Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To, że piszę te słowa, wydaje mi się zupełnie nierealne. Bo przecież sprawy szły w zupełnie inną stronę. Półtora roku temu rozkręcaliśmy zbiórkę pieniędzy na lekarstwo dla Piotra. Walczył wtedy z ostrą białaczką i wydawało się, że doszedł do ściany. Kolejne chemie wykańczały jego organizm, ale komórki nowotworowe stawiały opór. By je wybić na tyle, żeby można było przeprowadzić przeszczep szpiku, potrzebny był szalenie drogi preparat. Trzeba go było Piotrowi kupić.

Do akcji pomocy włączyło się Ministerstwo Zdrowia, które obiecało załatwić lek, ale nagle się okazało, że preparatu nie trzeba, bo Piotr - ku zaskoczeniu lekarzy - nowotwór pokonywał sam. Rok temu pomyślnie przeszedł przeszczep. Jesienią siedzieliśmy w jego ogródku - jeszcze nie odrosły mu włosy, na twarzy miał chirurgiczną maseczkę - i żartowaliśmy z jego choroby. Bo miało być już tylko dobrze.

Piotra znałem kilkanaście lat. Czytał moje pierwsze teksty pisane dla działu zagranicznego, zdarzało się, że rwał włosy z głowy. Piotrek był kapitalnym redaktorem, teksty kroił, przestawiał tak długo, aż nabrały odpowiedniego kształtu. Gdy mówił, że coś jest złe, to miał rację. Miał też rację, gdy mówiąc o tym autorowi, bywał szorstki. Dla niego nie było nic gorszego niż tekst, z którym nic nie można było zrobić. Albo gdy autor nie uczył się na własnych błędach.

Był ciepłym człowiekiem, pogodnym, obdarzonym ironicznym poczuciem humoru. Spędzaliśmy godziny, luźno rozmawiając o historii i dowcipkując na temat współczesnych polityków i tych, którym przyszło służyć Polsce kilka pokoleń przed nami. Historia była jego pasją, znał jej szczegóły i szczególiki. Nie był wyznawcą narodowych mitologii, na polskie dzieje patrzył surowo, choć sprawiedliwie.

O sile jego pasji świadczy to, że gdy walczył z chorobą, napisał „Zapomnianych żołnierzy niepodległości”, książkę o mniej znanych postaciach, które w 1918 r. przyczyniły się do odrodzenia Polski. Popisał się w niej wiedzą i sporym talentem. To miał być początek jego wielkiej pisarskiej przygody. Resztę życia zamierzał spędzić nad książkami w Kazimierzu nad Wisłą.

Tak planował zwieńczenie swojej kariery. Piotrek od lat 90. kierował działem gospodarczym, a potem zagranicznym „Gazety Wyborczej”. Stworzył ceniony dodatek „Ale Historia”.

Gdy na początku lipca niespodziewanie wylądował w szpitalu, wymienialiśmy SMS-y. Żartobliwie go sztorcowałem, że ma się nie wygłupiać i wracać do pracy, bo tyle rzeczy jest do zrobienia. Zapewniał, że da radę.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.