Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Jestem bardzo sceptyczny. Ale Unię stać na podjęcie próby na cztery miesiące. To przecież tylko zawieszenie, a nie zniesienie sankcji - tłumaczy europoseł Jacek Saryusz-Wolski zaangażowany w sprawy Wschodu.

Poprzednia odwilż, której patronował szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, zakończyła się - nieoczekiwanymi dla Zachodu - represjami po białoruskich wyborach prezydenckich z 2010 r. Tuż po nich Unia odwiesiła i szybko wzmocniła swoje restrykcje.

Jednak Łukaszenka trochę podreperował wizerunek podczas wojny na Ukrainie. Do dziś nie uznał aneksji Krymu. I głośno wzywał do poszanowania niepodzielności terytorialnej Ukrainy pomimo mocnego uzależnienia gospodarczego i politycznego Mińska od Moskwy, która ową niepodzielność Ukrainy naruszyła.

Co więcej, do niedawna izolowany przez Zachód dyktator podejmował w lutym u siebie Angelę Merkel i François Hollande'a. To właśnie w Mińsku negocjowali z Petrem Poroszenką i Władimirem Putinem rozejm na wschodniej Ukrainie. A w maju to Łotysze, a nie Mińsk, zabiegali o udział Łukaszenki w szczycie Partnerstwa Wschodniego w Rydze; ale Baćka ostatecznie wysłał tam szefa MSZ.

Jednak już wtedy było wyraźnie widać, że i Unia, i Łukaszenka - w obliczu coraz drapieżniejszej polityki Kremla - stawiają na odnowienie białoruskiej "dwuwektorowości", czyli balansowania między Zachodem i Rosją. Wprawdzie Mińsk był i będzie w tym balansowaniu bardzo mocno przechylony ku Moskwie, ale odnowienie relacji z Zachodem ma pomóc w zachowaniu choćby częściowej niezależności.

Łukaszenka - w geście dobrej woli wobec Zachodu - zwolnił latem więźniów politycznych. I choć wbrew dawnym postulatom Brukseli ich nie rehabilitował, Unia wzięła to za dobrą monetę i już we wrześniu zaczęła się szykować do zawieszenia sankcji. Niedawne wybory prezydenckie były dalekie od demokracji, ale zarazem nie było dotkliwych represji, co przypieczętowało decyzję o sankcyjnej uldze.

Łukaszenka ma teraz nadzieję na przychylność Zachodu w negocjacjach dotyczących 2-3 mld dolarów kredytu z MFW.

- Robił to już wcześniej. Zwalniał więźniów. Inkasował kredyty. A potem znów zamykał - ostrzega Saryusz-Wolski. Decyzjom w sprawie sankcji muszą, jak mówi, towarzyszyć działania na rzecz wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi.

Andrej Sannikau, który próbował rywalizować z Łukaszenką w wyborach z 2010 r. i potem odsiedział 16 miesięcy, uznał niedawno, że ograniczenie sankcji będzie złym sygnałem dla Białorusi. Inny opozycjonista Aleksander Milinkiewicz jest przeciwnego zdania. - Niektórzy mówią, że to wspiera Łukaszenkę. Może i wspiera, ale kraj też wspiera. A ten jest bardzo uzależniony ekonomicznie od Rosji. Teraz walczymy o niepodległość - przekonywał.

Niezależnie od tego, co mówią białoruscy dysydenci, zmęczona kryzysami (od Ukrainy po uchodźców) Unia na razie rezygnuje z promowania demokracji na Białorusi. Nad próbę zmiany przedkłada utrzymanie stabilnego status quo u tego sąsiada. Byle tylko reżim w Mińsku był nie nazbyt ostry.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.