Reportaże dwójki debiutantów, Małgorzaty Gołoty i Rafała Hetmana, znalazły się w finale 13. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Poza Polakami jury wyróżniło książki uznanych na całym świecie amerykańskich reporterów Barbary Demick i Petera Hesslera oraz Baska Andera Izagirrego.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kapuściński, czyli "reporterski Nobel" - tak mówi się o nagrodzie służącej zauważeniu i wyróżnieniu "najbardziej wartościowych książek reporterskich, które podejmują ważne problemy współczesności, zmuszają do refleksji, pogłębiają wiedzę o świecie innych kultur".

- Reporter musi pokazywać szczęście, radość i wyzwania, które stoją przed ludźmi - mówiła "Wyborczej" Jessica Bruder , zeszłoroczna laureatka Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Reporterzy i reporterki nominowani w tym roku również podążają tą drogą - choć opowiadają o strasznych czasach i miejscach, to czytelnik wyłapuje w nich momenty radości, bo do niej przecież każdy ma prawo. 

Pięć książek w finale Nagrody im. Kapuścińskiego

Barbara Demick, "Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin", tłum. Barbara Gadomska, wydawnictwo Czarne

Barbara Demick
Barbara Demick  Fot. Jinna Park

- Chcę pisać o historii, patrząc na nią oczami ludzi, którzy w niej żyją - mówiła Barbara Demick, amerykańska reporterka, w wywiadzie dla magazynu "Guernica". Ta dewiza zdaje się przyświecać wszystkim tegorocznym finalistom i finalistkom prestiżowej nagrody za książkę reporterską.

Demick w latach 90. była korespondentką "Philadelphia Inquirer" w Europie Wschodniej. Za cykl artykułów z Sarajewa otrzymała m.in. nominację do Pulitzera. W 2001 roku przeniosła się do Korei i rozpoczęła współpracę z "Los Angeles Times". Jej rozmowy z uchodźcami z Korei Północnej do dziś są ważnym źródłem wiedzy o codzienności tego zamkniętego przed światem kraju. - Rozmawiałam z wieloma uchodźcami i ludźmi, którzy przeżyli wojnę, ale nigdy nie spotkałam ludzi tak przestraszonych jak Koreańczycy z Północy - mówiła w radiu NPR. Opowieści uchodźców stały się podstawą jej reportażu "Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej", który w Polsce ukazał się w 2017 roku w przekładzie Agnieszki Nowakowskiej. Książka znalazła się w finale National Book Award.

"Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin" (tłum. Barbara Gadomska) to jej trzecia książka.

Reporterka opowiada w niej historię Ngaby, niewielkiego miasta w Tybecie, jednego z pierwszych miejsc, gdzie rdzenni mieszkańcy spotkali się z chińskimi komunistami. Były lata 30., a spotkanie to nie miało charakteru pokojowego. Gdy armia Mao Zedonga uciekała przed wojskami Kuomintangu na tybetański płaskowyż, jej żołnierze byli tak głodni, że plądrowali klasztory i pożerali wykonane z mąki i masła religijne posągi. Demick opowiada historię Tybetu - od rewolucji kulturalnej, przez ucieczkę dalajlamy do Indii, głód, po dzisiejsze czasy, w których komunistyczna rzeczywistość płynnie łączy się z kapitalizmem. Niewiele w tej opowieści samej autorki, liczą się fakty, a jak pisze: "wszystkie osoby, wydarzenia, dialogi i chronologia są prawdziwe. Nie ma tu postaci sklejonych z kilku, choć zmieniłam część nazwisk, by uchronić przed odwetem tych, którzy wypowiadali się z całą szczerością". "Zjadanie Buddy" to epicka elegia poświęcona Tybetowi. 

Barbara Demick, Zjadanie Buddy.
Barbara Demick, Zjadanie Buddy.  Materiały prasowe

Peter Hessler, "Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie"

tłum. Hanna Jankowska, wydawnictwo Czarne

Peter Hessler
Peter Hessler  Fot. Darryl Kennedy

Również ze Stanów Zjednoczonych pochodzi Peter Hessler, który podobnie jak Demick przez wiele lat pisał o Chinach. W 2011 roku wraz z rodziną przeniósł się do Kairu. Decyzję motywował fascynacją starożytną kulturą, wykopaliskami i chęcią nauczenia się arabskiego. Przyjaciele przestrzegali go przed nudą. W końcu jak często świat zainteresowany jest wiadomościami znad Nilu? Rewolucja wybuchła kilka tygodni przed przyjazdem Hesslera.

"Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie" (tłum. Hanna Jankowska) to zaskakujący portret kraju, w którym to, co współczesne, miesza się ze starożytną przeszłością. Hessler pokazuje, że egipskie społeczeństwo pod wieloma względami wciąż przypomina to, nad którym panowali faraonowie.

W wywiadach Hessler podkreśla wagę uczenia się języka kraju, o którym się pisze. I choć arabskiego nie opanował tak dobrze jak chińskiego, to mógł komunikować się ze swoimi rozmówcami w ich rodzimym języku. - Mogłem lepiej zrozumieć to, co się dzieje - przyznaje. Dla reportera najważniejszy jest bohater. Jak Sayyid, śmieciarz, z którego rodziną spędził wiele czasu. - To, co opowiedział, doprowadziło mnie do tematu samoorganizacji mieszkańców Kairu, a następnie do relacji między płciami. Ten niezwykle inteligentny człowiek jest analfabetą, więc zacząłem interesować się tym, co jego dzieci robią w szkole. I tak zająłem się edukacją w Egipcie. 

Reportaż Hesslera wzbudził kontrowersje wśród mieszkających w Stanach emigrantów z Egiptu, jak i niektórych recenzentów. Zarzucano autorowi m.in. narażenie Sayyida na niebezpieczeństwo przez ujawnienie wielu osobistych detali na temat jego życia, a także egzotyzację arabskiej seksualności. Ursula Lindsey w "New York Times" krytykowała również perspektywę, którą przyjął reporter - odwoływanie się do tekstów ze starożytnych hieroglifów. Jej zdaniem Hessler, "sugeruje, że ostatnie wydarzenia w Egipcie są tylko elementem historycznego schematu", nie zauważając, że egipscy politycy używają historii do usprawiedliwienia swoich działań.

To czwarta książka amerykańskiego reportera wydana w Polsce. Za "Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin" (tłum. Anna Katarzyna Maleszko) był nominowany do National Book Award, a za "Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach " (tłum. Jakub Jedliński) do Nagrody im. Kapuścińskiego w 2014 roku. 

Peter Hessler, Pogrzebana
Peter Hessler, Pogrzebana  Materiały prasowe

Ander Izagirre, "Potosí. Góra, która zjada ludzi",

tłum. Jerzy Wołk-Łaniewski, wydawnictwo Filtry

Ander Izagirre
Ander Izagirre  Fot. Materiały Prasowe

Izagirre jest baskijskim reporterem i podróżnikiem. Publikował m.in. w „National Geographic" i „El País". Pisał reportaże zarówno z ogarniętej wojną domową Kolumbii, jak i dużo spokojniejszej - przynajmniej pozornie - Grenlandii. Jest też autorem przewodnika dla kolarzy amatorów wybierających się w Pireneje oraz książki reportersko-podróżniczej, w której opisuje swoją pieszą wędrówkę przez Apeniny. 

W "Potosí" czytelnik - wraz z reporterem - towarzyszy Alicji, dziewczynce, która spędza życie na zboczu Cerro Rico, czyli - dosłownie - "Bogatej Góry". Bliskość bogactw nie wpływa jednak na dobrobyt małej bohaterki. Jak wiele innych dzieci z okolicy jest zmuszona do pracy w czeluściach góry. Dzięki Alicji poznajemy cały łańcuch pracowników i właścicieli, który prowadzi do wielkich korporacji wyzyskujących Boliwię i czyniących z niej zakładniczkę globalnego kapitalizmu. Tysiące górników codziennie ryzykuje życie, a przemocowy i niesprawiedliwy system największe piętno odciska na bezbronnych - kobietach i dzieciach, które padają ofiarami kradzieży i przemocy seksualnej.

Góra zjada ludzi nieomal dosłownie, a Izagirre przypomina w tej napisanej z rozmachem, a jednocześnie intymnej opowieści , że wszystko to zaczęło się w momencie, gdy Europejczycy uznali, że "bogactwem" nie są tylko kruszce, ale i niewolnicza praca. Reporter wiele uwagi poświęca historii Boliwii, która miała być "Szwajcarią Ameryki Południowej", a stała się zakładniczką interesów Stanów Zjednoczonych. "Bogata Góra" bowiem nie oznaczała tylko miejsca obfitującego w srebro, ale też w rdzennych mieszkańców, których życie nie obchodziło kolonizatorów. Czy wielkie korporacje interesuje życie Alicji? Czy dzieci mają prawo do pracy? Izagirre ciekawie pokazuje, że większość pomysłów na to, jak poprawić los Boliwijczyków, nie jest trafiona, bo nikt na świecie nie słucha samych zainteresowanych. Ci za to organizują się, strajkują i potrafią wywalczyć zmianę, choć tragicznym często kosztem.

Ander Izagirre, 'Potosi. Góra, która zjada ludzi'
Ander Izagirre, 'Potosi. Góra, która zjada ludzi'  .

Małgorzata Gołota, "Spinalonga. Wyspa trędowatych", wydawnictwo Agora

Małgorzata Gołota
Małgorzata Gołota  Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

"Spinalonga" to debiutancka książka Małgorzaty Gołoty, dziennikarki radiowej i redaktorki współpracującej m.in. z Gazeta.pl, radiem TOK FM i działem zagranicznym "Polska The Times", lektorki audiobooków.

Tytuł książki to nazwa niewielkiej wysepki położonej u wybrzeży Krety . Uroda miejsca kontrastuje z jego historią. W 1903 roku w miejscowej fortecy utworzono leprozorium - miejsce odosobnienia chorych na trąd. Gdy w czasie II wojny światowej Niemcy zdobyli Kretę, Spinalonga stała się zakładniczką okupantów - na wyspę nie mogli docierać lekarze, wstrzymano dostawy żywności, a naziści strzelali do wszystkich, którzy próbowali z niej uciec, ratując się przed śmiercią głodową. Leprozorium zamknięto w 1957 roku.

- Spóźniłam się, by poznać pacjentów leprozorium, urodziłam się na to jakieś 30 lat za późno. Ale udało mi się poznać i zrekonstruować ich historię, ponieść ją dalej - mówiła reporterka Dorocie Wodeckiej . W swoim debiucie Gołota opowiada zarówno o historii wyspy, jak i śledzi to, co wydarzyło się z jej mieszkańcami od połowy lat 50., gdy chorych ze Spinalongi przywieziono do ateńskiego szpitala Agia Varvara. Wśród nich były setki dzieci, które - bez żadnej dokumentacji - trafiały do adopcji. Autorka przekopuje się przez archiwa, wspomnienia, filmy dokumentalne i rozmawia z ostatnimi świadkami tych wydarzeń, odsłaniając przed czytelnikiem poruszającą historię stosunku społeczeństwa do trądu. - Do dziś ani grecki rząd, ani Kościół nie przeprowadziły solidnej akcji edukacyjnej, z której ludzie dowiedzieliby się, że trąd jest zwyczajną bakteryjną chorobą, którą się leczy, a nie żadną karą za grzechy. Nie zrobiono tego zresztą w żadnym kraju, w którym trąd do dziś jest wyzwaniem dla zdrowia publicznego. Może dlatego, że trzeba by jasno i wprost powiedzieć ludziom, że Biblia się myli - opowiadała reporterka.

Ten reportaż to książka niepokojąco aktualna w wielu aspektach.

Małgorzata Gołota, Spinalonga.
Małgorzata Gołota, Spinalonga.  Materiały prasowe

Rafał Hetman, "Izbica, Izbica", wydawnictwo Czarne

Twórca bloga o literaturze faktu Czytamrecenzuje.pl Rafał Hetman
Twórca bloga o literaturze faktu Czytamrecenzuje.pl Rafał Hetman  DAWID ŻUCHOWICZ

"A wtedy, tuż przed wojną, Żydów było w Izbicy cztery tysiące i każdy miał imię i nazwisko" - pisze Rafał Hetman , przytaczając wspomnienie o swojej prababce Julce, która z dumą przynosiła do domu garnek "wytargowany od Żyda". Chęć przypomnienia ich imion i nazwisk prowadzi reportera do próby rekonstrukcji historii Izbicy, miasteczka, w którym "wystarczyło tysiąc czterdzieści dziewięć dni, żeby Żydzi na zawsze z niego zniknęli". Pisze Hetman: "Ludzie mówili: 'Izbica, Izbica, żydowska stolica'. Ale jaka z niej stolica? Nieduża gmina, która wiele lat temu straciła prawa miejskie. Miastko, miasteczko żydowskie rządzone przez chrześcijan".

Próbując przywrócić pamięć o Żydach z Izbicy, Hetman skupia się na losach kilku osób, a szczególnie Tojwiego Blatta, jednego z niewielu tych, których fotografie przetrwały. I to dzięki wrogom. Zdjęcie Tojwiego - które zamieszczono również na okładce "Izbicy…" - wykonał Max Kirnberger, niemiecki oficer z oddziału informacyjnego. Dla historyków i reporterów mają one dzisiaj bezcenną wartość, bo pokazują codzienność Żydów tuż przed tym, gdy zostali wymordowani w obozach zagłady w Bełżcu czy na Majdanku. Tojwiemu się udało. Ukrywał się we wsiach wokół Izbicy, a po wojnie osiadł w Stanach Zjednoczonych. Pozostawił po sobie wspomnienia, na podstawie których Jack Gold nakręcił "Ucieczkę z Sobiboru", film nagrodzony m.in. Złotymi Globami. 

Hetman przypomina o historii izbickiego getta tranzytowego, polskich sąsiadach ochoczo pomagających nazistom w "oczyszczaniu" miasteczka z Żydów, ale przede wszystkim opowiada o tym, kim byli, tworząc - jak napisał Jan Strzałka w "Polityce" - elegię na cześć żydowskiego miasteczka.

"Izbica, Izbica" to debiut Rafała Hetmana, blogera zajmującego się m.in. recenzowaniem reportaży na blogu i współpracownika serwisu Outriders. Autor pracuje obecnie nad kolejną książką reporterską.

Rafał Hetman, Izbica, Izbica,
Rafał Hetman, Izbica, Izbica,  Materiały prasowe

Nagroda im. Kapuścińskiego

Patronem nagrody jest mieszkający przez ponad 6 dekad (do śmierci w 2007 roku) w Warszawie jeden z najwybitniejszych reporterów i pisarzy w historii literatury - nie tylko przełomu XX i XXI wieku.

- To przez takie postaci jak Hanna Krall i Ryszard Kapuściński właśnie odkrywałam świat - mówiła na wieść o tym, że otrzymała literackiego Nobla, białoruska reporterka Swiatłana Aleksijewicz . I dodawała: - Bardzo mnie interesowało spojrzenie Kapuścińskiego. Kiedy pierwszy raz przeczytałam jego książkę, a było to bodaj >>Imperium<<, zobaczyłam, jak interesująco poszukiwał w sferze dokumentalnego reportażu, w którym i ja pracuję. 

Zanim dostała Nobla, Aleksijewicz dwa razy byłą laureatką właśnie Nagrody im. Kapuścińskiego.

W dotychczasowych 12 edycjach konkursu wyróżniono czworo polskich autorów: Annę Bikont za "Sendlerową. W ukryciu" , Katarzynę Kobylarczyk za "Strupa. Hiszpania rozdrapuje rany" , Michała Olszewskiego za "Najlepsze buty na świecie" oraz Pawła Piotra Reszkę za "Diabła i tabliczkę czekolady". A także Maciej Zaremba Bielawski, urodzony w Polsce, ale od końca lat 60. mieszkający w Szwecji.

W sumie nagrodę otrzymało też dziewięcioro reporterów ze świata. W ubiegłym roku zwyciężyła Amerykanka Jessica Bruder z "Nomadland. W drodze za pracą" - wcześniej Oscara, Złotego Gleba i Złotego Lwa w Wenecji otrzymał film Chloe Zhao z Francis McDormand w roli głównej. W 2015 roku nagrodę przyznano ex aquo - Aleksijewicz i Olszewskiemu.

Jury, któremu przewodniczyli w kolejnych edycjach Małgorzata Szejnert, Maciej Zaremba Bielawski, Olga Stanisławska, Piotr Mitzner (jedyny w tym gronie reporterów poeta), a obecnie Katarzyna Surmiak-Domańska, doceniło w swych wyborach książki poruszające kwestie najistotniejsze: świat w obliczu ludobójstwa, wymieranie starych kultur, pamięć o ofiarach wojny i Zagłady, bolesne rozliczenia z przeszłością w byłych dyktaturach, rozwój cywilizacyjny. Wiele z tych wątków odnaleźć można także w książkach, które trafiły do finału 13. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Jury 13. edycji nagrody przewodniczy Katarzyna Surmiak-Domańska, reporterka związana m.in. z "Gazetą Wyborczą". W skład jury wchodzą w tym roku także: William Brand, tłumacz i pierwszy agent literacki Ryszarda Kapuścińskiego, Wojciech Jagielski, reportażysta i wieloletni korespondent wojenny, Taciana Niadbaj, białoruska poetka i tłumaczka, oraz Elżbieta Sawicka, dziennikarka i redaktorka. 

Do tegorocznej nagrody zgłoszono 143 książki reporterskie. Laureat bądź laureatka nagrody otrzyma 100 tys. złotych. Uroczysta gala odbędzie się 28 maja podczas Warszawskich Targów Książki.

Konkurs ma także wymiar finansowy. W tym roku to: 100 tys. złotych dla autorki lub autora najlepszej książki reporterskiej, 20 tys. złotych dla tłumaczki lub tłumacza w przypadku, gdy laureatka lub laureat nie pochodzi z Polski i nie pisze po polsku, 5 tys. złotych dla autorki lub autora każdej z nominowanych książek i 2 tys. złotych dla tłumaczki lub tłumacza zagranicznej książki, która znalazła się w finale).

Organizatorem Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego jest Miasto Stołeczne Warszawa współpracujące z "Gazetą Wyborczą", a partnerem - Fundacja im. Ryszarda Kapuścińskiego Herodot.

Do 2022 roku honorowy patronat nad nagrodą sprawowała zmarła 7 marca tego roku wdowa po Ryszardzie Alicja Kapuścińska.

<<Reklama>> Książki finalistów w formie e-booków są dostępne w Publio.pl >>

Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Spinalonga nie leży 20 km od wybrzeża Krety, tylko kilkaset metrów. Nawet w linkowanym artykule jest ta informacja. Nikt nie zadał sobie trudu by go przeczytać albo zajrzeć na mapę.
@jagudka
Stażystów tak nie uczą
już oceniałe(a)ś
3
0
"Polscy sąsiedzi ochoczo pomagający nazistom w oczyszczaniu miasta..." Nie razi Was to sformułowanie?! Sąsiedzi z narodowością, naziści z Kosmosu. I jeszcze "ochoczo"!
@abuela
Sąsiedzi, zwłaszcza polscy i gnębiący Żydów (co oczywiście miało miejsce), zawsze mają narodowość, a naziści rzadko kiedy mają narodowość niemiecką. Tylko jakoś dziwnie ci sami "naziści" w czasie wojny nie oponowali przed wsiadaniem do tramwajów "Nur fur Deutsche", a przecież byli tylko pozbawiony narodowości nazistami?
już oceniałe(a)ś
7
1
@abuela
Najgorsze jest zawsze w takich przekazach odpolonizowywanie Żydów. Przeciez to byli tacy sami Polacy.
już oceniałe(a)ś
5
1
@mixelpixel
Zazwyczaj sąsiadami Żydów w Polsce byli Polacy, a naziole nie mają narodowości, ani nie są z kosmosu. Wielu Polaków w czasie wojny (dzisiaj zresztą też) było nazistami lub hitlerowcami (zwolennikami Hitlera - choć trudno to zrozumieć). Nie tylko Niemcy (myślę, że do tego pijesz) byli/są naziolami i nie wszyscy wyznają tę zbrodniczą ideologię.
już oceniałe(a)ś
1
2
POLSCY SĄSIEDZI BYWAJĄ POTWORAMI ,OCHOCZO Z PASJĄ ,,I TAK TRWA TA MIZERIA ,,
już oceniałe(a)ś
2
0
Czy i gdzie można się dowiedzieć, jakimi kryteriami kierowało się tegoroczne jury?
już oceniałe(a)ś
2
1