Historię upadku Mubaraka wygładzono. Ludzie powtarzali: był dobrym przywódcą, ale stracił wyczucie
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prawie rok minął, zanim rytuały arabskiej wiosny dotarły w górę Nilu, do Abydos. W grudniu 2011 roku, dziesięć miesięcy po ustąpieniu Mubaraka , miejscowi zorganizowali pierwszą demonstrację. Około tysiąca ludzi zgromadziło się przed świątynią Setiego I, najważniejszym obok Szuny lokalnym zabytkiem [Większość materiałów na temat protestów w Abydos zebrałem podczas rozmów z mieszkańcami i lokalnymi urzędnikami. Na YouTubie można też znaleźć krótkie wideo przedstawiające demonstrację ; wszystkie przypisy od autora].

Głównym motywem protestu były skargi na nieregularne dostawy gazu w butlach, dotowanego przez państwo. Demonstranci domagali się, żeby rząd rozwiązał ten problem; chcieli też, by zrezygnował wioskowy rajjis. W dialekcie egipskim słowo to oznacza prezydenta, ale także przywódcę jakiejkolwiek grupy: wodza, szefa. W Abydos funkcję tę pełnił Husajn Muhammad Abd ar-Radi, mianowany za rządów Mubaraka. Podczas demonstracji ludzie skandowali hasła z placu At-Tahrir i nieśli transparenty z napisami „Młodzież Abydos: Chcemy zmiany rajjisa naszej wsi".

Demonstracja trwała kilka dni. W końcu przyjechali urzędnicy z okręgu Al-Baljana, reprezentujący wyższy szczebel władzy. Spotkali się z częścią demonstrantów i obiecali zrobić porządek z dostawami gazu. Wysłuchali też mieszkańców wsi, którzy postulowali, że powinni mieć wstęp do świątyni Setiego bez wysokich opłat wymaganych od zagranicznych turystów. Urzędnicy przyrzekli, że opracują nową taryfę. Na koniec oznajmili, że rajjis został usunięty. Uczestnicy protestu uznali to za właściwe spełnienie postulatów arabskiej wiosny i spokojnie się rozeszli. Od tamtej pory nie było już w Abydos żadnych demonstracji.

*

(…) Gdy zacząłem regularnie odwiedzać Abydos, od usunięcia Mubaraka upłynęły już prawie dwa lata i historię jego upadku wygładzono jak monetę przechodzącą wielokrotnie z rąk do rąk. Ludzie w całym kraju powtarzali to samo: na początku Mubarak był dobrym przywódcą, ale później stracił wyczucie. Częścią problemu była jego żona.

Suzanne Mubarak występowała w obronie kobiet, na co przychylnie patrzyli zachodni politycy, ale nie przemawiało to do większości Egipcjan. Zarzucali jej, że wspiera karierę polityczną Gamala Mubaraka, drugiego syna prezydenckiej pary. Prezydent nigdy nie wyznaczył swego następcy, a w schyłkowych latach reżimu najwyraźniej przygotowywał Gamala do objęcia najwyższego urzędu. Byłaby to pierwsza egipska rodzinna dynastia od abdykacji króla Faruka w 1952 roku.

Kiedy Egipcjanie wypowiadali się o niepowodzeniach Mubaraka, skupiali się przeważnie na jego stosunkach z ludźmi, a nie na szczegółach sprawowania władzy. Rzadko mówili o problemach systemowych, częściej skarżyli się na Suzanne czy Gamala i powtarzali, że skorumpowani oficjele oraz biznesmeni wykorzystywali starzejącego się prezydenta. Uwarunkowania miały charakter osobisty, w odróżnieniu od zarzutów: Mubarak po prostu za bardzo ufał ludziom. Być może takie nastawienie odzwierciedlało jakiś wzór głęboko zakorzeniony w ludzkiej psychice, ponieważ podobne rzeczy słyszałem, kiedy mieszkałem w autorytarnych Chinach. (…)

Hosni Mubarak
Hosni Mubarak  Fot. Uncredited AP

Nieukończone centrum znajdowało się przy tej samej ulicy, co świątynia Setiego I, można było zobaczyć zarysy sali wystawowej i restauracji, choć oba pomieszczenia nie miały sufitów, podłóg ani okien. Stosy cegieł i kafli leżały w słońcu. Wszystko pokrywała cienka warstwa piasku nawianego przez wiatr, budynek miał więc ten sam jasnobrązowy kolor jak świątynia i Szuna. Przypominał jeszcze jedną ruinę z czasów starożytnych. Z zewnątrz nie sposób było ocenić, czy był w połowie ukończony, czy w połowie zniszczony. (…)

W III wieku p.n.e., kiedy skończyła się epoka faraonów, którzy ustąpili miejsca greckim Ptolemeuszom, kapłan imieniem Maneton stworzył pierwszą historię starożytnego Egiptu w zachodnim stylu. Podzielił dawnych królów na trzydzieści dynastii, choć niektóre z przyjętych przez niego kryteriów budzą dzisiaj wątpliwości. Chasechemui jest ostatnim władcą II dynastii, a jego syn Dżeser założycielem III. Na czym polega różnica? Ojciec zbudował Szunę, a syn Piramidę Schodkową – przejście od cegły mułowej do kamienia zasługiwało na wyznaczenie początku nowej dynastii, przynajmniej w oczach Manetona.

To samo dotyczyło, jego zdaniem, budowy pierwszej piramidy o gładkich ścianach, król Snofru został więc uhonorowany mianem założyciela IV dynastii. O niektórych dynastiach, w wykazie Manetona występujących jedna po drugiej, wiemy dziś, że były sobie współczesne, a przynajmniej jedna, VII, w ogóle nie istniała. (…)Ale system ten przypomina również, że Egipcjanie rzadko panowali nad własną przeszłością. Było tu inaczej niż w Chinach, gdzie dynastie miały świadomość swojego istnienia i same wybierały sobie nazwy: Tang, Song, Ming. Dzieje Chin spisywali najpierw Chińczycy, podczas gdy egiptologia powstała jako przedsięwzięcie kolonialne.

Do pewnego stopnia stan ten utrzymuje się do dzisiaj. Na wielu najważniejszych stanowiskach archeologicznych w Egipcie wciąż pracują cudzoziemcy, którzy decydują, gdzie kopać i kiedy publikować. Egipskie Ministerstwo Starożytności musi zaaprobować te projekty i wydaje niezbędne zezwolenia, ale w wielu miejscach wszystkim kierują przybysze z innych krajów. Czasami nie kryją skrępowania z powodu tego kolonialnego dziedzictwa.

– To nie nasza przeszłość – zauważył kiedyś Matthew Adams. – Należy do narodu Egiptu. My tu jesteśmy gośćmi [z mojej rozmowy z Adamsem 27 marca 2012 roku]. (…)

Tradycyjne uzależnienie od obcych nieuchronnie utrwalało ich perspektywę w badaniu przeszłości. Każda chronologia czy historia starożytnego Egiptu odzwierciedla zachodnią wrażliwość: rodziny powstają i upadają, ponumerowane dynastie przychodzą i odchodzą, Państwa następują po sobie w porządku od Starego poprzez Średnie do Nowego. Ale ta prosta linia dziejów sugeruje inne wartości – postęp, poprawę, rozwój – które dla starożytnych prawdopodobnie niewiele znaczyły. Zaciemnia prawdziwą potęgę ich wyobraźni, tworzącą raczej wizję stanu trwania, dżet, a nie wznoszącą się trajektorię.

Wizję tę odzwierciedla świątynia Setiego I. Została zbudowana w początkach XIX dynastii, gdy kraj wyłaniał się z politycznego chaosu. Za poprzedniej dynastii król Echnaton podjął próbę radykalnej zmiany wielu podstawowych zasad egipskiej religii.

Ostatecznie zakończyło się to niepowodzeniem, a wszyscy następcy faraona – najsławniejszym był Tutanchamon – żyli krótko. Panowanie tej rodziny zakończyło się około 1306 roku p.n.e. – prawdopodobnie pierwszym w dziejach ludzkości puczem wojskowym.

Na tron wstąpił Horemheb, były wódz naczelny armii, który mianował swoim następcą innego oficera, Ramzesa I.

Seti I był synem Ramzesa I. W żyłach tej rodziny nie płynęła królewska krew, jej członkowie nie mieli zasadnego prawa do tronu. Dysponowali jednak siłą militarną i rozumieli potęgę symboli. Kiedy Horemheb przejął władzę, ogłosił wehem mesut, czyli „odrodzenie". Władcy Egiptu często posługiwali się tym terminem po okresie rozbicia kraju. W ramach odrodzenia Seti I postanowił zbudować Ozyrysowi świątynię w uświęconym przez czas krajobrazie Abydos.

Przy jej projektowaniu genialnie wykorzystano pustynne otoczenie. Wchodzi się przez pełną światła frontową komnatę opartą na wysokich kolumnach, ale gdy przybysz idzie dalej, w głąb świątynnego kompleksu, sufity są coraz niższe, a pomieszczenia coraz ciemniejsze. Zanikają odgłosy świata zewnętrznego. W głębi świątyni płaskorzeźba na ścianie przedstawia syna Setiego I, czytającego zwój papirusu. Na zwoju zapisano w porządku chronologicznym imiona sześćdziesięciu siedmiu królów, którzy władali Egiptem, od Menesa do Setiego I.

Takie „listy królów" odnaleziono w kilku miejscach kraju, dostarczyły one danych, na których podstawie Maneton sporządził swoją chronologię. Ale płaskorzeźba z Abydos nie jest zapisem dziejów Egiptu w dzisiejszym pojęciu. Na liście nie ma Echnatona, Tutanchamona i innych władców z tej linii. Zniknęli też wszyscy królowie z Drugiego Okresu Przejściowego. Brakuje Hatszepsut, potężnego faraona, który, tak się złożyło, był kobietą. Seti I zamierzał przedstawić dżet, a nie przypływy i odpływy władzy.

Czy to zdało egzamin? Syn Setiego – ten, który na płaskorzeźbie czyta zwój – stał się Ramzesem Wielkim . Prawdopodobnie dokończył budowę świątyni w Abydos, wzniósł też wiele innych monumentalnych budowli. Dynastia zapoczątkowana przez tę rodzinę okazała się potężna.

Egipskie państwo faraonów przetrwało trzy tysiące lat, było więc najbardziej długowiecznym bytem politycznym w dziejach ludzkości.

[Toby Wilkinson, "Powstanie i upadek starożytnego Egiptu. Dzieje cywilizacji od 3000 p.n.e. do czasów Kleopatry", przeł. Norbert Radomski, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2019, s. 34.; przyp. tłum.]

Dzisiejszym ludziom, wierzącym w postęp, technologię i system, taki sukces może się wydać niesamowity. (…)

Dwa miesiące po demonstracjach pod świątynią Setiego I wioskowy rajjis wrócił po cichu na swój urząd. Husajn Muhammad Abd ar-Radi powiedział mi, że okres wygnania spędził w Al-Baljanie, gdzie pracował.

– To dla mojego bezpieczeństwa – stwierdził. – A potem wróciłem. Ludzie mnie z radością powitali. Mówili, że osobiście nic do mnie nie mieli. Atak był wymierzony w moje stanowisko.

Po raz pierwszy spotkałem się z Ar-Radim, kiedy Mursi został już prezydentem. Teraz, gdy Bractwo Muzułmańskie znalazło się u władzy, ogłosiło, że wprowadzi w życie plan rozwoju, który nazwało An-Nahda, „Odrodzenie". Było to w zasadzie to samo, co wehem mesut ogłaszane przez Horemheba i innych faraonów obejmujących władzę po okresach chaosu. Rajjis Abydos nie dociekał, co dla jego terenu może znaczyć to odrodzenie, i nie zabierał głosu na temat Mursiego.

– Nie rozmawiam o polityce – oświadczył, jak gdyby zajmował się czymś całkiem innym. Miejscowi byli tego samego zdania. Rzadko kojarzyli, by ich rajjis miał jakiś związek z Mursim czy Mubarakiem, i prawie nigdy nie wypowiadali się negatywnie na jego temat. Kilku zwierzyło się mi, że protesty pod świątynią odbyły się tylko dlatego, że przykład At-Tahrir na krótko zwiódł wiejską młodzież na manowce. (…)

Na biurku rajjisa obok egzemplarza Koranu leżało opakowanie aspiryny z angielskim napisem: „Provide Relief of Pain for Up to Three Days" [Zapewnia ulgę od bólu do trzech dni]. W ścianie za biurkiem tkwił goły gwóźdź. Podczas spotkań z lokalnymi urzędnikami przyzwyczaiłem się do patrzenia na takie gwoździe, na których wisiały kiedyś oficjalne portrety Mubaraka. Jeśli w pomieszczeniu były duże okna, gwóźdź otaczała niewielka prostokątna plama o odcień ciemniejsza od ściany. Trzydzieści lat w słońcu to długo. Ciekaw byłem, za ile miesięcy pojawią się portrety Mursiego. Nawet podczas mojej wizyty u nowego gubernatora Sohagu, mianowanego przez samego Mursiego, przekonałem się, że jeszcze nie zawiesił wizerunku swojego patrona.

Gubernator był jedynym spośród przedstawicieli władz odwiedzanych przeze mnie w regionie, na którego biurku stał komputer. Nie miał go nawet zarządca z Abydos, zajmujący się dystrybucją dotowanego przez państwo chleba do sześćdziesięciu ośmiu tysięcy uprawnionych obywateli. Jego gabinet tonął w papierach. Kiedy u niego byłem, przyszła stara kobieta z trzema nowymi formularzami, które trzeba było upchnąć do szaf i pudeł. Powiedział mi, że chciałby skomputeryzować swój system, ale państwo nie ma pieniędzy, prowadzi więc wykazy na papierze, jak tylko najlepiej potrafi.

W swoim gabinecie rajjis Abydos miał jedno zaawansowane technicznie udogodnienie: mały elektryczny przycisk w zasięgu prawej ręki. Kiedy go naciskał, rozlegało się brzęczenie, zjawiał się stary mężczyzna o brązowej twarzy, w białym turbanie, i pytał rajjisa, ile życzy sobie filiżanek. Mocno posłodzona herbata jest w Górnym Egipcie nieodzownym środkiem ułatwiającym wszelkie interakcje. Każdy urząd państwowy zatrudnia osobę podającą herbatę.

Inną typową sytuacją była kolejka obywateli przed gabinetem. Spotykałem się z rajjisem o różnych porach dnia, w każdej porze roku i nigdy nie zastałem go samego. Jego obowiązki nie miały granic, jak błękitne niebo rozpościerające się nad urzędem. Przy braku realnego systemu zarządzania jedynym sposobem na złożenie skargi czy zwrócenie się z prośbą było osobiste pojawienie się pod drzwiami gabinetu. Ludzie występowali o pozwolenia na budowę, zgłaszali problemy z kanalizacją, informowali o tym, co się dzieje w szkole. Prosili, żeby rajjis rozwiązał konflikty między klanami. Abydos było kiedyś małą wioską, ale w ciągu ostatniego stulecia populacja się powiększyła, a w całej dolinie wyrosły liczne osiedla. Administrator zarządzał dziewięcioma miejscowościami, liczącymi łącznie około siedemdziesięciu tysięcy mieszkańców.

Jego jurysdykcji podlegało nawet to, co było efektem działania siły wyższej. Pewnego ranka obserwowałem, jak rajjis zmaga się z konsekwencjami wichury, która obaliła drzewo na terenie należącym do państwa. Najpierw trzeba było zawiadomić zakład energetyczny, ponieważ drzewo zerwało linie elektryczne. Następnie cieśla pociął pień. Kiedy skończył, przyszedł do biura administratora, żeby negocjować cenę za państwowe drewno. Rajjis chciał dwieście funtów, czyli około dwudziestu pięciu dolarów, stolarz proponował sto pięćdziesiąt. Zgodnie z tradycją egipskiego nietargowania się przerzucali się w kółko tymi propozycjami. Dwieście. Sto pięćdziesiąt. Dwieście. Sto pięćdziesiąt. W końcu cieśla powiedział:

– Sto pięćdziesiąt. Więcej nie mam.

Wyjął pieniądze, na co zarządca się żachnął:

– Tu jest cudzoziemiec. Nie zachowuj się, jakbyś próbował mi wręczyć łapówkę!

Następnie wynikła kwestia rzeźnika, który dotąd pracował w cieniu przewróconego drzewa. Teraz cienia nie było. Słońce przypiekało. To niedobrze dla mięsa. Czy rajjis mógłby coś z tym zrobić? W końcu zirytowany urzędnik szeroko otworzył zmęczone oczy:

– Powiedzcie mu, żeby postawił parasol! (…)

Sto kilkadziesiąt kilometrów na południe od Abydos działał w Pierwszym Okresie Przejściowym zarządca o imieniu Anchtifi. Archeolodzy odkryli jego grób; inskrypcje na nim opisują dokonania urzędnika pracującego z dala od stolicy:

Rozdałem chleb głodnym i ubrania nagim. Namaściłem tych, którzy nie mieli wonnych olejków. Dałem sandały bosym, dałem żonę temu, kto nie miał żony. […] Cały Górny Egipt konał z głodu i ludzie zjadali własne dzieci, ale ja nie dopuściłem, żeby ktokolwiek umarł z głodu w tym [okręgu] [Ian Shaw, The Oxford History of Ancient Egypt, New York: Oxford University Press, 2003, s. 118].

Prowadząc wykopaliska na terenie starożytnego miasta koło Abydos, Adams nie znalazł żadnych świadectw potwierdzających wojnę, głód czy chaos polityczny. Odkrył za to prywatne warsztaty, które najwyraźniej pracowały pełną parą, wytwarzając biżuterię używaną przy obrządkach pogrzebowych. Miejscowa gospodarka wyglądała na samowystarczalną: domostwa miały własne spichrze, rolnictwo i handel wręcz kwitły. W ostatnim czasie inni archeolodzy poczynili podobne odkrycia w różnych miejscach w Egipcie, co postawiło pod znakiem zapytania źródłową wartość takich tekstów jak Papirus Ipuwera.

Adams zabrał mnie pewnego ranka na teren wykopalisk. Znajdował się on blisko Szuny, ale wszelkie ślady starożytnego miasta już dawno zniknęły pod piaszczystą warstwą gleby i rozbudowującą się współczesną wsią. Adams zauważył, że nasza wyobraźnia skłonna jest przyjmować perspektywę faraonów, ponieważ to władcy i wysocy urzędnicy umieli przedstawiać swoją potęgę w symboliczny sposób: za pomocą inskrypcji w grobowcu czy wykazu królów na ścianie świątyni. Ale te słowa i obrazy niekoniecznie zgadzają się ze świadectwami materialnymi wydobytymi spod ziemi.

– Ze świadectw wynika, że miejscowe społeczeństwo było nastawione na sprawy lokalne – stwierdził Adams. – Wydarzenia polityczne na wysokim szczeblu pod wieloma względami nie miały wpływu na życie tych ludzi. Bardzo to się różni od modelu, jaki wypracowujemy sobie na podstawie tekstów i monumentów. Według niego, kiedy zniknęły piramidy, egipskie społeczeństwo się załamało. Zapanowały głód i chaos [z mojej rozmowy z Matthew Adamsem 28 lutego 2013 roku].

Adams zwrócił uwagę, że prawdopodobnie tylko pięć procent starożytnych Egipcjan umiało czytać i pisać, a wysokim urzędnikom, takim jak Anchtifi, zależało na tym, by sytuację w kraju prezentować w gorszym świetle, niż się naprawdę przedstawiała. – Dane z różnych rejonów potwierdzają, że ludzie robili swoje – powiedział o Pierwszym Okresie Przejściowym. – Szczerze mówiąc, zastanawiam się, czy tak nie było przez większość dziejów Egiptu, nie tylko w epoce faraonów. Kiedy zorganizowano protest tutaj, we wsi, postulaty były ściśle lokalne. Nie miały nic wspólnego z Kairem.

Jedyne żądanie demonstrantów z Abydos, które zostało w pełni spełnione, dotyczyło wstępu do świątyni Setiego I. Mieszkańcom wsi umożliwiono zakup biletów za ułamek ceny wyznaczonej dla turystów. Egipcjanina kosztowało to dziesięć funtów, cudzoziemca – sto. Ludziom z Zachodu, sugerującym się demokratycznymi marzeniami arabskiej wiosny, mogło się to wydać trywialne, ale miejscowi poważnie traktowali znaczenie świątyni. Podczas obrzędów weselnych państwo młodzi trzy razy objeżdżają drogę przed nią, co ma podobno ułatwić zajście w ciążę. Inne magiczne miejsca znajdują się wewnątrz budowli. Zagraniczne przewodniki kierują turystów do listy królów, do drugiej sali hypostylowej i innych słynnych obiektów, ale ludzie ze wsi mają własne niepisane itinerarium. Niektóre kamienie i kolumny zostały wygładzone od nieustannego dotykania.

Egipt: Deir el-Bahari. Na stanowisku archeologicznym Deir el-Bahari znajduje się kilka wspaniałych zabytków: świątynia Hatszepsut, świątynia grobowa Mentuhotepa II, świątynia Totmesa III, a w sąsiedniej dolince - grobowiec-skrytka DB-320, w której ukryto mumie największych faraonów XVII, XVIII, XIX i XX Dynastii, m.in. Totmesa II, Amenhotepa I, Setiego I i Ramzesa.
Egipt: Deir el-Bahari. Na stanowisku archeologicznym Deir el-Bahari znajduje się kilka wspaniałych zabytków: świątynia Hatszepsut, świątynia grobowa Mentuhotepa II, świątynia Totmesa III, a w sąsiedniej dolince - grobowiec-skrytka DB-320, w której ukryto mumie największych faraonów XVII, XVIII, XIX i XX Dynastii, m.in. Totmesa II, Amenhotepa I, Setiego I i Ramzesa.   Shutterstock

Arthur Weigall, który prowadził prace wykopaliskowe w Abydos, Luksorze i na innych terenach, opisywał w 1910 roku podobne rytuały egipskich chłopów [Arthur Weigall, The Life and Times of Akhnaton. Pharaoh of Egypt, London: Thornton Butterworth, 1922, s. 36, 37]. Kiedy zaś Matthew Adams pracował w Pogrzebanej, miejscowi poprosili, by pozwolono im oprowadzić wokół wykopu dwie nowo zaślubione kobiety. Wieśniacy przechodzący koło Szuny często się zatrzymują, wtykają kamyk w szczelinę w murze z cegły mułowej i idą dalej.

– Powiadają, że to ma magiczne działanie – wyjaśnił Adams.

Takie ludowe wierzenia nie mają nic wspólnego z islamem i są o wiele starsze od tej religii.

– Istnieje ogólne przekonanie, że w starożytnych miejscach przejawia się ukryta magia lub potęga – dodał Adams.

Po demonstracjach przed świątynią dostawy gazu nadal odbywały się nieregularnie, ale nie wywołało to nowego przypływu aktywności społecznej. Mieszkańcy wsi chodzili do świątyni, rajjis przychodził do pracy. Ten sam gabinet, te same zmęczone oczy, ta sama niekończąca się kolejka petentów. Różne prośby – na przykład od starego człowieka, który próbował rozgryźć przepisy dotyczące mediów.

– Czy artykuł sto dziewiętnasty tej ustawy stosuje się do domów nad kanałem?

– Nie – odparł rajjis.

– Sprawdziłem, stosuje się.

– Nie.

Administrator wyciągnął sfatygowany dziennik ustaw i wyrecytował przepis.

– Ale do domów na tamtym terenie, których dawniej nie objęto planem, nigdy nie będą podłączone media.

Starszemu człowiekowi odebrało mowę.

– Przecież to okropny przepis!

– Tak, to prawda, a ci, którzy go uchwalili, są dziś w więzieniu – powiedział rajjis. – Miejmy nadzieję, że z niego nie wyjdą.

Starzec mógł się tylko roześmiać. Rajjis zasugerował, żeby mężczyzna użył innego formularza rejestracji, co pomoże obejść złe prawo. Podsunął kilka dokumentów, starszy pan je podpisał i odszedł zadowolony. Następny petent. Nacisnąć dzwonek – kolejna herbata. To samo biurko, ten sam Koran, to samo opakowanie tabletek. „Zapewnia ulgę od bólu do trzech dni". Ten sam gwóźdź, na którym nic nie wisi.

Peter Hessler "Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie", z jęz. angielskiego przełożyła Hanna Jankowska (Wydawnictwo Czarne)

'Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie', Peter Hessler
'Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie', Peter Hessler  Wyd. Czarne

Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Hmmm, ciekawe kiedyż to - zdaniem Autora - z Egiptu zniknęły piramidy ;-)
@kapitan.kirk
Wiem ,że przynajmniej jedną rozebrano prawie do fundamentów, niedokończona Piramida Dżedefre
..... kiedy zniknęły piramidy, egipskie społeczeństwo się załamało. Zapanowały głód i chaos [z mojej rozmowy z Matthew Adamsem 28 lutego 2013 roku].
@kapitan.kirk
Wiem, że dla ciebie, jako inżyniera, metafora może być niemożliwa do zrozumienia. Ale zawsze możesz jeszcze raz spróbować.
już oceniałe(a)ś
@User2501
Nie jestem inżynierem, co nie przeszkadza mi wiedzieć, że piramidy z Egiptu nie tylko nigdy nie zniknęły, ale od kilkudziesięciu wieków aż do dziś są tegoż Egiptu najbardziej rozpoznawalnym symbolem i atrybutem, jak również bardzo ważnym elementem tożsamości narodowej Egipcjan; wiec obawiam się, że to jednak raczej metafora jest do bani ;-)
Najebani to do domu!
@kapitan.kirk
To skrót myślowy - kiedy przestano je budować. Piramidy budowano tylko w Starym Państwie (epoka w dziejach Egiptu starożytnego).
już oceniałe(a)ś
@Hayam
Czyli gdybym napisał: "Kiedy z Polski zniknął Wawel, społeczeństwo się załamało i PiS wygrał wybory" - to nic by doprawdy w takim zdaniu nie zgrzytało? :-D

<<< To skrót myślowy - kiedy przestano je budować. >>>

Od kiedy przestano je budować, Egipt przeżył kilkadziesiąt wieków i były wśród nich zarówno liczne okresy rozpierduchy i upadku, jak i potęgi i prosperity. Dlatego też zdanie, którego się przyczepiłem, nawet w formie: "Kiedy przestano budować piramidy egipskie, społeczeństwo się załamało, zapanował głód i chaos" - byłoby całkiem tak samo pozbawione sensu, choćby dlatego że równie "prawdziwe" byłoby zdanie dokładnie przeciwne, tj. że kiedy przestano budować piramidy egipskie, społeczeństwo się skonsolidowało, zapanował pokój i dobrobyt :-)
@kapitan.kirk
A Kleopatra na to: ?Ale heca.? :-)