Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anne ApplebaumAnne Applebaum PIOTR BERNAŚ Krwawe ataki terrorystyczne w Paryżu obiektywnie nie były powiązane z europejskim kryzysem imigranckim. Przyczyną zamachów nie jest przyjmowanie przez Francję uchodźców, bo w odróżnieniu od Niemiec i Szwecji Francja nie przyjęła ich wielu. Nie jest też wiarygodna opinia, że główną odpowiedzialność za serię ataków ponoszą uchodźcy, którzy niedawno ściągnęli do Europy wskutek wojny w Syrii. Ludzie, którzy przekraczali góry czy przepływali na tratwach Morze Śródziemne, nie przybyli do Francji, by natychmiast zmienić się w terrorystów.

Zabójcy znali Paryż dobrze. Co najmniej jednego już zidentyfikowano jako obywatela francuskiego. Inni przyjechali wynajętym autem belgijskim. Nieważne, jak pozostali wjechali do Francji; tej operacji nie zaplanowali uchodźcy. Terroryści wybrali cele - bary, teatr, stadion narodowy - miejsca uczęszczane przez młodych paryżan ze wszystkich środowisk.

Ale ludzki umysł nie jest racjonalny i zanim zidentyfikowano któregokolwiek z morderców, już wielu zaczęło dostrzegać związek między obu sprawami. Nie tylko Europejczycy - Ben Carson, amerykański neurochirurg, jeden z republikańskich kandydatów na prezydenta, podpowiada gorliwie, że po wydarzeniach w Paryżu USA powinny zamknąć granice przed uchodźcami z Bliskiego Wschodu. Mnóstwo europejskich autorów, obywateli i polityków twierdzi to samo.

Sprawy te należy ponownie rozdzielić. Ale najpierw - zrozumieć, dlaczego tak wielu ludziom wydają się one powiązane.

Widmo niepewności

Kryzys uchodźców wytrąca ludzi z równowagi, bo sądzą, że Europa utraciła nad nim kontrolę. Przeświadczenie to narastało od czasu podjęcia latem przez kanclerz Angelę Merkel jednostronnej decyzji o zmianie europejskich przepisów azylowych. Jej gest, który zyskał wtedy w Niemczech dużą popularność, zachęcił kolejne tysiące ludzi do wypraw przez Morze Śródziemne. Mimo że nadeszły chłody, ok. 250 tys. ludzi miesięcznie, 8 tys. dziennie, desperacko przedziera się do Unii Europejskiej, powodując bezradność służb obsługujących uchodźców nawet w najbardziej wspaniałomyślnych krajach. Układ z Schengen, który zniósł granice między krajami UE, znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Szwecja przywróciła czasowo kontrolę na przejściach granicznych, by monitorować przepływy ludzi. Słowenia i Węgry postawiły płoty na granicach z Chorwacją.

Ważniejszy od kryzysu logistycznego jest jednak kryzys polityczny. Od dziesięcioleci Niemcy pełnią funkcję strażnika przepisów europejskich. W czasie kryzysu greckiego czy rosyjskiej inwazji na Ukrainę Niemcy zawsze pilnie przestrzegały zawartych umów i dotrzymywały obietnic. Kiedy nagle zmieniły politykę bez konsultacji w UE i zmusiły pozostałe kraje, by się dostosowały, rosnąć zaczęło niezadowolenie.

Ataki terrorystyczne wzmocnią przekonanie o braku bezpieczeństwa, o tym, że nikt na poziomie narodowym ani międzynarodowym nie panuje nad polityką wobec terroryzmu czy uchodźców, nawet w tych krajach, w których żadnego z tych problemów nie ma. Jeśli zaś poczucie kontroli nie zostanie przywrócone, konsekwencje polityczne mogą być poważne. Na całym kontynencie - w Polsce, Holandii, Szwecji i w samej Francji - już rośnie poparcie dla ugrupowań skrajnie prawicowych, antyeuropejskich czy antyimigranckich. W Wielkiej Brytanii usiłuje to wykorzystać ruch przeciwny Unii. Podobnie prawicowy rząd Węgier Viktora Orbana, który latem skutecznie manipulował uchodźcami dla zysków politycznych.

Odzyskać kontrolę

Europa potrzebuje przywrócenia bezpieczeństwa, stabilności i wiary w siebie. Francja i jej sprzymierzeńcy muszą pokazać, że możliwe jest zarówno utrzymanie tolerancyjnego społeczeństwa, jak i zaciekłe zwalczanie terroryzmu Państwa Islamskiego (PI).

Europa potrzebuje konsekwentnej strategii militarnej nie tylko w celu powstrzymania PI, lecz także jego zniszczenia. Najpierw zaś - by zachować swobodę przemieszczania się w obrębie swoich granic i zapobiec przejęciu władzy przez skrajnie prawicowe rządy - Europa musi odzyskać kontrolę nad swoimi zewnętrznymi granicami, stworzyć centra przyjmowania uchodźców w punktach przekraczania granic i patrolować swoje wybrzeża.

Wszystko to nie dlatego, że istnieje rzeczywisty związek między uchodźcami a terrorem w Paryżu, lecz dlatego, że nie można pozwolić skrajnym siłom, by wykorzystywały poczucie niepewności dla zdobycia władzy.

Nie wolno zapominać o ofiarach brutalnej wojny w Syrii. Z czasem może nawet okazać się możliwe przesiedlenie niektórych z nich do UE. Jednak wspomagać ich i zapraszać należy w sposób uporządkowany, tak jak Europa przyjmowała uchodźców w przeszłości. Jeśli bowiem Europa sama stanie się dysfunkcjonalna, nie będzie zdolna udzielać pomocy nikomu innemu.

przełożył Andrzej Ehrlich

*Anne Applebaum - amerykańska pisarka i publicystka; zdobyła Nagrodę Pulitzera za książkę "Gułag"

---

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.