Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autor jest analitykiem i ekspertem bezpieczeństwa narodowego, był wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji w latach 1999-2001 i 2008-09.

Wniesiona w ekstraordynaryjnym trybie i uchwalona niemal jednogłośnie pod presją szantażu emocjonalno-politycznego przez Sejm i Senat ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych wprowadza rozwiązania bardzo wątpliwe, o ile wręcz nie niebezpieczne z punktu widzenia swobód obywatelskich.

Zawiera także rozwiązania pokazujące etatystyczno-antysamorządowy model myślenia władz, tworząc – pytanie, czy tylko jednorazowo – równoległy system zarządzania kryzysowego i ochrony ludności, kontestujący obowiązujący stan prawny i faktyczny, naginając go do swojej wizji politycznej, w której jedyną administracją godną zaufania jest pionowo zorganizowana administracja rządowa.

Ponadto w interesie bieżącej kampanii prezydenckiej i politycznego PR-u miesza regulacje uniwersalne, które można było procedować normalną drogą – np. w ustawie o zarządzaniu kryzysowym czy powszechnym obowiązku obrony lub ochronie przeciwpożarowej czy wreszcie prawie farmaceutycznym – ze specyficznymi potrzebami obecnej sytuacji. Jest to widoczne m.in. w zmianach w ustawie o zarządzaniu kryzysowym, która i tak jest obecnie procedowana w Sejmie w normalnym trybie! Aby jednak wykazać swą aktywność i pomysłowość, obóz rządzący dodał do niej i do kilku innych ustaw kompletnie niepotrzebne zmiany.

Potencjalne zagrożenie dla swobód obywatelskich

Najgroźniejszą dla wolności obywatelskich zmianę zawarto w artykule 24 specustawy, w myśl którego od tej pory nie ustawa, ale rozporządzenie ministra zdrowia ma określać listę chorób uzasadniających poddanie danej osoby obowiązkowej izolacji lub kwarantannie. To znacząca zmiana, bo w dotychczasowej ustawie z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi zawarty był wykaz chorób, których podejrzenie wystąpienia u danej osoby lub kontaktu z zarażoną osobą wystarcza do przymusowego odizolowania.

To zbyt daleko posunięte umożliwienie ograniczenie wolności decyzją ministra. Taka kompetencja nie może leżeć w gestii rządu, lecz Sejmu! Zresztą specustawa powinna dotyczyć tylko jednej konkretnej choroby, a nie wszystkich, które minister lub jego urzędnicy kiedyś uznają za groźne i wymagające ograniczenia wolności i swobód obywatelskich.

Z kolei z punktu widzenia bezpieczeństwa przeciwpożarowego i budowlanego, ale i zdrowego rozsądku, ogromne wątpliwości rodzi przewidziane w artykule 11 rozwiązanie, iż do projektowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania i rozbiórki obiektów budowlanych w związku z przeciwdziałaniem COVID-19 nie stosuje się przepisów prawa budowlanego i kilku innych ustaw. Oby tylko nie okazało się, że w efekcie takiego „uwolnienia” przepisów dojdzie do tragedii związanej z niewłaściwą adaptacją nienadających się do tego budynków lub ich części.

Specustawa marginalizuje i bojkotuje samorządy

W ustawie wyraźnie widoczne jest podejście antysamorządowe. „Nie widzi” ona właściwej struktury władzy publicznej i systemu ochrony ludności, ograniczając się wyłącznie do administracji rządowej: prezes Rady Ministrów – właściwy minister lub Główny Inspektor Sanitarny – wojewoda. Czynne zarządzanie sytuacją kryzysową w przypadku koronawirusa kończy się na wojewodzie i jego inspekcjach. Podmioty samorządowe mają jedynie biernie wykonywać ich światłe polecenia.

Tymczasem obowiązujący w Polsce system zarządzania kryzysowego i ochrony ludności opiera się na samorządach (gmina, miasto, powiat) jako najniższym szczeblu reagowania, a organy administracji szczebla wyższego, zwłaszcza rządowej, pełnią funkcję wspomagającą i uzupełniającą. Specustawa wprowadza odwrotne rozwiązanie – dowodzenie i polecenia wydawane przez władze na najwyższym szczeblu i rozkazy przekazywane coraz niżej do wykonania. Ta zmiana jest o tyle dziwna, że sam premier i minister zdrowia podkreślają, iż system przeciwdziałania epidemii zadziałał prawidłowo. Pełna zgoda, tylko przecież mowa właśnie o starym systemie, sprzed specustawy, więc po co w nim mieszać i go komplikować?

To, że organy samorządu mają być jedynie wykonawcami decyzji administracji rządowej, szczególnie widać na szczeblu wojewódzkim, gdzie podmiotom będącym właścicielami jednostek systemu ochrony zdrowia (czyli samorządom) decyzje i polecenia wydawać ma tylko wojewoda, przy braku określonego mechanizmu współpracy na linii wojewoda – zarząd województwa, chociaż to właśnie samorząd wojewódzki ma siły, środki i co najważniejsze – kompetencje w tym zakresie. Widać to już zresztą po konflikcie kompetencyjno-prestiżowym, jaki wybuchł w województwie lubuskim po wykryciu pierwszego przypadku koronawirusa. Niezbędne procedury przeprowadził i wdrożył szpital podległy samorządowi wojewódzkiemu, a zasługi przypisuje sobie administracja rządowa, która jeszcze strofuje i poucza marszałka województwa, że „ośmielił się” domagać dodatkowych środków finansowych.

Z doświadczenia mogę założyć, że wojewodowie będą działać w tym zakresie za pomocą swoich wydziałów zarządzania kryzysowego i podległych im centrów powiadamiania ratunkowego, bezpośrednio próbując zarządzać np. ratownictwem medycznym czy podmiotami służby zdrowia, z pominięciem wojewódzkiej struktury samorządowej lub poza powiatowymi, samorządowymi strukturami ratownictwa i ochrony ludności.

Znając antysamorządowe, etatystyczno-militarne poglądy obecnej elity władzy na system ochrony ludności, można domniemywać, że celowo w proponowanym systemie pominięto samorządy i związane z nimi struktury ochrony ludności na rzecz postmilitarnych wojewódzkich struktur zarządzania kryzysowego (dawnych wydziałów spraw obronnych). Skutki tego mogą być równie tragiczne jak w przypadku słynnej powodzi z 1997 r., kiedy również zastosowano podobne podejście zarządcze, opierając się na ówczesnych postwojskowych podmiotach obrony cywilnej. Będzie to zresztą dość zapewne bolesny dla obywateli sprawdzian, na ile scentralizowany, wojewódzki system centrów powiadamiania ratunkowego, oderwanych od właściwych służb ratunkowych i tylko przekazujących im zgłoszenia, sprawdzi się w warunkach dużego zagrożenia dla życia i zdrowia. Poprzednie duże zagrożenia epidemiologiczne i klęski żywiołowe miały miejsce jeszcze w czasach starego systemu powiadamiania ratunkowego, opartego na komendach powiatowych straży pożarnej.

Specustawa nie uwzględnia Obrony Cywilnej opartej na straży pożarnej

Ustawa również „nie widzi” właściwej struktury ochrony ludności – Obrony Cywilnej, na której czele stoi od 20 lat (z krótką przerwą w okresie poprzednich rządów PiS, 2005-07) komendant główny Państwowej Straży Pożarnej – szef Obrony Cywilnej kraju, działający za pośrednictwem Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG) i Krajowe Centrum Koordynacji Ratownictwa i Ochrony Ludności (KCKRiOL), koordynujących działanie nie tylko zawodowej PSP, ale i tysięcy ratowników z Ochotniczych Straży Pożarnych i innych społecznych podmiotów ratowniczych (WOPR, GOPR, TOPR itp.).

To oni są najbardziej kompetentni w zakresie wsparcia ratownictwa medycznego i systemu ochrony zdrowia, są najlepiej przeszkoleni w zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy i akcji ewakuacyjnych lub zabezpieczenia terenu. Publicystyczne zarzuty, że Obrona Cywilna w Polsce nie działa i jest fikcją, wynikają po części z ignorancji (Obrona Cywilna to nie formacja, lecz system ochrony ludności na wypadek wojny, a nie pokoju), po części z faktu, że brak przygotowania ochrony ludności na czas wojny utożsamia się z rzekomym brakiem takiego systemu w czasie pokoju.

Tymczasem system ochrony ludności istnieje i od 20 lat opiera się na wspomnianym Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym zarządzanym przez komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej. U swego zarania było to rozwiązanie prowizoryczne, przyjęte z mojej inicjatywy i rekomendacji jako odpowiedzialnego wiceministra spraw wewnętrznych i administracji po doświadczeniach powodzi 1997 r. Ważne jest jednak, że funkcjonuje i od lat pozwala efektywnie zwalczać zagrożenia i klęski żywiołowe, także epidemie. To zaś, że nie jest potwierdzony ustawowo i że nadal nie ma stosownej ustawy o ochronie ludności, to już odrębna kwestia, której żadna kolejna specustawa nie poprawi, lecz tylko zagmatwa.

Swoją drogą ciekawe, że dotąd szef Obrony Cywilnej kraju, czyli komendant główny PSP, nie wezwał na odprawę, nie odbył nawet telekonferencji ani nie wydał zaleceń i wytycznych wojewódzkim szefom Obrony Cywilnej, czyli właśnie tak wzmacnianych specustawą wojewodom. Dlaczego nie korzysta się z tych przepisów i struktur? Bo są zbyt „strażackie” i zbyt mało przydatne politycznie?

Specustawa z powodów propagandowych powtarza to, co już jest w polskim prawie

Ustawa zawiera również rozwiązania całkowicie zbędne, duplikujące lub komplikujące obecny system prawny. Odnieść można wrażenie, że zapisy te wprowadzono tylko po to, by pokazać, iż obecny stan prawny jest rzekomo zły i trzeba go naprawić. Przykładem (jednym z wielu) jest chociażby użycie pododdziałów Sił Zbrojnych dla walki z epidemią koronawirusa przez oddanie ich do dyspozycji wojewody lub Głównego Inspektora Sanitarnego. Przecież obowiązująca ustawa o zarządzaniu kryzysowym już i tak daje takie kompetencje wojewodzie, wprost mówiąc o możliwości użycia pododziałów Sił Zbrojnych do zadań polegających na „udzielaniu pomocy medycznej i wykonywaniu zadań sanitarnohigienicznych i przeciwepidemicznych”. Nie ma więc potrzeby powielania tego w specustawie. Ten nowy zapis jest kompletnie zbędny!

Specustawa już jest, teraz trzeba naprawić jej błędy

Uwagi szczegółowe można mnożyć, ja skupiłem się na problematyce zarządzania kryzysowego i ochrony ludności, w której czuję się kompetentny. Jednak w trakcie posiedzenia komisji zdrowia i ustawodawczej w Senacie swoje wątpliwości zgłaszali również farmaceuci i przedsiębiorcy. Od strony prawnej publicznie formułował zarzuty m.in. prof. Marcin Matczak.

Oczywiście rozumiem, że w obecnej sytuacji, po wykryciu koronawirusa w Polsce, opozycji trudno byłoby politycznie i medialnie obronić zatrzymanie ustawy w Senacie przez uchwalenie poprawek, które przedłużałyby procedurę, zmuszając Sejm do ponownego uchwalenia projektu. Skoro zresztą zawarto już pewien kompromis w Sejmie, to należy być, niestety, konsekwentnym i mimo braków oraz błędów pozwolić na szybkie podpisanie ustawy przez prezydenta.

Należy natomiast wszystkie braki, błędy i zagrożenia wyeliminować w trakcie najbliższego procedowania w Senacie nowelizacji ustawy o zarządzaniu kryzysowym, która obecnie znajduje się na etapie prac w komisji sejmowej. Szczególny nacisk należy położyć na wypracowanie mechanizmu partycypacji i obiegu informacji oraz konsultacji na linii wojewoda – samorządowy zarząd województwa.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.