Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jego deklaracja, że po piątkowym ataku terrorystów "nie widzimy politycznych możliwości wykonania" przepisów o dzieleniu uchodźców między kraje UE, umieszcza Polskę w czołówce tych, którzy dzielą Unię w dniu, gdy Europa tak bardzo potrzebuje jedności. Z takimi deklaracjami jak dotąd wstrzymali się dziś nawet Węgrzy, Czesi i Słowacy, którzy - w przeciwieństwie do Polski - głosowali we wrześniu w Brukseli przeciw rozdzielnikowi. Milczenie naprawdę bywa złotem.

Artykuł Szymańskiego dla portalu wPolityce.pl (cytowany dziś jako pilna wiadomość przez zachodnie agencje) jest tym szkodliwszy, że nominacja tego byłego i cenionego europosła na ministra była odbierania w UE jako sygnał, że rząd PiS nie oznacza rewolucji czy też nieobliczalności w polityce Polski w Unii.

A w tym konkretnym przypadku nie chodzi przecież o poglądy nowych władz Polski na rozwiązywanie kryzysu uchodźczego (i intelektualnie wątpliwe łączenie ataku terrorystycznego z napływającymi teraz uchodźcami), ale o szacunek dla porządku prawnego Unii.

Sam Szymański przed kilku dniami mówił na antenie RMF, że nie ma tak istotnych wątpliwości co do legalności decyzji UE o rozdzielniku, które pozwoliłyby na jego podważenie. Dodajmy, że gdyby nawet widział te wątpliwości, to droga do podważenia legalności prowadzi przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu (i jego werdykt), a nie przez stronę internetową wPolityce.pl.

Tymczasem Szymański powtarza w tym portalu, że rozdzielnik to obowiązujące prawo. Ale "wobec tragicznych wydarzeń w Paryżu nie widzimy politycznych możliwości [jego] wykonania".

W całym sporze chodzi o decyzję UE o podzieleniu łącznie 160 tys. uchodźców (w ciągu dwóch lat), którzy dotarli bądź dotrą w tym czasie do Włoch i Grecji. Ponadto na stole negocjacyjnym leży też projekt stałego rozdzielnika przyszłych fal uchodźczych (był mu przeciwny także rząd Ewy Kopacz), ale nie on jest tu problemem, bo to propozycja, a nie prawo.

Niepodporządkowanie się obowiązującemu rozdzielnikowi, w którym Polsce przypada ponad 7 tys. uchodźców, jest zagrożone wszczęciem procedury dyscyplinującej przez Komisję Europejską, rozprawą przed unijnym trybunałem UE w Luksemburgu, potężnymi grzywnami.

Owszem, można przypuszczać, że Unia - w razie ostrego oporu Polski wobec rozdzielnika - nie będzie chciała stawiać tej sprawy na ostrzu noża. I może bardzo długo przymykać oko na niewypełnianie polskich zobowiązań w tej kwestii.

Ale straty polityczne będą wielkie. Unia - a szczególnie Niemcy, Włosi, Grecy - w sprawie uchodźców potrzebuje solidarności m.in. ze strony Polski. Ale z drugiej strony Polska potrzebuje solidarności UE w sprawie Ukrainy, Rosji (w tym utrzymania sankcji unijnych), funduszy z Brukseli.

We włoskich mediach - na fali sporów o uchodźców - pojawiają się co jakiś czas głosy, by nie wpłacać do unijnego budżetu tej części składek, które idą do Europy Środkowej. To mało poważne apele o bardzo nieprawdopodobne łamanie unijnego prawa przez Rzym. Można przeżyć, jeśli robią to gorącogłowi włoscy publicyści. Szkoda byłoby, gdyby od polskiej strony do łamania prawa dołączali urzędujący ministrowie.

Nawiasem mówiąc, przymiarki do kolejnej unijnej siedmiolatki budżetowej zaczną się za dwa-trzy lata. Politycy PiS-u, choć nie sam Szymański, lubią publicznie podkreślać, że pieniądze z budżetu UE to "zapłata" za otwarcie polskiego rynku dla zachodnich inwestorów. To po części prawda. Ale co z tego? Czy bez funduszy z Unii zamkniemy nasz rynek dla Europejczyków ze Wspólnoty, a w zamian sprowadzimy inwestorów z Rosji?

Szymański, specjalista w sprawach europejskich, doskonale to wszystko rozumie. Pewnie dlatego po kilku godzinach złagodził stanowisko, mówiąc dziennikarzom, że Polska przyjmie uchodźców, "jeżeli będziemy mieć gwarancje bezpieczeństwa". Miejmy nadzieję, że to oznacza, iż Szymański wycofuje się rakiem z wcześniejszych pochopnych deklaracji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.