Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W dzisiejszym artykule przedstawiamy niezwykle bulwersujące fakty. Z naszego dziennikarskiego śledztwa wynikają mocne przesłanki, że Trybunał Konstytucyjny jest nie tylko sparaliżowany, ale może być wręcz kontrolowany przez władzę polityczną za pośrednictwem osób zwerbowanych przez specsłużby. I że z pomocą tych osób władza PiS opanowała jedną z dwóch najważniejszych oprócz Sądu Najwyższego instytucji sądownictwa. Tę, która ma strzec zgodności prawa z konstytucją RP.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Badamy związki prezes Przyłębskiej i wiceprezesa Muszyńskiego ze służbami specjalnymi - ŚLEDZTWO "WYBORCZEJ" W CAŁOŚCI

Trybunał Konstytucyjny winien reprezentować godność Rzeczypospolitej, być sądem transparentnym, kontrolującym władzę ustawodawczą w stanowieniu prawa, rozstrzygającym o zgodności z ustawą zasadniczą działań władzy wykonawczej. Sądem rozpatrującym niekiedy dramatyczne skargi konstytucyjne obywateli.

Dwie pozostałe władze winny bezwzględnie podlegać najwyższemu prawu RP – tak jak stanowią orzeczenia Trybunału. PiS obalił ten konstytucyjny ład obowiązujący w demokratycznym świecie. Jeżeli ponadto zawładnął Trybunałem, posługując się ludźmi specsłużb – absolutnie dyspozycyjnymi, działającymi w mroku, kierującymi się tajnymi motywami i interesami – oznaczałoby to nie tylko całkowite zaprzeczenie niezależności sądu i niezawisłości sędziowskiej.

Oznaczałoby coś jeszcze gorszego – skandaliczny zamach na sądownictwo w stylu republiki bananowej. Dowodziłoby, że władza wyzbyła się wszelkich hamulców w stawianiu woli politycznej ponad najwyższym prawem Rzeczypospolitej. I że w tym „dziele” nie waha się przekroczyć żadnych granic. Tak przerażający obraz wyłania się z relacji naszych informatorów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Kto rządzi Trybunałem Konstytucyjnym? Najważniejsze ustalenia "Wyborczej" w pigułce

Tajne służby i władza sądownicza są jak ogień i woda. Nie mogą się przenikać, służbom nie wolno na sądownictwo wpływać. Inaczej mamy śmierć demokracji.

Zdecydowaliśmy się na tę publikację, bo sprawa wymaga poddania pod publiczną dyskusję. Dziennikarze nie mają takich możliwości śledczych jak policja, prokuratura czy sąd. Od dziennikarza nie można wymagać, że przedstawi na wszystko stuprocentowe dowody. Byłoby to oczekiwanie nadmierne, nierealne, ograniczające krytyczną rolę mediów i wolność słowa. Dziennikarz nie może wstrzymywać publikacji tylko dlatego, że nie ma wglądu do dokumentów strzeżonych przez specsłużby, objętych klauzulą tajności. Ani wtedy, gdy zainteresowane osoby i instytucje ignorują jego pytania.

W pracy dziennikarza najważniejsze jest to, że działa w interesie publicznym i starannie podjął próby ustalenia dostępnych mu faktów.

Zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka media pełnią funkcję publicznego stróża – public watchdog. Istotą tej funkcji jest zwracanie uwagi opinii publicznej na nadużycia władzy, zjawiska kontrowersyjne, społeczne patologie.

Media muszą ujawniać sprawy, które władza woli ukryć, bo są dla niej niewygodne czy kompromitujące. W sprawach, które oburzają, obrażają czy wzbudzają niepokój – muszą zabierać głos.

Ta sprawa jest właśnie taka.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Oto pytania, jakie zadaliśmy. Ich efekt? Brak odpowiedzi i pogróżki

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.