Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poniższe wystąpienie posłanka Lewicy wygłosiła podczas posiedzenia komisji zdrowia w trakcie debaty nad wnioskiem o wotum nieufności dla ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Publikujemy jego rozszerzoną wersję.

 Ci, którzy próbują wychowywać swoje dzieci na uczciwych ludzi i widzą, że ktoś musi być żoną, mężem, bratem, szwagrem, kolegą czy choćby instruktorem narciarstwa ministra, żeby się dorobić? Takie zachowanie, które widzimy u szczytów władzy, niszczy i tak kruche zaufanie do państwa. Ale wobec ministra zdrowia jest więcej zarzutów. Jakie?

Brak reakcji na rosnący ubytek w składkach do NFZ

Według szacunków spadek zatrudnienia, obniżenie wynagrodzeń, spadek PKB może doprowadzić do powstania wyrwy w NFZ nawet na 20 mld zł. Minister Szumowski, premier, inni ministrowie twierdzą, że gospodarka za chwilę wróci do normy. Drodzy ministrowie, nie wiecie tego. Nie można zakładać, że pieniądze na ochronę zdrowia spadną z nieba. Przecież od tego zależy życie obywateli i obywatelek! Tymczasem w kolejnych “tarczach” brak dotacji podmiotowej dla NFZ uwzględniającej rzeczywistość. Może uniknęlibyśmy skandalicznych scen z cięciami wynagrodzeń personelu medycznego i pomocniczego.

Za to znalazło się wśród uchwalonych ustaw haniebne rozwiązanie: “Zadłużmy szpitale, a potem je sprzedajmy”: otwarta furtka do prywatyzacji zadłużonych szpitali. Pan Minister sam publicznie bronił tego niezgodnego nawet z programem PiS prawa! Oczywiście złożyliśmy ustawę, która przywraca zakaz komercjalizacji. Została skierowana do komisji zdrowia. Więc polecam przewodniczącemu Latosowi się z nią zapoznać. Bo ewidentnie jego własna partia go nie doinformowała, jakie zmiany wprowadziła.

Brak kontroli nad rynkiem wyrobów medycznych i leków

I to pomimo bardzo wcześnie wprowadzonych w “ustawie COVID-owej” uprawnień dla Ministra Zdrowia. Ministerstwo wydało jedno − powtarzam − JEDNO obwieszczenie reglamentacyjne dotyczące leków - resztę obrotu i cen maseczek, środków do dezynfekcji i leków puszczono na żywioł. Co więcej, dziś już wiemy, że zamiast ceny urzędowej na maski i walki ze spekulantami mieliśmy do czynienia ze współudziałem Ministerstwa Zdrowia w zakupie wątpliwej jakości środków ochronnych po spekulacyjnej cenie od firmy krzak niejasno powiązanej z obozem władzy. Przynajmniej teraz jasno widać, dlaczego nie skorzystali z tego instrumentu.

Niedotrzymanie warunków Porozumienia Zawodów Medycznych po proteście głodowym

Głównie brak odpowiedniego wzrostu nakładów. Tutaj również jest gotowa ustawa Lewicy, której PiS nie chce ruszać, podnosząca nakłady do 7,2 proc PKB. Została skierowana do prac komisji zdrowia. Od początku mówimy, że jak PiS nie chce jej przyjąć, to niech złoży własną. Byle nie taką jak „ustawa 6 proc.”, gdzie rząd Prawa i Sprawiedliwości oszukuje społeczeństwo, pracowników i pracownice ochrony zdrowia, licząc wydatki w najbardziej oszukańczy sposób chyba na świecie - w stosunku do PKB sprzed dwóch lat. Wiadomo, gdyby liczyli do PKB sprzed dziesięciu, to wyjdzie im jeszcze więcej. Tylko przypomnę, zanim znowu usłyszymy że się inaczej nie da - państwo PiS-owskie nakłady na wojsko umie dobrze policzyć, bo liczy do roku bieżącego. Ale na ochronę zdrowia już nie. Efekty widać.

Brak wyższych wynagrodzeń, brak podniesienia nakładów na ochronę zdrowia, brak możliwości przejścia na umowę o pracę z zachowaniem kwoty netto, brak wsparcia w opiece nad dziećmi dla pracowników ochrony zdrowia. W zamian za to kolejne "tarcze" odbierały pracownikom i pracownicom ich prawa. Wprowadzały między innymi skrócenie odpoczynku dobowego, nakaz pracy, zakaz powrotu do domu z powodu możliwości wskazania miejsca do odpoczynku przez pracodawcę, brak wypłacanych nadgodzin. Na dokładkę narzucono na pracowników ochrony zdrowia zakaz mówienia, jak wygląda sytuacja w ochronie zdrowia. To prosta droga do tego, żeby jeszcze zwiększyć braki kadrowe. Zamiast realnego docenienia ciężkiej pracy pracownicy ochrony zdrowia dostali wojskowy dryl, cenzurę i oklaski. Oklaski od ministra zdrowia, a od prezydenta rapy, żeby zachęcić do dorzucenia się do niedofinansowanej ochrony zdrowia. Absurd.

Narażenie pracowników medycznych na utratę zdrowia i życia

Ministerstwo od stycznia tego roku mogło nie tylko kupować sprzęt, ale także szkolić pracowników. Ratownicy medyczni, pielęgniarki i pielęgniarze, lekarze, lekarki informowali, że informacji, jak korzystać z kombinezonów ochronnych, musieli szukać w internecie! Środki ochronne kupowali z własnych prywatnych pieniędzy. Wstyd dla ministerstwa. Co więcej, gdy medycy adaptowali maski do nurkowania chałupniczym sposobem, by doczepić do nich odpowiednie filtry - Agencja Rezerw Materiałowych sprzedała za grosze olbrzymią partię profesjonalnych masek pełnotwarzowych, którym wystarczyło zrobić przegląd, by z powodzeniem mogły służyć w szpitalach jako sprzęt ochrony osobistej dla personelu. Te maski zaraz potem wylądowały na popularnej platformie aukcyjnej.

Absolutnym skandalem jest to, że od marca nie jest w stanie powiedzieć, ilu pracowników ochrony zdrowia w podziale na wykonywane zawody zachorowało. Z doniesień medialnych wiemy o kolejnych zachorowaniach salowych, pielęgniarek, lekarek. A ministerstwo ma pracowników ochrony zdrowia w poważaniu i nie prowadzi takich statystyk. Bo po co?

Niedofinansowany sanepid

Kiedy pracowaliśmy nad budżetem, mówiliśmy, że inspekcja sanitarna jest niedofinansowana, że pracuje tam za mało osób i że zarabiają za mało. Teraz w mediach pojawiają się zarówno dramatyczne relacje pracownic sanepidów, jak i osób zakażonych, dla których szokiem był kontakt z robiącą, co możliwe, ale skrajnie wyczerpaną inspekcją sanitarną.

A przecież z powodu braku szczepionki i skutecznego leku praca polegająca na zbieraniu wywiadów epidemiologicznych, śledzeniu kontaktów i prowadzeniu nadzoru epidemiologicznego jest w tej chwili jedyną skuteczną metodą walki z epidemią. Należy zatem przed drugą falą zwiększyć zasoby kadrowe i finansowanie inspekcji sanitarnej. By jej pracownice, pracownicy oraz obsługiwani przez nich obywatele i obywatelki nie lądowali z zespołem stresu pourazowego po kontakcie z nią. Dziś przedwcześnie Pan minister i premier ogłaszają zwycięstwo z epidemią, a ze wzmocnień w sanepidzie mamy tylko gorzkie relacje, jak to w praktyce wygląda.

Kolejny powód? Decyzje o odmrażaniu gospodarki dyktowane interesem politycznym, a nie dbałością o bezpieczeństwo publiczne. Brak obiektywnych wskaźników i kamieni milowych wyznaczających kolejne etapy. Brak konsultacji z epidemiologami.

Afera lekowa

Nierozliczona do dziś. 3 stycznia 2019 apelowaliśmy o wotum nieufności po serii niejasnych działań Departamentu Polityki Lekowej w ministerstwie Szumowskiego. W 2018 roku wspólnie z Jerzym Przystajko złożyliśmy wniosek do prokuratury. Sprawa nadal nie została wyjaśniona. Przypomnijmy - afera dotyczyła niejasnych decyzji refundacyjnych, nacisków ambasady USA, zwolnienia z Ministerstwa Zdrowia sygnalistki Edyty Matusik, która o tym wszystkim opowiedziała w końcu mediom.

Jak widzicie, powodów jest wiele, a uwierzcie mi, nie wypisałam wszystkich. Do takich spraw jak wniosek o wotum nieufności podchodzę bardzo poważnie. Bo nie chodzi o to, żeby pokrzyczeć. Chodzi o to, żeby rzetelnie ocenić, czy ktoś dobrze wypełnia swoją funkcję. Żeby sprawdzić, czy robi wszystko, żeby naprawić tak kluczowy obszar, jakim jest ochrona zdrowia. I szkoda, że na komisji PiS bał się rzetelnej dyskusji, szkoda, że byliśmy uciszani, że nie pozwalano nam porządnie uzasadnić naszego stanowiska. PiS wie, że ma się czego bać. My się nie damy. I nie pozwolimy, żeby nas uciszyli.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.