Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Parlamentarzyści zaraz rozjadą się na wakacje. Okazuje się, że trudno bronić Polski przed samymi Polakami. Przed fanatyczną czołówką PiS-u, służalczością ich posłów, koniunkturalizmem ludzi z politycznego awansu, dogmatyzmem relatywistów i symetrystów, gadulstwem pięknoduchów, niezgulstwem opozycji, wreszcie przed tym, co chyba najgorsze – obojętnością wielu z nas wobec okradania nas z wolności, praw i godności.

Przez 27 lat szliśmy na Zachód ku Europie, teraz idziemy na Wschód.

Chwila nieuwagi, jeden wyborczy ześlizg, oddanie władzy w ręce antydemokratycznych populistów cofa nas do PRL z kierowniczą rolą monopartii, tyle że z parszywą nacjonalistyczną i ksenofobiczną nadbudową.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Bruksela zaskoczona tempem PiS-owskich zmian w sądownictwie. Frakcja chadeków bije na alarm: "Czerwona linia została przekroczona"

Ale dość tych diagnoz, dość bezsilnego międlenia. Stało się to, przed czym „Wyborcza” wielokrotnie przestrzegała – najgłośniej dwa dni przed samymi wyborami, gdy w stanowisku redakcji pisaliśmy: „Stawką tych wyborów jest sama demokracja”. Mieliśmy rację, ale nic z tego nie wynikało oprócz szyderstw: „histeryzujecie”, „straszycie PiS-em”. Nieważne. Dziś to bez znaczenia. Dziś płonie las.

Nawet jeśli ci wszyscy niebezpieczni ludzie: Kaczyński, Ziobro, Warchoł, Jaki, Piotrowicz, Gowin, Macierewicz, Kamiński, Duda… Długo by wymieniać. Więc nawet jeśli wszyscy oni pozostaną bezkarni, to już wykuli na wieki swe nazwiska w kamieniu narodowej hańby. Tak, to patetyczne, ale prawdziwe.

Nie lepszy jednak los czeka tę część wybrańców narodu, którym miliony Polaków powierzyły wiarę i nadzieję, że zrobią wszystko, by obronić demokrację, nasze prawa, wolności i naszą godność. Tych wszystkich, którzy wzięli na ramiona depozyt Tadeusza Mazowieckiego, Bronisława Geremka, Jacka Kuronia, Wiesława Chrzanowskiego, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Władysława Bartoszewskiego, Jerzego Turowicza, Jerzego Giedroycia i bezimiennych pokoleń, które za marzenia o wolnej i demokratycznej Polsce zapłaciły życiem w katowniach gestapo, NKWD i UB, obozach, na barykadach i frontach. Tak, wiem. Patetyczne, ale prawdziwe.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wspólne oświadczenie byłych prezesów TK. "Bez niezależnego wymiaru sprawiedliwości nie istnieje państwo prawa"

To jest ten kruchy, decydujący moment, w którym wszystko może się wydarzyć. Skoro można zwykłą ustawą rozpędzić Sąd Najwyższy, a magister Ziobro sam może mianować sobie sędziów, to można też rozpisać przyspieszone wybory. A nowy SN może owe sfałszowane lub naciągane wybory zatwierdzić.

Co jeszcze musi się stać, by panowie Schetyna, Petru, Kosiniak-Kamysz, Zandberg, Łoziński, aby panie Nowacka, Mucha, Lubnauer, Lempart, liderzy PO, Nowoczesnej, PSL, SLD, Razem, KOD-u, prezydenci miast, ruchy kobiece, organizacje zawodowe i obywatelskie zawiązali wreszcie wspólny front wokół jednej sprawy, która ich łączy, a na później odsunęli sprawy, które ich dzielą. Razem macie takie samo poparcie jak PiS plus premię za jedność. Niech waszej koalicji patronuje np. Władysław Frasyniuk, który jak w każdej zlepionej zbiorowości musi mieć głos ostateczny, by inicjatywa po tygodniu nie zmieniła się w groteskowy konwent św. Katarzyny.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zamach PiS na Sąd Najwyższy. Ewa Siedlecka: Zostały rozmontowane wszystkie mechanizmy kontrolne

To musi być prosta umowa i prosty program, w perspektywie – wspólne listy, odsunięcie PiS-u od władzy, przywrócenie ładu konstytucyjnego, trójpodziału władzy i niezawisłości sądów. Niechby powstała rada złożona z autorytetów społecznych, byłych prezydentów, ludzi szanowanych i wybitnych, których w Polsce nie brakuje. Taka rada może nadawać prawomocność rozmaitym akcjom obywatelskiego nieposłuszeństwa. Niech owa rada powoła nasz Obywatelski Trybunał Konstytucyjny, który przechowa autorytet i powagę tej instytucji. Niech powstanie obywatelski, ekspercki gabinet cieni recenzujący poczynania rządu PiS-u i formułujący program alternatywny.

Kalendarz sprzyja opozycji. Wybory samorządowe można wygrać. Tym bardziej eurowybory! Potem są najważniejsze wybory parlamentarne i w końcu w 2020 r. – prezydenckie, z jednym kandydatem całej opozycji.

To jest ten kruchy, decydujący moment, w którym zaniechanie opozycji będzie oznaczać jej faktyczny współudział, wespół z PiS-em, w zbrodni przeciw konstytucji.

Historia wam tego nie zapomni, a my, obywatele, tym bardziej. Nie jest jeszcze za późno.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.