Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W takich „Wieściach Tygodnia” na kanale Rossija 1 – cotygodniowej homilii kremlowskiej do narodu – w tę niedzielę o manewrach nie było ani słowa. Słownie zero.

A i w powszednie poligonowe dni, kiedy sojusznicze armie zmagały z umownym agresorem z Zachodu, w mediach rosyjskich, w wystąpieniach przywódców o manewrach było zaskakująco skąpo i bez tradycyjnych w takich okolicznościach triumfalnych surm.

Manewry Zapad 2017 na poligonie Łużskim pod PetersburgiemManewry Zapad 2017 na poligonie Łużskim pod Petersburgiem AP (AP Photo/ Russian Defense Ministry Press Service)

Ale to się wpisuje w dzisiejszy moskiewski porządek dnia. Tam, w przeciwieństwie do niektórych innych stolic, unikają beznadziejnych szarż. Kremlowskie rachuby na to, że uda się przy pomocy różnych Marine Le Pen doprowadzić do erozji Unii Europejskiej, zawiodły. Rozsądek nakazuje pogodzić się z tym, że przyjdzie żyć z Emmanuelem Macronem i Angelą Merkel. Trzeba się starać, by coś i w tej sytuacji ugrać. Tym bardziej że rysują się na to szanse i można pewnie wbić klin między wciąż jednak żywotną „staruszkę Europę” a Waszyngton. Rosyjska mądrość ludowa uczy, że nawet z owcy parszywej można mieć choć kłak wełny.

Kiedy więc na Zachodzie trwała wrzawa wokół Zapadu, w Rosji szczęk oręża raptem wyciszyli. Armia nie poszła ani na Rygę, ani na Kijów. A Moskwa kpi sobie z europejskich polityków, że tak „histeryzowali” z powodu manewrów. Kreml występuje z pozycji diabła przebranego w ornat, który najpierw staje na głowie, by wystraszyć sąsiadów aneksją Krymu, wojną w Donbasie, ogromnymi wydatkami na zbrojenia, a kiedy już drżą, śmieje się z nich, że tacy strachliwi, a przecież nie ma powodów do lęku.

Manewry Zapad 2017. Niesnaski między prezydentami

Jedyną sensacją, jaką przyniósł Zapad 2017, okazały się niesnaski między sojusznikami. Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka zaprosił na swoje poligony sporo obserwatorów, natomiast nie zechciał przyglądać się manewrom, stojąc ramię w ramię z Putinem, jego sztab generalny nie kwapił się koordynować swoich działań z rosyjskimi dowódcami. Słowem – demonstrował, że jest niezależny od partnera.

Też nie jest bowiem w ciemię bity, a europejska „owca” nęci również jego, w każdym razie warta jest nieobecności na poligonie Łużskim pod Petersburgiem, gdzie zmagania wojsk z „umownymi” obserwował gospodarz Kremla.

Aleksandr Łukaszenka dokonuje przeglądu wojsk na poligonie pod Borysowem na BiałorusiAleksandr Łukaszenka dokonuje przeglądu wojsk na poligonie pod Borysowem na Białorusi Sergei Grits (AP Photo/Sergei Grits)

Szabelki muszą brzęczeć

Po Zapadzie 2017 brzękanie szabelkami trwać będzie nadal. Rosjanie już ćwiczą na Dalekim Wschodzie, wkrótce będą na Kaukazie i na Syberii. Oni bardzo lubią, gdy obcy się ich boją. NATO z kolei będzie raz za razem wyruszać na manewry w pobliżu granic Federacji Rosyjskiej. I tak nieprzerwanie będziemy sobie szarpać nerwy. Ale to normalne.

Niepokojące jest to, że w polityce coraz bardziej donośny głos mają wojskowi, ich retoryka staje się językiem kontaktów międzynarodowych. Na Kremlu rej wodzą jastrzębie w pagonach, choć niekoniecznie w mundurach. Na waszyngtońskiej górze coraz więcej generałów. I jednym, i drugim podoba się tumult podnoszony za każdym razem, kiedy czołgi wychodzą na poligony. On jest w ich interesie, a nie ma pewności, czy kiedyś nie przesadzą.

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.