Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Róża Thun jest deputowaną do Parlamentu Europejskiego, członkiem frakcji Europejskiej Partii Ludowej z ramienia Platformy Obywatelskiej

Coraz mniej moich rozmówców wierzy w zapewnienia PiS-u, że rządzący bynajmniej nie zamierzają nas wyprowadzić z UE. Tylko że śpimy sobie spokojnie, bo przecież decydowaliśmy o członkostwie w referendum, więc i na temat wyjścia z Unii będą musieli zapytać o naszą wolę, a wtedy pokażemy im figę z makiem, czyli zagłosujemy: ZOSTAJEMY! REMAIN!

Nie umieli tego powiedzieć Brytyjczycy i teraz wielu z nich gorzko żałuje, że nie poszło głosować albo dało się nabrać na kłamstwa Farage’a i jemu podobnych populistów. Żądają ponownego referendum, ale może się ono okazać niemożliwe i nic ich przed nieszczęściem, w które się sami wpakowali, nie uratuje. Inflacja już jest boleśnie odczuwalna, firmy się wyprowadzają, analizy zamówione przez brytyjski parlament dowodzą, że w każdym scenariuszu wpływ brexitu na gospodarkę brytyjską będzie negatywny.

Ale my – nauczeni doświadczeniem Brytyjczyków i zadowoleni z tego, że jesteśmy w Unii – na żadne wyprowadzanie nas ze Wspólnoty nie pozwolimy. Choćby rządzący nie wiadomo jak tego chcieli. Przecież mamy najnowszy sondaż, który wyraźnie mówi, że 86 proc. Polaków chce być w Unii Europejskiej. Ostrzegam jednak – żebyśmy się nie zdziwili!

PiS już realizuje ten plan

Piszę te słowa, żeby zburzyć Wasze poczucie bezpieczeństwa wynikające z przekonania, że w Unii jesteśmy raz na zawsze. Sama od początku rządów PiS-u tej pewności nie mam. A nawet już od dawna jestem przekonana, że PiS przygotowuje grunt do przeprowadzenia swojego podłego planu, który wcale nie jest bardzo skomplikowany.

Teraz działania partii Kaczyńskiego bardzo się zintensyfikowały, bo czas po temu idealny. Niemal całą uwagę polityków opozycji skupiają dziś listy wyborcze do sejmików, powiatów, gmin i dzielnic. Wybór kandydatów na prezydentów i burmistrzów oraz kibicowanie im w kampanii pochłania emocje i umysły.

Podczas kiedy my przygotowujemy się do wyborów samorządowych rozpoczynających maraton – bo potem europarlament, Sejm i Senat oraz Prezydent RP – PiS przygotowuje się do wyprowadzenia nas z Unii Europejskiej. Mało kto bierze to na serio, bo mało kto może sobie wyobrazić podobnie szaleńczy krok. Ale skoku na Trybunał Konstytucyjny, a potem na sądy też sobie nie wyobrażaliśmy, a jednak się stało.

Jak obrzydzić Polakom Unię? Postraszyć ich Niemcami

Strategia według mnie jest taka: na początek trzeba przygotować nastroje społeczne. Najlepiej Unię obywatelom obrzydzić. W tym dziele zarówno politycy PiS-u, jak i telewizja Jacka Kurskiego oraz media szemranego biznesmena, który psuje opinię zakonowi redemptorystów, a jest sowicie dofinansowywany z naszych podatków, są maksymalnie aktywne. Wtórują im różne czasopisma bardziej lub mniej ilustrowane z tego samego środowiska, zalewające stacje Orlenu, kioski Ruchu i wiele innych miejsc.

Ale ponieważ niełatwo Unię Polakom zohydzić, przyjęto wariant sprytniejszy: najpierw umniejszyć rolę Wspólnoty i wspólnych decyzji, ośmieszyć jej czołowych polityków, a wyolbrzymić rolę Niemiec, równocześnie rozniecając mniejsze i większe konflikty z Niemcami i otwierając na nowo powoli się zabliźniające rany.

Mówiąc w skrócie: „Jaka Unia? To Berlin, nie Bruksela decyduje". Słowo „Berlin" dla polskiego ucha wciąż jeszcze brzmi groźnie. Juncker brzmi niemieckawo, Timmermans czy Verhofstadt – też jakoś germańsko, Tusk niezbyt słowiańsko, już nie mówiąc o Gräfin von Thun und Hohenstein – szkoda gadać. Wszyscy jesteśmy na usługach Angeli Merkel, to oczywiste.

Do niedawna byliśmy również na usługach Sorosa, ale ku mojemu zdziwieniu ten usługodawca jakoś ostatnio został zapomniany. Leje się potok wyzwisk typu „zdrajcy, sprzedawczyki, donosiciele, targowica" i wiele innych, których wymieniać nie mogę, bo można za to stracić fotel wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, którego na razie zresztą nie posiadam. Ale na wszelki wypadek.

Śmieciowe pisemka z frajdą zamieszczają na okładkach zdjęcia dzisiejszych polityków, których nie lubią, w mundurach niemieckich lub z brzydkimi minami wrzeszczących w języku przypominającym wojnę. Potem rozkręca się awanturę o roszczenia i odszkodowania od Niemiec. Ta „debata" podnosi temperaturę, chciwość i złe emocje. Trudno je rozkręcić w stosunku do bardzo popularnej w Polsce Unii Europejskiej, ale łatwo – w stosunku do Niemiec. Tłumaczę więc zmartwionym i zaniepokojonym kolegom w Parlamencie Europejskim, że naprawdę nie o Niemcy tu chodzi, lecz o Unię. Bo poprzez Niemcy łatwiej obrzydzić Unię. A z obrzydzonej Unii łatwiej wyprowadzić Polaków. I taki jest plan.

Trzeba przekonać obywateli, że pieniądze z UE to bajki

Prezydent Duda opowiada o wyimaginowanej wspólnocie, z której nie mamy żadnego pożytku. Nie będę się rozwodzić, jaką podłością jest takie gadanie, zwrócę tylko uwagę na jego ciągłe odwoływanie się do Trójmorza. Na konferencji prasowej z prezydentem Trumpem, kiedy to Trump chwalił się swoimi wspaniałymi kontraktami z Polską, przynoszącymi USA mnóstwo pieniędzy, nasz prezydent grzecznie słuchał, prawił komplementy i opowiadał strasznie długo o owym Trójmorzu. Bo to jest dla niego wspólnota realna. Konkretna.

O Unii nawet się nie zająknął. Po co, skoro wyimaginowana? Ale Trójmorze to całkiem co innego! Ono nie jest wyimaginowane. Na nim budować będziemy potęgę i przyszłość. A propos, czy Układ Warszawski plus Jugosławia to nie było takie Trójmorze za żelazną kurtyną? Coś tu brzmi znajomo.

W tym czasie premier Morawiecki jeździ po Polsce, choć niezbyt rozumiem, jak on to robi, bo zgodnie z jego opowieściami nie pobudowaliśmy w Polsce ani dróg, ani mostów, ani innych obiektów z pieniędzy europejskiego podatnika. On jednak śmiga po tych bezdrożach. Ciekawe. Ale skoro niczego nie pobudowaliśmy, to przecież ta Unia jest całkiem niepotrzebna.

Przed wyborami samorządowymi aktywność nadzwyczajną w obrzydzaniu Unii wykazują europoseł Tomasz Poręba i minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Wzięli na ząb fundusze europejskie w gestii samorządów i dwoją się i troją, żeby wykazywać, że były źle inwestowane, błędnie wydawane lub w ogóle nie zostały wykorzystane. Podróżują po kraju, udają, że kontrolują tempo i jakość inwestycji, i paraliżują pracę tych marszałków województw, którzy nie są w PiS-ie albo mu nie sprzyjają, żądając od nich pisemnych wyjaśnień oraz utrudniając im kampanię wyborczą. Mała rzecz, a cieszy.

Już widzę ten wykaz miliardów rzekomo wyrzuconych w błoto mających upewnić Polaków, że pieniądze unijne to bajki, bo przecież są marnotrawione, a składkę do Unii i tak płacić trzeba. W sumie wyjdzie na to, że jesteśmy płatnikiem netto, już to pan premier nawet gdzieś zdążył powiedzieć, ale jeszcze nie miał danych na poparcie tej tezy.

Teraz usłużni Poręba i Kwieciński o te dane zadbają. Poza tym i tak w przyszłym budżecie jest dla nas mniej pieniędzy, a reakcją na łamanie przez władzę praworządności w Polsce może być bardzo wyraźne przykręcenie kurka. Ponieważ polska debata o korzyściach z członkostwa w Unii kręci się głównie wokół kasy, to po co nam ta Unia, skoro z tą kasą coś nie bardzo i na dodatek złe Niemcy się szarogęszą?

Co mówi ustawa o umowach międzynarodowych

Nie ma obawy – powiecie – to wszystko nie doprowadzi do wyjścia z UE. Większość i tak wyjść z Unii nie będzie chciała. I tu mam przykrą informację: nikt się nas nawet nie zapyta.

Procedura wychodzenia z Unii Europejskiej jest wyraźnie zapisana w ustawie z 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych, rozdział 7, art. 22a. Minister przygotowuje ustawę, Rada Ministrów ją przyjmuje, Sejm przegłosowuje ją zwykłą większością, po czym właściwy minister daje ją do ratyfikacji prezydentowi. Prezydent, jak się łatwo domyślić, podpisuje wystąpienie z wyimaginowanej wspólnoty i sprawa jest załatwiona w jeden dzień albo w jedną noc, zależnie od tego, jak prezes będzie wolał. Już to przerabialiśmy.

Punkt czwarty wyżej wymienionego artykułu brzmi tak: „Prezes Rady Ministrów notyfikuje Radzie Europejskiej decyzję o wystąpieniu z Unii Europejskiej".

Czy nadal będziecie spać spokojnie?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.