Amerykańska wytwórnia zarzuciła projekt ekranizacji antywojennego reportażu Swietłany Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety", bo "zachodni widzowie nie będą oglądać kobiet w radzieckich mundurach".
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z publicznością Hay Festivalu Swietłana Aleksijewicz połączyła się online z swojego domu w Berlinie na początku czerwca. Noblistka planowała zjawić się na festiwalu w walijskim miasteczku Hay-on-Wye osobiście, ale nie była w stanie uzyskać na czas wizy - po rosyjskiej inwazji na Ukrainę rząd Wielkiej Brytanii zdecydował, że obywatele Rosji i Białorusi będą dodatkowo prześwietlani przed otrzymaniem wizy.

W przypadku Aleksijewicz to o tyle absurdalne, że pisarka wielokrotnie publicznie krytykowała Putina i Łukaszenkę. Urodzona na terenie dzisiejszej Ukrainy reporterka w 2020 r. dołączyła do prezydium Rady Koordynacyjnej Swiatłany Cichanouskiej. Po sfałszowanych wyborach i krwawo stłumionych prodemokratycznych protestach większość jej członków została aresztowana. W mieszkaniu noblistki przez całą dobę dyżurowali wówczas zagraniczni pisarze i aktywiści, by chronić ją przed porwaniem . Ostatecznie Aleksijewicz w obawie o bezpieczeństwo wyjechała do Berlina .

Jedną z osób strzegących wówczas reporterki była prowadząca rozmowę ekspertka w dziedzinie praw człowieka Mariana Katzarowa. - Swietłana jest nie tylko laureatką Nobla, ale też dysydentką. W przypadku takich osób powinny istnieć inne procedury - mówiła na początku spotkania. - Interweniowaliśmy w sprawie tej procedury u ministrów i innych wysoko postawionych osób. Kiedy w końcu Swietłana po godzinie czekania przez centrum wizowym w Berlinie dostała zgodę, było już za późno.

Problem z wjazdem na terytorium Wielkiej Brytanii nie był jedyną reperkusją putinowskiej inwazji na Ukrainę, jaka odbiła się na Aleksijewicz. Noblistka zdradziła, że po wybuchu wojny jedna z dużych hollywoodzkich wytwórni zawiesiła prace nad ekranizacją jej książki "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety".

Co oglądać i czytać, czego słuchać? Podpowiadamy i inspirujemy. Zapisz się na nasz kulturalny newsletter.

Antywojenne kobiety w mundurach

Opublikowany w 1985 r. reportaż Aleksijewicz zbiera głosy radzieckich żołnierek - sanitariuszek, snajperek, pilotek, członkiń oddziałów partyzanckich - walczących w II wojny światowej. To wstrząsające, antywojenne świadectwa kobiet, które wstąpiły do armii na ochotnika, często jako młodziutkie dziewczyny; w czasie wojny musiały radzić sobie z zagrożeniem nie tylko ze strony wroga, ale też mężczyzn ze swoich oddziałów; po jej zakończeniu były samotne i pogardzane jako "puszczalskie" - bo porządna kobieta nie zadaje się z żołnierzami.

Reportaż noblistki został przetłumaczony na ponad 20 języków, w Polsce ukazał się po raz pierwszy w 2011 r. w przekładzie Jerzego Czecha (wybitny tłumacz w opublikowanym kilka dni temu w "Wyborczej" wywiadzie mówił Grzegorzowi Wysockiemu: "Po rosyjsku piszą nie tylko Rosjanie. Gdyby Aleksijewicz wydała nową książkę, to na pewno podjąłbym się tłumaczenia").

Luźno inspirowany reportażem Aleksijewicz film "Wysoka dziewczyna" w 2019 r. zdobył nagrodę za najlepszą reżyserię na festiwalu w Cannes. Jego twórca, rosyjski reżyser Kantamir Bałagow 7 marca poinformował, że wyjechał z Rosji , a "sercem jest z Ukrainą i Rosjanami, którzy sprzeciwiają się temu koszmarowi".

Ale, jak relacjonuje noblistka, amerykańskich producentów nie przekonało antywojenne przesłanie książki. - Producent powiedział "nie możemy tego zrobić, wyobraź sobie tylko, rosyjskie kobiety w radzieckich mundurach, zachodnia widownia tego nie zaakceptuje - opowiadała Aleksijewicz. - Odpowiedziałam, że przecież nie chodzi o "rosyjskie" kobiety, powinniśmy zobaczyć po prostu kobiety. To mogłyby być równie dobrze Brytyjki albo Ukrainki, które właśnie walczą w swojej obronie, wszystko jedno. Chodzi o to, że kobiety mają inną perspektywę.

Jej argumenty nie wystarczyły, projekt został bezterminowo zawieszony. - Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się go zrealizować - mówiła pisarka.

Aleksijewicz: Nie da się wygrać nienawiścią

Wojna w Ukrainie, obok powstającej książki Aleksijewicz o uczestnikach protestów w Białorusi, był głównym wątkiem rozmowy. - To nie jest tylko wojna w Ukrainie, to wojna dobra ze złem - mówiła pisarka.

Ale choć jednoznacznie opowiedziała się po stronie Ukrainy, krytycznie odnosiła się do presji, by dozbrajać jej armię. - Nikt nie porusza tematu negocjacji. Uważam, że powinniśmy przede wszystkim ratować życia.

Aleksijewicz podkreślała, że siła propagandy Putina jest ogromna, zwłaszcza wśród starszych pokoleń. - Ale ci żołnierze, którzy teraz walczą w wojnie, widzą, co naprawdę się dzieje.

Mówiła też o młodych Ukraińcach i Ukrainkach, z którymi rozmawia. - Nie chcą już nigdy słuchać rosyjskich kompozytorów, czytać rosyjskich pisarzy. Rozumiem ich. Ich nienawiść jest usprawiedliwiona i słuszna. Ale myślę, że nie da się zwyciężyć nienawiścią. Nienawiść nigdy nie przyniesie zwycięstwa. Tylko miłość. 

Emilia Dłużewska
Dziennikarka kulturalna. Zaczynała w warszawskiej "Wyborczej", od 2017 r. pracuje w dziale Kultura. Pisze o popkulturze, sztukach wizualnych, książkach, feminizmie, języku i przemianach obyczajowych.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Sztuka też ma swoje momentum. Sądzę, że gloryfikowanie sowieckiego cierpienia jest - teraz - po prostu nietrafne. Niezależnie od najwyższego szacunku do samej Autorki
już oceniałe(a)ś
13
0
Nie można gloryfikować sowieckiej armii, kto czytał książki Świetlany to wie o czym mówię, niewinni i niewinne, oni nic złego nie zrobili jak teraz na Ukrainie.
Trzeba zakazać jej książek bo maja szkodliwy wpływ na młode pokolenie.
A co pisała o bandach UPA to pryszcz, zero refleksji.
Biedacy w Afganistanie ?
Powinno sie zakazać tych jej mądrości w Europie, a napewno w Polsce a ją sama odesłać na Białoruś.
A co ona sie nie musi się tak chronić, przecież mieszkała w Szwecji
Już ją Ukraińcy dopadną, czy w Berlinie czy gdzie indziej, niech się baba boi za tą swoją pseudo twórczość.
Noblistka jedna, psia mać.
już oceniałe(a)ś
0
0
Ale tak działa Hollywood! Zanim zostanie wydany jeden dolar na produkcję filmu, próbuje się oszacować kto zechce film oglądać i ile może być potencjalnych widzów. A także ile film może przynieść zysku, co określa wysokość kosztów do zainwestowania.

Gdyby okazało się że ekranizacja powieści pani Aleksijewicz zainteresowałaby przykładowo sto milionów Amerykanów, wtedy można budżet mógłby być wielomilionowy. Ale ponieważ "zachodni widzowie nie chcą oglądać kobiet w radzieckich mundurach", dlatego projekt zostaje "bezterminowo zawieszony".

To co opisano w artykule nie powinno więc nas dziwić, pomimo że kino europejskie, ze swoimi dotacjami rządowymi na kulturę filmową funkcjonuje inaczej.
już oceniałe(a)ś
0
0
Myślałam, ze jesteś mądrzejsza
już oceniałe(a)ś
0
0