Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jarosław Kaczyński po wybuchu afery KNF próbuje w gronie najbliższych współpracowników znaleźć odpowiedź, na ile ta sprawa uderzy w PiS i czy w przyszłym roku zaszkodzi partii rządzącej w wyborach europejskich i parlamentarnych.

Niewykluczone, że prezes Kaczyński dopiero teraz analizuje kolejne decyzje premiera Leszka Millera po aferach Rywina i orlenowskiej, które doprowadziły do upadku rządu SLD. I posunięcia premiera Donalda Tuska po aferze hazardowej, która do upadku gabinetu nie doprowadziła. Mimo afery hazardowej, choć była o wiele bardziej obciążająca niż późniejsze nagrania z restauracji Sowa i Przyjaciele, Tusk wygrał wybory w 2011 r.

W czasie tego typu kryzysów wiele zależy od pierwszych posunięć lidera, bo to one pozwalają powstrzymać lawinę niekorzystnych zdarzeń dla partii rządzącej. Jaka jest fundamentalna różnica między taktyką Millera a taktyką Tuska? Po wybuchu afery hazardowej Tusk natychmiast odsunął od siebie wszelkie postaci, które mogły budzić wątpliwości. Wyrzucił z rządu nawet takich ministrów jak Grzegorz Schetyna, który nie był bezpośrednio zamieszany w sprawę, ale mógł być potencjalną bombą z opóźnionym zapłonem, bo dobrze znał głównego bohatera afery – biznesmena Ryszarda Sobiesiaka. O kontynuowaniu prac nad przepisami korzystnymi dla branży hazardowej nawet nie mogło być mowy. Co więcej, Tusk zgodził się na powołanie komisji śledczej i wyszedł z tego obronną ręką.

Leszek Miller czegoś takiego jak Tusk nie zrobił. Trzymał wszystkich ludzi związanych z aferą do końca, głosząc, że media sprawę wykreowały, a Lew Rywin to tylko mitoman. Jednym słowem Miller ogłosił, że wszystko jest w porządku, i politycznie poległ. Nie zmienił kursu w sprawie ustawy medialnej, nie zmienił kursu w sprawie PKN Orlen. Dokładnie tak samo jak teraz PiS, który nadal forsuje poprawkę do ustawy ułatwiającą przejęcie banków Leszka Czarneckiego za złotówkę.

Obóz władzy tłumaczy, że nowe rozwiązania prawne przyjmuje dla ratowania stabilności systemu bankowego i dostosowuje przepisy do dyrektywy unijnej, a z Czarneckim nie ma to nic wspólnego. Jakbym słyszała Millera: nie ma afery Rywina, są tylko działania zapobiegające monopolowi na rynku medialnym, nie ma afery orlenowskiej, tylko potrzeba dywersyfikacji dostaw ropy. Oba te stwierdzenia życie brutalnie zweryfikowało jako ideową osłonę dla działań, które w praktyce uderzały w konkretne firmy i promowały konkretnych biznesmenów trzymających sztamę z władzą.

Obóz władzy firmuje skandal

PiS teraz, czyli w okresie tuż po wybuchu afery, powtarza błędy Millera. Dalej forsuje zmiany dotyczące przejmowania banków za złotówkę. Robi to osobiście wicemarszałek Ryszard Terlecki. Prowadzi posiedzenie Sejmu, cały czas trzymając komórkę przy uchu, jakby wykonywał polecenia płynące z góry. Aż się prosi, by taki obrazek wykorzystać w spocie wyborczym opozycji.

Co gorsza, prezes NBP Adam Glapiński poczuł się tak pewny po swojej rozmowie z prezesem Kaczyńskim, że po okresie milczenia zaczął otwarcie bronić byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego, czym wprawił w osłupienie nawet część polityków Prawa i Sprawiedliwości. Bo opinia publiczna poznała przecież nagranie rozmowy Chrzanowskiego z biznesmenem Leszkiem Czarneckim, gdzie jak na dłoni widać patologię. Przy okazji afery KNF wyszła także na jaw sieć powiązań rodzinno-towarzyskich: Glapiński z pomocą Chrzanowskiego tę sieć utkali. Jednocześnie służby pozwalają Chrzanowskiemu wejść do gabinetu, by uprzątnąć wszystko, co mogłoby go kompromitować. Dopiero potem wchodzą tam funkcjonariusze.

Nawet jeśli ktoś nie wierzy Czarneckiemu, że została mu złożona oferta korupcyjna, to i tak jest jasne, że zachowanie szefa KNF urąga wszelkim standardom: na zasadzie szantażu wciska do banku swojego znajomego po to, aby ów znajomy zarabiał krocie praktycznie za nic. To przecież niewiarygodny skandal. Glapiński ogłasza jednak, że Chrzanowski jest „uczciwy i szlachetny”, a złożenie przez niego urzędu było „bardzo patriotyczne”. – Ja pana prof. Chrzanowskiego znam i z uczelni, i z pracy. Prezentuje najwyższe standardy: profesjonalne, merytoryczne, uczciwości, patriotyzmu – stwierdził szef NBP. To dramatyczny błąd. Glapiński i PiS postanowili firmować skandal.

W PiS wierzą, że jakoś to będzie

Co prezes Jarosław Kaczyński powinien zrobić po ujawnieniu nagrania? Wstrzymać pracę nad ustawą, zmusić Glapińskiego do ustąpienia, wymienić cały KNF i ogłosić nowe otwarcie. I wszystko to przeprowadzić w trybie ekspresowym, co byłoby możliwe, bo Kaczyński posiada wielką władzę. Prezes PiS stracił szansę na pokazanie Polakom swojej mocy i dobrej woli. Bo mógł postawić na taki oto przekaz: dobrze, może w mojej ekipie zdarzył się układzik, może są czarne owce, ale ja – uczciwy lider – wszystkiego przypilnuję i winnych rozliczę.

Nie zrobił i teraz biedzi się, czy nie zapłaci za to wysokiej ceny.

Trudno się dziwić, że w trybie pilnym zwołał w piątek naradę. Może ukoiły go uspokajające słowa niektórych polityków PiS, że Polacy nie przejmą się losem jakiegoś tam bogacza Czarneckiego i że historia nie jest rozwojowa. – Przypomnimy, że Czarnecki był tajnym współpracownikiem SB, że jego banki cienko przędą, że broni się przez atak. I jakoś to będzie – zdają się kalkulować doradcy prezesa.

Nie dam głowy za to, że afera KNF zaszkodzi PiS. Wiem tylko, że efekty takich wydarzeń są odłożone w czasie. Wiem, że po wybuchu afery Rywina czy Orlenu też pytano, czy ktoś będzie ronił łzy nad Agorą i kogo obchodzą interesy, które dzięki państwu chciał zrobić Jan Kulczyk. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz również bardzo długo wierzyła, że sprawa reprywatyzacji rozejdzie się po kościach, tym bardziej że akurat ona podjęła kroki zaradcze, np. uchwalono małą ustawę reprywatyzacyjną. A mimo to historia przejmowania kamienic w Warszawie odcisnęła piętno na polskiej polityce. Żeby była jasność: nie porównuję tych wszystkich afer ze sobą na zasadzie stawiania znaku równości. Opisuję jedynie taktykę związaną z reagowaniem na kryzysy i zapobieganiem im w trudnej dla władzy sytuacji.

Kaczyński, nie robiąc prawie nic w sprawie KNF, popełnia polityczny błąd i daje opozycji świetne paliwo: lider PiS wszystkich bohaterów afery kryje i ma skuteczne narzędzia, aby sprawę zamieść pod dywan, bo kontroluje prokuraturę. Pytanie, czy opozycja będzie potrafiła to skutecznie wykorzystać.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.