Do takich ludzi można się odwołać z pozycji progresywnych, nie porzucając lewicowych wartości: wolność to także prawo decydowania o własnym życiu przez kobiety oraz infrastruktura dająca realny wybór miejsca i stylu życia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Opozycja nie musi zaraz tworzyć wspólnej listy do parlamentu, ale musi się przestać wzajemnie zagryzać. A także pouczać - bo od pouczeń właśnie zaczyna się każdy apel o jedność narodu w obronie demokracji. Może wtedy będziemy w stanie się skupić na właściwym przeciwniku i tworzyć konkurujące wizje przyszłej Polski, oferty polityczne i pomysły na najbliższe wybory, zamiast z góry rozważać, który ch… ściągnie nam PiS na głowę po raz kolejny.

Starszy i młodszy, względnie liberalny i lewicowy „nie-PiS” jest podzielony i taki zapewne pozostanie. Zarówno morze felietonów, postów na Facebooku i gównoburz tamże, jak i kłótnie przy rodzinnych stołach wskazują, że sednem tego podziału jest stosunek do kapitalizmu – nie teorii rzecz jasna, lecz mitu z jednej, a realiów z drugiej strony.

Lewicy nie wystarczą w tym sporze szydercze repliki na felietony Maziarskiego czy Majcherka ani zaziewanie ich z nudów na śmierć. Tu w ogóle bowiem nie chodzi o żaden „wolnorynkowy beton” ani tym bardziej „neoliberalny mainstream”, który jako siła dominująca kopnął w kalendarz w 2015 roku, a dogorywał już w czasie wywiadu Grzegorza Sroczyńskiego z Marcinem Królem "Byliśmy głupi".

Chodzi o całe, wielomilionowe jądro anty-PiS: ludzi po czterdziestce, a częściej nawet pięćdziesiątce, średnio i dobrze wykształconych, ze średnich i dużych miast.

Robią frekwencję, mobilizuję elektorat PiS

To wśród nich postawy „w dupach się od dobrobytu poprzewracało” spotkamy najczęściej i to z nimi jest, względnie będzie, kłopot. Lud koderski ma bowiem moc – nie tylko demografii i frekwencji, ale też stabilnego zatrudnienia z normowanym czasem pracy, nieraz oszczędności i kapitałów wszelakich.

To oni w sondażach wyrabiają Platformie z Nowoczesną między 20 a 30 procent, to oni, wychowani na Trójce, w której dziś zostali im tylko Mann z Kaczkowskim, szerują SokzBuraka i dzwonią do „Szkła kontaktowego”, to oni robią frekwencję na marszach opozycji i krzyczą, że „kaczor do wora!”.

Na KOD-y brali dzieci, ale te się migały; na Czarnym Proteście to oni przyłączyli się do dzieci, choć pewnie nie wiedzą, że cały ten ruch wymyśliła członkini nielubianego przez nich Razem.

Niestety, to również oni najsilniej mobilizują elektorat PiS swoimi memami o zasrywaniu plaż we Władysławowie, to oni najczęściej pouczają, że kiedyś ZOMO biło i ocet stał na półkach, więc niech gówniarze ruszą tyłek bronić demokracji; to wreszcie oni porównują Morawieckiego do Gierka. I to oni determinują język dzisiejszej opozycji.

Bo przecież hasła, że „ludzie chcą anty-PiS-u, a nie programu”, Siemoniak ze Schetyną nie wymyślili przy wódce, tylko im z badań tak wyszło. Badań tego właśnie elektoratu, którego jest oczywiście za mało, by pokonać PiS, ale bez którego PiS też będzie rządził latami. Który odpycha od polityki swym patosem i pogardą dla problemów młodszego pokolenia oraz budzi nienawiść – po odpowiedniej obróbce wizerunkowej w TVP Info – nie tylko twardego elektoratu Kaczyńskiego.

Prawdziwa ludowa historia kapitalizmu

Czy ten „twardy anty-PiS” jest niereformowalny, a wielka część pokolenia naszych rodziców – stracona dla projektów lewicy? Niezdolna do rezygnacji choćby z estetycznej dystynkcji, która każe jej widzieć w Polaku wiecznego chama nienawidzącego „wszystkich, którym się udało” – i która tak świetnie pasuje do PiS-owskiej propagandy o gardzących ludem elitach?

Zaryzykuję jednak tezę, że za różne błędy i wypaczenia anty-PiS-owskiej narracji pokolenia 45+ czy 50+ nie odpowiada „oderwanie od koryta”, wyparta akumulacja kapitału na trupie PGR-owskiego robotnika rolnego ani tym bardziej wrodzony sadyzm burżuazji.

Główną przyczyną nie tylko niezrozumienia postulatów młodszej generacji, ale też niechęci do wszelkich pachnących „socjalizmem” idei jest raczej okres formacyjny – dojrzewanie i wczesna dorosłość w okresie schyłkowego socjalizmu, a tak naprawdę protokapitalizmu lat 80.

Tej historii – inaczej niż opowieści o „wykluczonych transformacji” – lewica nie przyswoiła. Tymczasem to historia paradoksalna, nieredukowalna do banalnego zderzenia pustych półek z popkulturową wizją amerykańskiej obfitości. Prawdziwa ludowa historia kapitalizmu w socjalizmie.

Polska bieda-klasa średnia, przedsiębiorcy, którym trochę się udało, a trochę nie, bardzo często budżetówka i kadry administracyjne, ale także młodzi emeryci III RP o wysokiej stopie zastąpienia, ci wszyscy, którzy domy pod miastem budowali za wytyrane na niemieckich budowach pieniądze – oni bardzo rzadko czytali Hayeka, choć przed telewizorem w grudniu 1989 roku bardzo często oklaskiwali Balcerowicza.

Druga połowa lat 80. to kulminacja ciężkiego kryzysu realnego socjalizmu, zdelegitymizowanego ostatecznie stanem wojennym i nieudolnością sterowania gospodarką przez wojsko.

Tę część podręcznika historii znamy zresztą nieźle – milion ludzi emigruje z PRL, władza miota się między gospodarką niedoboru a drożyzną, wszelkie sensowne reformy rozbijają się o opór biurokratycznej materii, politbiuro daje przyzwolenie na „bogacenie się” sfrustrowanego aparatu, licząc, że zbuduje przy okazji jakąś „klasę modernizacyjną”.

System gnije i wije się w konwulsjach, a po drodze uwłaszczają się towarzysze. Tyle że to tylko jedna strona medalu, eksponowana do dziś przez prawicę i jakoś przyswojona przez starszą część elektoratu „zbuntowanego”.

Drugą jest protokapitalizm oddolny – klucz do zrozumienia utopijnych fantazji tak wielu „obrońców III RP” – którego kluczowe sfery to nielegalny handel zagraniczny, praca na czarno w drugim obszarze płatniczym i oczywiście wyspy prywatnego biznesu.

Biseptol, kryształy, kożuch, metaxa

Zacznijmy od handlu. Wyobraźnię antykomunistyczną na ten temat organizuje obraz młodego ZSL-owca sprowadzającego z Zachodu komputery dla ukraińskiego KGB, ale doświadczenie potoczne Polaków było zupełnie inne.

Weźmy taką historię z życia: młoda mieszkanka mojego rodzinnego Koszalina w 1985 roku pożycza od znajomych 200 dolarów i jedzie na tzw. karuzelę – wycieczkę objazdową Orbisu. Kupuje tanie ubrania w Polsce i sprzedaje na pniu w czasie postoju we Lwowie za ruble, następnie z obłędem w oczach biega po sklepach w poszukiwaniu lokalnego sprzętu AGD.

Potem jest Rumunia, gdzie jak woda schodzi wczesnoporonny Biseptol i prezerwatywy, kupuje się zaś kryształy, haftowane obrusy i kombinezony dla dzieci. Teraz szybki przelot przez Bułgarię i jazda do Turcji: tam lokalsi (ale też Jugosłowianie) za dolary biorą radzieckie AGD (i sami sprzedają w biednej Anatolii, gdzie ludzi na zachodni sprzęt nie stać).

Stambuł to w końcu lat 80. światowe centrum podróbek, więc za zarobione dolary (1 za sztukę) można nabyć nie tylko swetry, ale też droższe sukienki skopiowane wprost z katalogów „Burdy”.

I z powrotem do Polski – chyba że jeszcze wpadniemy po drodze do Grecji, sprzedamy Zenita i komputer Atari, a kupimy kożuch i metaxę.

Część wysyłamy paczką, część do autokaru – turecka konfekcja schodzi na polskim bazarze z 3- lub 4-krotną przebitką. Lepsze rzeczy można potem zabrać (na sobie i w podręcznym do samolotu) na wycieczkę do Moskwy i Leningradu, gdzie kiecki schodzą i po 30 dolarów, kupują je prostytutki. Za ruble i dolary kupuje się pod Moskwą złoto z domieszką miedzi, czasem agaty, a nawet rubiny – na granicy przechodzą na zasadzie „sztuka jest sztuka”, bo liczy się liczba, a nie waga i próba deklarowanych przy wjeździe precjozów.

Jak towaru jest więcej, pomaga kobieca fizjologia. Na niej można też zarobić – w Erywaniu dobrze np. schodzą spirale. A był jeszcze Budapeszt z dworcem Keleti, polski targ w Berlinie Zachodnim czy promy do Kopenhagi.

Walutowy przedmiot pożądania

Można? Można, trzeba mieć tylko kapitał na początek (ale kilka pensji, nie miliony), z kimś zostawić dzieci i być wygadanym trochę powyżej poziomu czendżmany. Przydaje się też odwaga, logistyczna pomysłowość i twarz pokerzysty, kiedy celnik nie odpuści kontroli za parę majtek i sztangę kentów. To nie jest zabawa dla każdego, ale też nie są to tylko rozrywki dyplomatów, oficerów Departamentu II czy pracowników central handlu zagranicznego.

Taki handel, zwłaszcza na większą skalę, był domeną inteligencji i ludzi wolnych zawodów, choć nieźle sprawdzała się też małomiasteczkowa prywatna inicjatywa.

Z kolei praca na czarno w RFN, Austrii czy Szwecji – za niemal pełnym przyzwoleniem polskich władz w drugiej połowie lat 80. – była już domeną klasy robotniczej, nie wymagała też, jak dawniejsze kontrakty w Libii czy Iraku, wielkiej dawki pokory w zakładowym dziale kadr. Harówka nie tylko na budowie, przy remontach autostrad, naprawach dachów lotnisk, ale też przy zbiorze owoców, w szczęśliwych przypadkach zlecenia dla wykwalifikowanych hydraulików czy terakociarzy w prywatnych domach – ciężka praca fizyczna, nieraz w urągających godności i zdrowiu warunkach – opłacana była jednak w walutach, których czarnorynkowy kurs przyprawiał o zawrót głowy.

Seria kilkumiesięcznych wyjazdów za zachodnią granicę pozwalała zacząć budowę domu albo rozpocząć chałupniczą produkcję lusterek stokrotek, sztucznych kwiatów, względnie założyć hodowlę pieczarek.

Z kolei wspomnienia prostych chodników, funkcjonalności hamburskiego S-Bahnu czy kolorowych miasteczek Skandynawii ustawiały optykę Europy Zachodniej jako naturalnego horyzontu aspiracji.

Wreszcie: wyspy prywatnego biznesu, formalnie legalne od połowy lat 70., szeroko akceptowane od połowy lat 80.

Zmagania z urzędami (załatwiane zazwyczaj łapówkami) oraz brakiem surowca i często pracowników (nie było bezrobocia!) wynagradzał praktycznie natychmiastowy zbyt na rynku trapionym niedoborami, a jednocześnie chronionym przed zagraniczną konkurencją. Ekonomiczne prawo Saya: „każda podaż znajdzie swój popyt”, w socjalistycznej gospodarce PRL sprawdzało się znakomicie.

Co ciekawe, od mniej więcej 1986 roku zmienia się oficjalny przekaz na temat prywatnej inicjatywy: to już nie są domniemani złodzieje i spekulanci, lecz awangarda postępu i racjonalności.

W „Dzienniku telewizyjnym” obrazy pijanych robotników z kombinatów budowlanych i zamkniętych w godzinach pracy sklepów „sektora uspołecznionego” zestawia się z obiecującymi innowacjami, wysoką jakością produktów, uprzejmą obsługą klienta w spółdzielniach i firmach prywatnych.

Mitu potęgi wolnego rynku i prywatnej inicjatywy dopełnia słynna ustawa Wilczka. Jako mokry sen o przywróceniu „prawdziwego kapitalizmu” podnieca dziś głównie korwinistów, ale niewątpliwie oddawała atmosferę epoki, w której wyspy racjonalności i sensu na morzu niedoboru miały się zamienić w archipelag, a wraz z reformami Balcerowicza – zwarty kontynent kapitalizmu. Nawet jeśli pod amerykańską okupacją, to miała ona przecież wyglądać tak jak w powojennej RFN.

Załóż firmę, będziesz jak Carrington

Można było uwierzyć, że Zachód płynie mlekiem i miodem, że otwarta głowa i dwie ręce do pracy plus trochę odwagi to recepta na sukces, wreszcie – że państwo czego nie dotknie, to spieprzy.

Także dlatego, że protokapitalizm połowy lat 80. był darwinistyczny, ale na swój sposób też egalitarny – przetrwają najzaradniejsi, ale też nie muszą mieć skończonego SGPiS-u ani rodziców w partii, wystarczy dobrze układać kafelki albo bajerować celników na Szeremietiewie. Pracuje się ciężko, ale za godne wynagrodzenie, więc jak ktoś „naprawdę chce”, nie tylko głodny i bosy nie będzie, ale też na wideo z Baltony mu starczy. Taki american dream w późnym PRL.

Wielki paradoks PRL-owskiego kapitalizmu oddolnego polegał oczywiście na tym, że jego walory ujawniały się nie tyle na tle beznadziei socjalistycznej, ile za jej sprawą.

Puste półki w domach towarowych nie były kontrastem, lecz przyczyną atrakcyjności łóżkowo-szczękowego handlu, który w „normalnych” kapitalistycznych warunkach musiał zostać szybko stłamszony. Podobnie otwarcie granic i normalizacja kursu walutowego zamieniły los drobnego przemytnika: z minikrezusa na orbisowskiej wycieczce mógł już tylko zostać „mrówką” taszczącą torby ze spirytusem na pieszym przejściu granicznym.

Do tego nastała prawdziwa konkurencja – nawet bez ekspansji zachodnich korporacji marże naszych drobnych protokapitalistów musiałyby spaść wraz z wejściem na rynek setek tysięcy kolejnych wierzących w opowieść pt. „załóż firmę, będziesz jak Carrington”.

Jeszcze w PRL całe kategorie obywateli były z dostępu do tych „protokapitalistycznych” możliwości wykluczone: samotni rodzice, pracujący biedni, którym niskie płace nie pozwalały na zgromadzenie najskromniejszego kapitału początkowego, duża część lumpenproletariatu, ludzie o najniższym kapitale kulturowym.

Warstwa „włączonych” była mimo to relatywnie szeroka, a wielu mogło się wydawać, że spełnienie rozbudzonych aspiracji jest na wyciągnięcie ręki – zwłaszcza gdyby państwo zniosło ograniczenia (o których dziś wiemy, że były warunkiem sukcesu rynkowych nisz).

Dlatego KOD nie lubi państwa w gospodarce

Polski lud w swej masie pragnął w efekcie kapitalizmu, choć – jak w dowcipie profesora Kowalika o Balcerowiczu i Tadeuszu Mazowieckiem – sprzedano mu bilet raczej do Waszyngtonu niż Bonn. Kontakt z realnym (choć nie reprezentatywnym) Zachodem mniejszości Polaków, ale za to z różnych warstw społecznych, i względnie niskie bariery wejścia do walki konkurencyjnej złożyły się na mit, w którym kapitalistyczne życie nie jest może sielanką, ale przynajmniej jest jakoś sprawiedliwe, bo wynagradza ambitnych, z głową na karku, co się pracy nie boją.

A do tego wymusza modernizację i „cywilizowane standardy” produkcji i usług, skoro dwa tysiące nie należą się już za samo stanie i leżenie. Obalenie tego mitu wymagało bardzo brutalnego zderzenia z rzeczywistością w rodzaju upadku największego pracodawcy w mieście i zepchnięcia na margines rynku pracy. Ci, których to nie spotkało, mogli kapitalistyczny sen śnić dalej.

Tak czy inaczej to właśnie tamten formacyjny okres zdeterminował światopogląd współczesnych KOD-erów i liberalnych przeciwników PiS: bardzo produktywistyczny, przypisujący jednostce silne sprawstwo i kontrolę nad własnym losem, niechętny interwencji państwa w gospodarkę. To raczej biografia pokolenia niż świadomość jednostkowych interesów ekonomicznych i raczej doświadczenie młodości niż współczesny status określają ich wybory polityczne i estetyczne – a także ramy akceptowalnego dla nich dyskursu.

Co nas łączy?

Ci ludzie, do których również mogłaby mówić lewica, nie stanowią klasy społecznej – są wśród nich emerytowane nauczycielki i wykwalifikowani robotnicy z odchowanymi dziećmi, prawnicy wysokiego szczebla korporacji i lekarki, inżynierowie i sklepikarze.

Łączy ich raczej zbudowana na pokoleniowym doświadczeniu mentalność, którą określają: pragnienie osobistej wolności i aspiracje do dobrego życia w modelu klasy średniej w kraju nowoczesnej Europy, z ograniczoną władzą państwa – nie wspólny próg podatkowy. A co z tego wynika na dziś i najbliższe dwa lata?

Do ludzi o takiej mentalności można się odwołać z pozycji progresywnych, nie porzucając własnych wartości: wolność to także prawo decydowania o własnym życiu przez kobiety oraz infrastruktura dająca realny wybór miejsca i stylu życia; klasa średnia potrzebuje wysokiej jakości usług publicznych, aby mogła w pełni rozwijać swój potencjał; Unia Europejska wymaga solidarnościowej reformy, aby mogła przetrwać; najlepszą ochronę przed władzą daje silny samorząd i sieć obywatelskich organizacji itp. Można w ten sposób przeciągać istotną i zróżnicowaną grupę społeczną „na lewo”, a zarazem czynić ją lepszym sojusznikiem w walce z PiS.

Jeśli z kolei ustawimy „starych liberałów” (uczestników marszów KOD, obecnych wyborców PO i Nowoczesnej, starszych czytelników „Polityki” czy „GW”…) w roli beneficjentów transformacji gardzących „ludem”, namawiając ich do ekspiacji za PGR-y, siebie zaś uczynimy w tym układzie samozwańczymi trybunami ludowymi („lud ma rację, że się burzy, a że rządzi PiS, to wasza wina”), sami wkładamy się w ramy opowieści politycznej Kaczyńskiego.

W ten sposób wzmocnimy tylko dyskurs przeciwnika (bo wojna ludu z elitami to sedno przekazu PiS), jako lewa strona skazujemy się natomiast na klęskę – bo ani nie przyciągniemy do lewicowego projektu ludzi pokolenia „wyborów czerwcowych”, ani tych, którzy zostaną przy PO/Nowoczesnej nie przekonamy do rezygnacji z antyspołecznych poglądów. Skrzydło postępowe opozycji rozbije się o szklany sufit demografii, a skrzydło bardziej zachowawcze – o kontrskuteczność swej ideologicznej fiksacji.

Jedna opozycja czy dwie, wszyscy przegrywamy

Tekst został opublikowany na portalu "Krytyki Politycznej"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    "Co łączy lewicę z ludem KOD-erskim?"

    Nie można napisać z ludźmi KODu? Lud KOD-erski brzmi trochę kpiąco i złośliwe. Tak jak kiedyś "solidaruchy",
    @Paragtaf22
    bo dla lewicy jesteśmy zagrożeniem. tak to widzą: że najlepiej, jakby PiS porządził jeszcze kadencję albo dwie, to do tego czasu lewica się ogarnie i wygra wybory, bo jak teraz PiS przegra, to lewica nie ogarnie się nigdy. taką koncepcję mają, że PiS będzie ich lodołamaczem.
    już oceniałe(a)ś
    14
    6
    @tymon99
    I będzie im kawę w starbucksie zamawiał,żeby mieli przy czym gadać o pekaesie z Mławy do Ustrzyk
    już oceniałe(a)ś
    1
    4
    Kierunek dobry, choć tekst nadal protekcjonalny w tonie wobec pokolenia 40-50. Czy przekonanie, że kapitalizm jest jednak sprawiedliwszy od socjalizmu to faktycznie tylko mit? Jeśli młoda lewica to symetrysci na tym poziomie, to raczej nigdy się nie dogadamy, a jej będzie zawsze bliżej do PiSu.
    @aglaja66
    Pokolenie 20-30 jest teraz najmądrzejsze. W końcu kończyło gimnazja, a nawet Wyższe Szkoły Tego i Owego. No i ma instagram...
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @aglaja66
    jestem z tych 50+, wcale nie uważam, ze tekst jest protekcjonalny.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @bloop
    nawet nie zacząłeś dialogu z 20-30 latkami a już go skończyłeś, tak się da.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    Należę do "liberalnego betonu" Ktoś w końcu musi zarobić na fanaberie lewicy i prawicy.Jestem też w KOD i nie pozwolę na kupowanie głosów wyborczych, za pieniądze podatników, przez lewicę i prawicę.
    @joannajawi
    To jednak zbytnie uproszczenie. Postulaty lewicy to nie są jedynie fanaberie. Gdyby tak bylo skandynawia by zbankrutowala.
    już oceniałe(a)ś
    10
    6
    @miko1aj.nephesh
    i zbankrutowała :) (podpowiedź: Szwecja w latach 90)
    już oceniałe(a)ś
    6
    4
    @xyzpawel
    No tak, sam pamiętam, jak kupowałem na wyprzedaży garażowej trochę złachane meble po Karolu XVI Gustawie, który udał się na saksy zbierać w Brandenburgii szparagi razem z Polakami.
    już oceniałe(a)ś
    9
    4
    @joannajawi
    Nie pozwolisz? W jaki sposób?
    już oceniałe(a)ś
    8
    1
    @taki_jeden_drugi
    Głosując?
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @joannajawi
    "nie pozwolę"?
    ... i dlatego wygra PiS(da) - jeżeli jedynym programem jest "nie pozwolę"
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @joannajawi
    Czy wiesz, że broniąc III RP, bronisz właśnie takiego systemu na który się rozpaczliwie nie zgadzasz?
    500+ wywołało burzę i sprzeciw, a jest dużo bardziej sprawiedliwe i demokratyczne niż inne rozdawnictwo za głosy wyborcze. Nie potrafię zrozumieć dlaczego ludzie buntują się przeciwko 500+, a zupełnie nie przeszkadza im to, że chłopi nie płacą podatków, kk rozwija swoje biznesy na koszt nas wszystkich, mamy tabuny wysoko opłacanych czterdziestoletnich emerytów mundurowych, utrzymujemy trujące i nierentowne górnictwo itd itp. I to wszystko za około 30 mld zł wyciągniętych z naszych, nawet tych najbiedniejszych kieszeni. Przecież to więcej niż całe 500+, a przy tym skrajnie niesprawiedliwe, najczęściej poprostu bezczelne wobec zwykłych podatników.
    Przecież to "zasluga" i "dorobek" większości partii, może poza PO Tuska. Bo Schetyny już niekoniecznie.
    PiS zrobił skok na państwo właśnie dzięki gwarancjom utrzymania tych przywilejów, a nawet ich rozszerzenia - policji (!), dziennikarzom (!), celnikom. 500+ dało im bonus. Ale to tylko kontynuacja kupowania głosów za rozdawnictwo - PSL, SLD czy prawa strona PO.
    Inną sprawą jest, że tzw nowa lewica, niby tak wyczulona na nierówności czy niesprawiedliwości społeczne kompletnie tych akurat nie dostrzega.
    A to jest akurat główna przyczyna żenująco niskich zarobków wielu ludzi - nadmierne opodatkowanie by pokryć cudze przywileje dające władzę.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @eslyn
    Jeszcze jedno - nienależne przywileje to podstawa władzy PiS. Moim zdaniem, partia zwykłych, ograbianych przez całe lata podatników miała by największe szanse zwycięstwa z PiS. Wystarczy tylko uświadomić ludziom na jaką skalę byli dymani przez sprytnych polityków i oczywiście doprowadzić do wyrównania praw i szans wszystkich obywateli. Demokracji też to dobrze zrobi, bo to nie tylko wolność, jak głoszą jej obrońcy, ale też poczucie równości. To tego w Polsce brakuje najbardziej.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Głosujcie na PIS !!! Będziecie mieli w każdej miejscowości pomniki Lecha Kaczyńskiego. Do tego ulice, place, mosty, ronda i szkoły z jego nazwiskiem. Głosujcie na PIS.!
    @norymberdzki
    możemy mieć pomniki, ulice i mosty, jeżeli dzięki 500+ będziemy też mieli co do garnka włożyć.
    Podpisano: wyborcy Pis
    już oceniałe(a)ś
    5
    7
    @kot.prezesa
    A po skończeniu inwestycji w "dojne" dzieci za 500+ (bo jak wiadomo, darmocha 500zł/miesięcznie spowodowała niespotykany boom na 15- 20-letnie kopciuchy bez katalizatora) - w kolejce do pomocy społecznej i MOPS-u; a tam nie dla wszystkich starczy kolejnej jałmużny! Taki was los czeka...wyborcy pis-u.
    już oceniałe(a)ś
    6
    1
    @kot.prezesa
    a do którego roku życia będziecie w stanie płodzić kolejne dzieci?
    i co później?
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @kot.prezesa
    A co, jak dzieci dorosną? Na 500+ na wnuki ( pewnie liczne, bo 500+) się nie zanosi.
    A jak już wszyscy dojdą do wniosku, że praca jest bez sensu, bo dostaję 500 +, piswyborco ?
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @pag1951

    No to zależy...
    Np. czy poważnie zastanawiasz się nad rezygnacją z pracy i "narobieniem sobie bachorów, żeby pławić się w luksusach 500+) czy też żyjesz w przeświadczeniu, że ty i garstka twoich krewnych i znajomych to osoby wyjątkowo etyczne i pracowite otoczone przez tępą tłuszczę.

    Jeśli żadne z powyższych, to chyba nie masz powodów się martwić zbytnio.

    Dla uspokojenia i ku refleksji polecam poczytanie angielskiej literatury politycznej z czasów wprowadzenia zakazu zatrudniania dzieci. Tam to dopiero następstwa miały być straszne. Ruja, poróbstwo, próżniactwo, demoralizacja i wzrost przestępczości tudzież ruina uczciwych "dających pracę" przedsiębiorców.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @glos.wolny.wolnosc...
    Jeśli już jesteśmy przy anegdotach... Wiesz, czasem zdarza się, że niektórzy ostrzegają przed czymś i to się sprawdza.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @bloop

    Wszystko prawda. Tylko, niestety, o tym kto miał rację można się przekonać dopiero _POTEM.
    Osobiście to jestem zaintrygowany - pozytywnie - liberalną koncepcją dochodu gwarantowanego i b. żałuję, że przerwano fiński eksperyment z tymże.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @kot.prezesa
    Bez pincet plus nie wystarczy do pierwszego? Jak Gowinowi?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Mądry tekst. Jestem z tego pokolenia i analiza postaw jest (przynajmniej w odniesieniu do mnie i moich znajomych) bardzo trafna.
    @bucheteryk
    Mądry,a może tylko chciejski i klasyfikacyjny?Analiza postaw to tylko teoria,bo większość ,przynajmniej tych co chodzili na pierwsze manifestacje KOD była tam ,bo logika wskazała ,że się źle dzieje w Polsce.Polsce nie prawicowej lewicowej,młodej,starej a naszej wspólnej.Z pozycji którego pokolenia mówisz z taką pewnością? 20,30 40 ,50 latków?
    już oceniałe(a)ś
    1
    1
    @bucheteryk
    mam podobne wspomnienia z tamtych czasów.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    to jest paradne.. pan autor zaczyna od tego, by się "nie zagryzać" i "wzajemnie nie pouczać", a potem co czytam?

    Ano, że u podstaw moich (nieracjonalnych zdaje się) postaw jest "raczej biografia pokolenia niż świadomość jednostkowych interesów ekonomicznych" - doprawdy, więc jestem tak bezrefleksyjny, że nawet nie rozumiem konsekwencji swoich wyborów i poglądów...
    A na końcu, że moje poglądy są nie tylko "antyspołeczne", ale też że są wręcz - liberalną, zdaje się - "ideologiczną fiksacją".. Uff, jak to dobrze, że poglądy słusznie lewicowe pana autora oraz innych Wosiów i Sroczyńskich nic zgoła wspólnego z ideologiczną fiksacją nie mają.. Brawo panie Sutowski, pokazał pan jak dysktuować z klasą, bez pouczania..

    O jednym pan Sutowski wszakże zapomniał - nie każdy człowiek jest jednowymiarowy i są na świecie takie dziwy jak ludzie z pokolenia o którym ów pan pisze, łączący wolnorynkowe poglądy w gospodarce (prywatyzacja spółek skarbu państwa czyli politycznych synekur!) z całkiem lewicowym (choć ja wolę mówić po prostu "liberalnym") światopoglądem kwestiach społecznych i obyczajowych, i nie trzeba mnie drogi panie przekonywać do praw kobiet..

    w ogóle żałosny ten tekst - zamiast się zastanawiać jak odbić liberałów platformie i nowoczesnej lepiej zastanówcie się jak odbić "socjałów" pisowi, bo na tym odcinku, drodzy lewicowcy, leżycie i kwiczycie
    @yossarian.75
    Doskonałe podsumowanie.
    W ogóle wiara skrajnej lewicy w to, że nagle liberałowie zaczną ją popierać, jest rozczulająca.
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Czy szanowny autor mógłby w przystępnych słowach wyjaśnić jakie to "antyspołeczne poglądy" posiadam do których to porzucenia mnie namawia w imię walki z PIS? A jak już autor będzie swe wyjaśnienia pisał byłoby miło żeby nie opierał się tylko na słowach, które z lubością wyższości swojego intelektu produkuje w nadmiarze, ale posłużył się również rachunkiem ekonomicznym. Ponieważ ja "antyspołeczność" widzę we wszelkiego rodzaju osobnikach, którzy z wyciągniętą ręką, nic nie robiąc uważają, że im się wszystko należy, nic do tej społeczności nie wnosząc. Widzę ją w szeregach PIS gdzie miesza się z błotem wszystkich tych, którzy do czegoś w życiu doszli ciężko na to pracując; i mimo tego że Ci "społecznicy" chcą im wszystko odebrać w imię jakiś rewelacyjnych idei "równości społecznej" to przede wszystkim im po prostu rozpaczliwie zazdroszczą ponieważ widzą jedynie owoce pracy, ale nie chcą za wszelką cenę tej ciężkiej pracy również wykonać. To są ci sami ludzie dla których " równość społeczna" już nie istnieje, gdy sami muszą płacić podatki, bo zawsze czują się poszkodowani. Podsumowując. Jak Pan chce komuś rozdawać to proszę rozdawać swoje, nie dorabiać do tego ideologii i nie zaglądać innym w portfele zmuszając ich do robienia tego samego. Proszę zachęcić ich do dzielenia się jak Owsiak, a nie przepisami zmuszać na dawanie komuś kto nie potrafi być za tę pomoc wdzięcznym tylko oczekuje więcej i więcej. Jeżeli lewa strona nie odłoży ego i nie dołączy do koalicji anty PIS nic nie zyska, bo wszyscy, którzy chodzą na wybory i na protesty chcą tego zjednoczenia i chcą odsunięcia PIS od władzy i tu niestety każdy kto się nie przyłączy będzie traktowany jak kukiz15 po prostu jak przystawka PIS. Decyzja należy do Was czy zachowacie się przyzwoicie czy nie.
    @dil12
    "wyjaśnić jakie to "antyspołeczne poglądy" posiadam"

    Nie prenumerujesz "Krytyki Politycznej"
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    Autor bardzo płodny,pewnie pomaga mu fizjologia.
    Jak myśli są klarowne,to i słowa dla ich wyrażenia znajdą się proste. Ostatni akapit załatwia temat i trzyma się kupy.
    @bra-tanki
    "Autor bardzo płodny,pewnie pomaga mu fizjologia."

    W sensie, że z twarzy onanista i całe libido poszło mu w teoretyzowanie?
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @bra-tanki
    Fizjologia czy grawitacja?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0