Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Pani redakcja też ma problem, co zrobić z mową nienawiści, jaki jest zakres ingerencji w sferę komentarzy, które pojawiają się w internecie - tak minister Zbigniew Ziobro odpowiedział naszej dziennikarce Justynie Dobrosz-Oracz na pytanie, dlaczego prokuratura nie reaguje na mowę nienawiści.

Chętnie ministrowi sprawiedliwości opowiemy, jak sobie radzimy z opanowaniem mowy nienawiści.

Podczas środowej konferencji padały pytania m.in. o osłanianie przez prokuraturę byłego księdza Jacka Międlara oraz Piotra Rybaka, czyli podpalacza kukły Żyda, a także o rasistowskie banery i hasła wznoszone podczas Marszu Niepodległości. Justyna Dobrosz-Oracz spytała ministra, czy to normalne zachowania w debacie publicznej.

- Mowa nienawiści jest wszechobecna w bardzo wielu mediach, również w pani medium, jeśli pani popatrzy na komentarze w internecie. I to pani nie razi i to nie jest problemem - odpowiedział minister Ziobro.

Stanowczo zaprzeczamy. Cały zespół „Wyborczej” jest wyczulony (czasem może nawet przeczulony) na punkcie jakości komentarzy. Wyborcza.pl to duży serwis, publikujemy codziennie setki tekstów. Dlatego musieliśmy zbudować odpowiedni system pracy i zabezpieczeń, który sprawia, by komentarze były „czyste”. Te nienawistne, nie dość, że często niezgodne z prawem, po prostu bardzo przeszkadzały czytelnikom i nam samym.

Moderator najlepiej zrozumie sedno komentarza

Komentarzy od kilku lat pilnują dwa zespoły moderatorów. Pracują prawie całą dobę, siedem dni w tygodniu. Nie zostawiamy sobie komentarzy do wyczyszczenia na koniec dnia czy na wolną chwilę. Pilnujemy ich na bieżąco, to obowiązkowy element naszej pracy. Mamy spisane zasady moderacji, aby komentarze nie łamały prawa i nie obrażały kogokolwiek.

Moderator najlepiej zrozumie sedno komentarza, wyłapie niuanse (i te podnoszące wartość wpisu, i te dyskwalifikujące go). Ale dużą część tego procesu można zautomatyzować kolejnymi, coraz bardziej zaawansowanymi filtrami. One całkiem skutecznie wyłapują bluzgi i słowa z czarnej listy.

Bywają też oczywiście sytuacje wyjątkowe, wymagające zdecydowanego działania. Tak było np. podczas początku kryzysu uchodźczego w sierpniu i wrześniu 2015 r. Na nasze forum zleciało się wtedy z całego internetu tak wielu rasistów i trolli, że nie było szans na jakąkolwiek dyskusję. Natężenie mowy nienawiści sprawiło, że zamknęliśmy w ogóle możliwość komentowania pod tekstami o uchodźcach. Cenzura? Nie, bo niedopuszczanie do wypisywania w przestrzeni publicznej "Wyp...lać z kozoj...ami" to właśnie walka z mową nienawiści, a nie cenzura.

CZYTAJ TEŻ: Mowa nienawiści w Polsce. Najgorzej być muzułmaninem lub gejem [BADANIA]

Mowa nienawiści jest wszechobecna. Ale nie u nas

Ministrowi Ziobrze przyznajemy rację, że „mowa nienawiści jest wszechobecna w bardzo wielu mediach". W ogóle jest wszechobecna. W internecie, w autobusach, w bazgrołach na ścianach budynków i na patriotycznych marszach.

My jednak o swój ogródek dbamy. Dlatego w sierpniu tego roku do komentowania na Wyborcza.pl dopuściliśmy tylko naszych prenumeratorów. Chcemy rozmawiać z tymi i udzielać głosu tym, których znamy, którzy czytają nasze teksty. Przypadkowi hejterzy i trolle nie mają już do nas wstępu.

Nie oznacza to, oczywiście, że nikt z naszych stałych czytelników nie przekracza granic. Jeśli tak się dzieje, najprawdopodobniej wyłapiemy to za pomocą któregoś z wyżej opisanych mechanizmów. Ale widzimy, że jakość dyskusji nieprawdopodobnie wzrosła, a liczba wpisów wymagających usunięcia spadła.

Panie ministrze, to jest realna walka z mową nienawiści. Pewnie ani nam, ani panu, ani nikomu innemu nigdy nie uda się jej wytępić. Ale umówmy się, że i my, i pańskie ministerstwo będziemy robić, co się da, dobrze?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.