Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Marek Prawda – od kwietnia 2016 r. dyrektor Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. W latach 80. działacz „Solidarności”, dyplomata od 1992 r. W latach 2001-05 ambasador RP w Szwecji, a od 2006 r. do 2012 r. – w Niemczech. Następnie przez kolejne cztery lata pełnił funkcję stałego przedstawiciela Polski przy Unii Europejskiej.

MICHAŁ KOKOT: Unia Europejska znalazła się na rozstaju, a coraz więcej Europejczyków wątpi w jej sens. 14 lat temu, gdy Polska wstępowała do UE, wśród polityków panowała zgoda co do tego, że członkostwo jest koniecznością dziejową. Dzisiaj w Polsce u władzy jest partia, która jawnie kontestuje wartości europejskie. A nastroje antyunijne wciąż są silne w innych krajach europejskich. Jak rozwiązać ten kryzys?

MAREK PRAWDA: Skupiamy się głównie na nastrojach antyunijnych, bo ten język jest wyrazisty, ujmuje swoją bezpośredniością i brakiem zahamowań. Ale wielu ludzi zaczęło już na niego reagować. Pytają, czy nie ogarnął nas jakiś zbiorowy zanik pamięci, skoro nie pamiętamy, ile zawdzięczamy obecności w Unii.

Widać to we wszystkich krajach europejskich. Z jednej strony mamy więc utrwalenie eurosceptycyzmu w polityce, z drugiej – widać ożywienie proeuropejskiego ruchu. Zwiększa się liczba ludzi zaangażowanych w aktywną obronę przynależności do Unii.

Ale wiele osób odczuwających wzrost stopy życiowej zadaje sobie pytanie, po co im w ogóle Unia.

– Mojemu pokoleniu zależało, by dogonić Zachód. Teraz jednak ludzie w naszym regionie zaczynają pytać, czy te prawa i reguły, które pozwalają nam dogonić kraje zachodnie, sprawdzają się, gdy przychodzi do rywalizacji z zachodnimi przedsiębiorstwami.

Musimy zacząć mówić o nowym sensie Unii Europejskiej; o tym, jak poradzić sobie ze współczesnymi wyzwaniami. Możemy im sprostać, tylko będąc razem.

Partnerem korporacji międzynarodowych, które wykorzystują swoją dominującą pozycję, mogą być jedynie silne organizacje międzynarodowe, takie jak Unia Europejska. Państwa narodowe nie są w stanie spełniać swoich obietnic gospodarczych, bo nie mają wpływu na te koncerny.

Unia zapewnia dostęp do naszych firm na innych kontynentach. Mamy na to w Polsce setki przykładów. Np. w 2011 r. UE zawarła umowę handlową z Koreą Południową. Dzięki niej fabryka w Bolesławcu stała się jednym z największych na świecie producentów ceramiki, notując lawinowy wzrost sprzedaży. Stało się tak, bo ktoś wreszcie otworzył drzwi do Korei, a przecież rynki azjatyckie nie słyną z otwartości. To jest prawdziwy sens naszej obecności w Unii, ważniejszy od funduszy unijnych.

Podobne umowy będą obowiązywać z Japonią, Singapurem i Wietnamem. Te wszystkie porozumienia są pokłosiem fiaska umowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi. To przeniosło ciężar współpracy na innych partnerów, którzy nagle dostrzegli, jak bardzo ważne jest dogadanie się z Europą.

W tym nieprzejrzystym świecie Europa może przetrwać tylko jako zbiorowy partner. W tym wyraża się również suwerenność naszego państwa.

Czyżby? Eurosceptycy twierdzą coś zupełnie odwrotnego: że to Bruksela narzuca państwom członkowskim swoje decyzje i zbyt głęboko ingeruje w ich suwerenność. Uwypuklił to zwłaszcza kryzys migracyjny i narzucenie przyjęcia uchodźców, przed którymi panuje lęk w naszej części Europy.

– Ludzie czują się zagrożeni procesami, które wynikają z globalizacji. To Unia wzmacniała procesy, które popychały nas do przodu i czyniły nasze życie lepiej zorganizowanym. Wszystko ma jednak swoje skutki uboczne. Dzisiaj ludzie zaczęli oceniać UE poprzez to, jak skutecznie jest ich w stanie obronić przed negatywnymi skutkami globalizacji czy otwartości. Dlatego w mniejszym stopniu będą cenić Unię za to, że zapewnia postęp, a w większym – krytykować za uboczne skutki tych procesów.

Dawniej mówiło się, że Unia to projekt pokoju, a im ściślejsze związki krajów na kontynencie, tym większe poczucie bezpieczeństwa. Ale dzisiaj pokój w Europie zależy w dużo większym stopniu od sytuacji poza Unią.

Dlatego UE musiała się przeprosić z polityką zagraniczną, którą nigdy zbyt pilnie się nie zajmowała. W tej chwili problem bezpieczeństwa i obronności stał się wyzwaniem. I dlatego w nowym budżecie unijnym tak wiele pieniędzy pójdzie na obronę. Unia to nie tylko klub na dobrą pogodę.

Owszem, musimy poprawić pewne elementy funkcjonowania w naszej wspólnocie. Niektórzy jednak uważają, że świat powinien być organizowany nie przez struktury międzynarodowe, ale wokół mocarstw regionalnych i poprzez dwustronne umowy. Twierdzą, że to stworzy nam bezpieczne otoczenie. Może się jednak okazać, że kraje skupione wokół mocarstw regionalnych zostaną szybko sprowadzone do roli wasali.

Ale poczucie niesprawiedliwości wynika z przekonania, że w Unii i tak o wszystkim decydują duże kraje. Jej wiarygodność cierpi z powodu wielkich projektów energetycznych, jak Nord Stream 2, na których zyskują Niemcy, a traci Europa Wschodnia. Węgrom Komisja Europejska pozwoliła na budowę elektrowni atomowej przez Rosjan dopiero wtedy, gdy do projektu dołączyły francuskie i niemieckie koncerny. Nie o wartości chodzi, ale o kasę – argumentują krytycy Unii.

– Warto sobie zadać pytanie, ile jeszcze mielibyśmy podobnych do Nord Streamu projektów, gdyby nie było Unii Europejskiej. Komisja przedstawiła opinię prawną, która jest korzystna dla tych wszystkich, którzy chcą zaostrzenia przepisów. Popiera je 10-12 państw członkowskich i sprawa ciągle jest w toku. Komisji zależy na tym, by żaden dostawca nie osiągnął pozycji monopolistycznej. Dzisiaj 40 proc. gazu w UE pochodzi z Rosji, a po uruchomieniu Nord Streamu 2 byłoby to już powyżej 50 proc., co uznawane jest za zagrożenie dla niezależności energetycznej.

Ta sprawa to zresztą najlepszy dowód na to, że trzeba Komisję wzmacniać tak, aby mogła ograniczać największe kraje członkowskie.

Tymczasem te same państwa, które oczekują jej wstawiennictwa, zajmują się też jej osłabianiem. Twierdzą, że całe zło wynika z tego, że KE rości sobie zbyt wiele praw i nadużywa swojej pozycji. Gdy jednak nadchodzą kłopoty, to wracają do Komisji i wzywają ją do skutecznego działania.

Unia ma mechanizmy, które sprawiają, że mniejsze kraje mają większy wpływ na decyzje, niżby to wynikało z ich potencjału. Ale żeby skutecznie negocjować, nie można wywracać stolika, tylko trzeba przy nim siedzieć i wzmacniać swój głos.

Polska, choć wciąż w Unii, coraz bardziej skręca na Wschód?

– Taki scenariusz byłby prawdopodobny, gdybyśmy rozluźnili związki z Unią i podważali wartości stanowiące o przynależności do zachodniej wspólnoty. Działania Polski w UE to dziś skuteczne wzmacnianie własnej pozycji negocjacyjnej i unikanie Europy dwóch prędkości. Chodzi jednocześnie o zachowanie trwałości cywilizacyjnego wyboru Polski wynikającego z przynależności do Zachodu.

Nie bez przyczyny obchodzimy teraz rok europejskiego dziedzictwa kulturowego, bo właśnie europejskie spoiwo w czasach różnorodności jest ważne. Unia nie jest jakimś mitem, który ma rozcieńczyć naszą tożsamość. Jest wyborem cywilizacyjnym, który ułatwia nam opowiedzenie o naszej kulturze w sposób zrozumiały dla innych. Alternatywą jest sprzedawanie iluzji na własny temat.

Dzisiaj część ludzi chce powrotu do swojej skorupy narodowej, ale czai się tam wiele niechęci do obcych. Musimy podkreślać to, co nas łączy. A to, co nas różni, opisywać we właściwych proporcjach – po to, aby nas nie dzieliło jak w przeszłości.

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.