Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie zdążę schudnąć. Nie zdążę też zapoznać się ze wszystkimi zagadnieniami polityki wewnętrznej kraju, ustosunkować się do nich, wchodząc na znak protestu najchętniej do czarnej jamy, by ostatecznie z niej wyjść i napisać TEKST.

Tekst, który powinien być mądry, ale nie protekcjonalny, lekki, ale nie infantylny, szczegółowy, choć uniwersalny. I błyskotliwy. Emocjonalny, lecz wyważony. Jako jego autorka powinnam być w środku i na zewnątrz jednocześnie. Powściągliwa. Zdystansowana.

Ale jak to zrobić, gdy bardziej niż heroiczna jestem histeryczna?

O cholera, ostrzeżono nas, że przy redakcji lecą głównie przymiotniki... Może chociaż uda się ocalić porównania. Bez nich jestem jak Don Kichot bez wiatraka.

Nie śpię pół nocy, szukam tematu. Mam kilka poważnych propozycji. Na porannym kolegium okazuje się, że nic z tego - wszystko, co sobie wymyśliłam, jest już "obrobione". Wpadam w lekkie zakłopotanie, ale zaraz okazuje się, że może być jeszcze gorzej.

Moją dzisiejszą przewodniczką będzie Agnieszka Kublik. Anielica alfa. Wspaniale - zakłopotanie natychmiast zamienia się w panikę. Siadam przy biurku Ewy Siedleckiej - tu będę dziś pracować. Upłynie kilka minut, nim zdecyduję się dotknąć klawiatury. Patrzę na dyplomy: Złoty Medal Praw Człowieka, Okulary Równości, Nagroda Klubu Gaja. Ręce mi się trzęsą, gdy próbuję wprowadzić login i hasło. Nie ma już odwrotu. Czuję się jak Di Caprio, który wie, że jego postać z "Titanica" musi zginąć.

Godzinę później wciąż nie mam tematu, a do zagospodarowania trzy tysiące znaków. Tylko? Mam przecież taki długi start. Na wszelki wypadek zerkam na licznik: 2011 znaków. Już tyle? Przecież sama ostatnio mówiłam, że najistotniejsza w pracy pisarza jest pewność, co się chce napisać. I odpowiedzialność za słowo.

Boże kochany, muszę natychmiast skończyć ten niezobowiązujący monolog wewnętrzny, ten strumień (nie)świadomości i się ustosunkować. Ale do czego? Może kanon lektur? Moja córka przez pół roku przerabiała romantyzm. Myślałam, że od tego całego prometeizmu, mesjanizmu, cierpienia i posłannictwa przekręcę się razem z nią. Ale przynajmniej przypomniałam sobie Towiańskiego i Goethego. Cierpienia młodego Wertera stały się teraz moimi - cierpieniami "writera", któremu dotychczas wydawało się, że praca w redakcji dużej gazety jest fascynująca, porywająca, ale i stosunkowo łatwa (przymiotniki, znowu...). Wszak tematy musują niczym aspiryna - cóż może być trudnego w napisaniu zgrabnego newsa?

Dochodzi czternasta, za chwilę kolegium. Wciąż nie mam pomysłu.

Przyszła Agnieszka. Za chwilę zaopiniuje ten tekst. Trzymajcie za mnie kciuki.

* Joanna Fabicka , ur. w 1970, pisarka i scenarzystka. Autorka powieści dla młodzieży i dorosłych - ostatnio wydała "Rutkę" oraz "#me".

 

Zobacz też: 60 pisarzy napisało "Gazetę Wyborczą" [wideoreportaż]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.