Sześć lat temu województwo lubuskie przygotowywało strategię rozwoju transportu. Pytano mieszkańców, czym najchętniej podróżują. 70 proc. odpowiadało, że koleją. Ankieterzy nie dawali jednak za wygraną. Dopytywali: "To dlaczego tego nie robicie?". Najczęstsze odpowiedzi to brak lub niewielkie liczby połączeń, niedostosowanie rozkładów jazdy do potrzeb pasażerów i źle skomunikowane poszczególne połączenia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na wysokie ceny biletów wskazywało 3,5 proc. badanych. Na niski komfort podróży – niespełna 8 proc.

To badanie lokalne, na dodatek sprzed kilku lat. Ale jego wyniki są spójne z innymi, a wniosek prosty: nie jeździmy pociągami wtedy, kiedy ich nie ma.

Czytaj też: Nowy rozkład PKP. Pasażer z powiatu zostaje na lodzie.

Jako warszawiak jestem w tej sprawie uprzywilejowany – z domu mogę dojechać pociągiem niemal wszędzie tam, gdzie w ogóle dociera kolej. Doskonale jednak pamiętam, dlaczego coraz rzadziej decydowałem się na kolej.

Na studiach pociąg był domyślnym środkiem transportu. Wtedy irracjonalne godziny odjazdów nie były aż takim problemem. Tak najłatwiej było też przewozić słoiki.

Potem było coraz trudniej – bus prywatnej firmy odjeżdżał do mojego rodzinnego Lublina co pół godziny, bilety rezerwowałem przez telefon. Pociąg kilka razy na dobę, do kasy kolejka na pół godziny, i to dzień przed odjazdem. No i tak czy siak ostatnie 40 km do dziadków musiałem przejechać inaczej – na dworzec w Kraśniku pociągi z Lublina nie docierały. Przesiadka z busa do innego busa była o wiele prostsza.

Gwoździem do trumny moich kolejowych nawyków był przeciągający się latami remont. Podróż pociągiem wydłużyła się o ponad godzinę. Nie dało się już dojeżdżać na święta bez dużego wyprzedzenia, a żeby wrócić przed nocą z obiadku u babci, trzeba było zrywać się jeszcze przed deserem.

Zwykle to są powody, dla których Polacy, jeśli mogą, przeważnie wybierają się w podróż samochodem. Zwłaszcza że rządowa agencja odpowiedzialna za autostrady, inaczej niż kolej, nie musi co roku wykazywać rentowności.

Sytuacja stopniowo się poprawia. Jeśli chcemy jednak dołożyć się do ograniczenia skutków kryzysu klimatycznego, zwiększyć bezpieczeństwo na drogach i uwolnić się od bezwzględnej konieczności posiadania samochodów, kolej musi znowu stać się dla nas domyślnym środkiem transportu.

Pracujemy prawie najwięcej w Europie. Może chociaż w drodze na święta moglibyśmy odpocząć?

embed
icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Święte słowa.
    już oceniałe(a)ś
    17
    0
    Oddzielić PKP i PLK od spółek przewozowych, zmienić jej status ze spółki z oo na analogiczny do Agencji zarządzającej autostradami, wprowadzić konkurencję wśród przewoźników, a przede wszystkim zlikwidować monopol PKP Intercity. No i wywalić całe to towarzystwo, które okupuje kolejowe spółeczki, Rady, zarządy, związki zawodowe, a raczej od tego ostatniego zacząć, bo oni do żadnych zmian nie dopuszczą.
    już oceniałe(a)ś
    11
    0
    A kiedy wprowadz? niedziele niepodróżne?
    już oceniałe(a)ś
    10
    1
    A jak wygląda realizacja programu "autobus plus", połączenia autobusowe z każdej gminy?
    @myf
    Jak to jak? Wybory się skończyły, to i program się skończył.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    @myf
    bezpośrednio po podstawieniu sam. na prąd przed chatą każdego wyborcy pisu z Podkarpacia
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @myf
    Ostatnio słyszałem, że połączenia będą obsługiwane przez elektryczne autobusy produkcji polskiej..
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    Ostatnio podkusiło mnie, aby pojechać załatwić jedną sprawę pociągiem, potrzebowałem być na rano w Katowicach. Podróż ze średniej wielkości miasta w dolnośląskim, niestety pociągu dojeżdżającego akurat na rano do Katowic w rozkładzie nie było. Myślę co tam, nie zmęczę się przynajmniej prowadzeniem auta, wyjadę około 19, dojadę przed północą, prześpię się w hotelu, rano załatwię co mam załatwić i wracam. Jadę na dworzec, jestem 25 minut przed planowanym odjazdem pociągu. Siedzę, czekam, komunikatów żadnych, cisza. Zatrzymuje się pociąg na sąsiednim torze, ludzie wysiadają, na koniec wysiada konduktor. Pyta się mnie, na jaki pociąg czekam, bo jak na ten do Katowic to ma już 3 godziny spóźnienia, jeszcze nie wyjechał gdzieś tam z północy Polski. Jakaś losowa sprawa, nie podstawią niczego zastępczego bo nie mają, mogę spokojnie wrócić do domu i przyjechać na dworzec za jakieś 3 godziny, może wtedy będzie. Dziwi się, że na dworcu żadnej informacji, no ale wszystkie kasy pozamykane, oszczędności.
    I tak zakończyła się moja próba skorzystania z usług PKP. Jak pomyślałem sobie, że mogłoby mnie podkusić pojechać np. na lotnisko do Wrocławia i w takiej sytuacji nie dotrzeć na ważny samolot itp. przeszła mi ochota na pociągi. Do Katowic dojechałem rano samochodem.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Nie ma z kim rozmawiać, a ci z którymi można nie mają wpływu na podejmowane decyzje.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Przy okazji przypominam, że są ludzie, którzy samochodów nie mają w ogóle.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    jako warszawiak. z rodzinnego Lublina...
    Nacjonalisto.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0