Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na telebimie ustawionym niedaleko Dworca Kolejowego w Grodnie obok tradycyjnej reklamy komórek Samsung oraz zalet turystycznych Białorusi miga bukiet czerwonych goździków na żółtym tle i wielki czerwony napis: „Ze świętem rewolucji październikowej”. Tę reklamę rozpowszechniają władze Grodna. I nie jest to jedynie lokalny wyskok, podobne można dziś zobaczyć niemal w każdym mieście. I nie ma w tym nic dziwnego – 7 listopada, czyli rocznica rewolucji październikowej, to na Białorusi nadal „czerwona kartka” w kalendarzu, święto narodowe.

Tego dnia białoruskie media przekazują życzenia składane rodakom przez Aleksandra Łukaszenkę. Urzędnicy, członkowie partii komunistycznej i weterani składają czerwone goździki przy pomnikach Włodzimierza Lenina. Wszędzie odbywają się akademie ku czci rewolucji z udziałem młodzieży w skórzanych kurtkach a’ la bolszewicki komisarz bądź w strojach marynarzy rewolucjonistów; wygłaszane są płomienne przemowy i czytane wiersze sowieckich klasyków. Udział w uroczystościach biorą zarówno uczniowie najmłodszych klas, jak i studenci zrzeszeni w największej prołukaszenkowskiej organizacji Białoruski Republikański Związek Młodzieży. Wszystko tonie w czerwieni i wizerunkach Włodzimierza Lenina oraz Feliksa Dzierżyńskiego.

Białoruscy pionierzy pod pomnikiem Lenina. Mińsk, 3 października 2017 r.Białoruscy pionierzy pod pomnikiem Lenina. Mińsk, 3 października 2017 r. Fot. Sergei Grits / AP Photo

Łukaszenka: Nie należy rzucać kamieniami w przeszłość

Obecny kult bolszewickiej rewolucji nie dorównuje temu z czasów ZSRR, ale wydaje się nieusuwalnym i nad wyraz ważnym elementem białoruskiej rzeczywistości.

Główna gazeta, organ administracji prezydenta, to „Sowieckaja Biełorusija”. Większość nazw ulic odwołuje się do sowieckiej, a nie białoruskiej historii. Białoruś jest też jedynym państwem, gdzie wciąż przybywa pomników Włodzimierza Lenina.

– Nie należy rzucać kamieniami w przeszłość – mówił w ubiegłym roku Łukaszenka podczas konferencji prasowej dla rosyjskich dziennikarzy. Skrytykował wtedy Rosjan za... oczernianie rządów Józefa Stalina.

– To nie znaczy, że nie było wtedy błędów. Ale przecież i dziś popełniamy ich tyle, że Stalin by się przeraził – oznajmił Łukaszenka. I przypomniał, że to Rosja, w przeciwieństwie do Białorusi, usuwała sowieckie pomniki i rezygnowała z komunistycznych nazw ulic.

Stalin wraca na cokoły

Łukaszenka lubi przedstawiać siebie jako najwierniejszego wyznawcę, który nadal trzyma się sowieckich wzorców w czasach, kiedy wszyscy inni się od nich odwrócili. Rzeczywiście w tej dziedzinie ma się czym pochwalić. W szkolnych podręcznikach historia Białorusi jest tylko zmodyfikowaną wersją tego, czego uczono pod koniec lat 80. XX wieku w ZSRR.

Za rządów Łukaszenki na cokoły powróciły dwa pomniki Józefa Stalina, a członkowie KGB znów składają przysięgę przy pomniku Feliksa Dzierżyńskiego. Minister spraw wewnętrznych na oficjalnych uroczystościach paraduje zaś w mundurze NKWD.

Łukaszenka – człowiek radziecki

Żaden inny postsowiecki kraj nie kultywuje podobnych obyczajów. Dlaczego więc właśnie Białoruś?

Stosunek władz kraju do sowieckiej spuścizny jest niewątpliwie związany z osobą prezydenta. To on określa główny nurt polityki ideologicznej. Łukaszenka jest człowiekiem radzieckim – to żaden sekret. Niejednokrotnie sam mówił o tym z dumą.

Poza tym alternatywny wobec sowieckiego białoruski światopogląd wciąż raczkuje. Tak się składa, że narodowa świadomość Białorusinów jest słabsza niż w przypadku sąsiednich narodów. Zaszczepione ponad 70 lat temu sowieckie „obyczaje” zostały nad wyraz łatwo przyswojone, przynajmniej pewnej części społeczeństwa zastąpiły święta narodowe.

Członkowie Białoruskiej Partii Komunistycznej składają kwiaty pod pomnikiem Lenina. Mińsk, 3 października 2017 r.Członkowie Białoruskiej Partii Komunistycznej składają kwiaty pod pomnikiem Lenina. Mińsk, 3 października 2017 r. Fot. Sergei Grits / AP Photo

W dodatku niemal wszyscy najważniejsi białoruscy poeci i pisarze byli twórcami sowieckimi. Otwarcie wychwalali komunizm, Lenina i Stalina bądź konformistycznie akceptowali sowiecki reżim. Narodowy opór wobec niego był nadzwyczaj słaby, a w czasach II wojny światowej zdyskredytowała go jeszcze kolaboracja z nazistami. I tak z braku alternatywy mocno wrósł w dusze Białorusinów.

– Białoruś pierwsza zbuduje komunizm – miał kiedyś powiedzieć Nikita Chruszczow rozczulony sukcesami komunistycznej indoktrynacji Białorusinów.

Białoruś – ostatni fragment sowieckiej Atlantydy

Z komunizmu, jak wiemy, nic nie wyszło, ale nawet 26 lat po rozpadzie sowieckiego imperium Białoruś uparcie składa hołdy jego twórcom. I nic nie wskazuje na to, by Łukaszenka kiedykolwiek był gotów z tego zrezygnować.

A nawet gdy zabraknie go przy sterze, sowieckie obrzędy wpojone pokoleniom Białorusinów nadal będą mieć potężne grono wyznawców, czyniąc kraj ostatnim fragmentem sowieckiej Atlantydy.

Prywatne muzeum posowieckich memorabiliów w Połocku na Białorusi, 23 listopada 2017 r.Prywatne muzeum posowieckich memorabiliów w Połocku na Białorusi, 23 listopada 2017 r. Fot. Sergei Grits / AP Photo

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.