnością dla mnie jest wierzyć, że II tura głosowania ot, tak po prostu się odbędzie. Że mamy czas na próby i przedbiegi.

Ale przede wszystkim głosuję na Rafała Trzaskowskiego, bo widzę i naprawdę wierzę, że idzie się bić o Polskę. Niech bije się także w moim imieniu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.