Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od redakcji: Jacek Podsiadło napisał wiersz, który z wielu powodów wydaje nam się ważny. Wsłuchując się w ciszę po Żydach panującą przez wiele lat po wojnie, ale też w głosy z gett słyszalne jeszcze dziś, oddając cześć więzionej w Auschwitz i zamordowanej w Kielcach młodziutkiej Bajli Gertner i próbując przejrzeć tajemnice własnego życiorysu, poeta wysnuwa z nich jakąś prawdę dotyczącą nas wszystkich. Być może wiersz ten poruszy i w nas strunę, której dawno lub nigdy nie dotykaliśmy. Chcemy, by wszystkie nasze Czytelniczki i Czytelnicy mogli go przeczytać - dlatego zostawiamy dla Was tę stronę otwartą.

Więcej o wierszu - oraz wierszu o Jedwabnem, którego nie napisał Czesław Miłosz - w tekście Joanny Tokarskiej-Bakir i Juliusza Kurkiewicza.

Jej zdjęcie zblakło.

Cień cienia cienia.

Dziewczęce światło

szuka skupienia.

Poważna Bela

znajduje rymy

dla Izraela,

dla Palestyny.

Nie pokazuje

nikomu wierszy.

Jednak się czuję

dzięki nim śmielszy,

skoro straciwszy

brata w Powstaniu,

rodziców w Auschwitz,

chciała żyć za nich

i jeszcze właśnie

wierszom powierzyć

ogień: gdy gaśnie

i gdy się szerzy.

Tam, gdzie kurs życia

spada do zera,

życie opiera

wartość na zerze,

pustym nakryciu,

próżnej ofierze.

Poezja także

Tam była w cenie,

jak kwit, niemalże

ubezpieczenie –

liche, na opak,

ale jedyne.

Jak to, gdy chłopak

wiersz da dziewczynie.

Jacek Leociak

w „Biografiach ulic”

pisze, że chociaż

wszyscy Tam czuli

głód, wprost tortury

głodu na co dzień,

to głód lektury

też był w tym głodzie.

Cervantes. Tołstoj

i „Zmartwychwstanie”.

I „Kwiaty polskie”

przeszmuglowane

z aryjskiej strony.

Głód czegokolwiek,

głód nieskończony

spędzał sen z powiek,

lecz, choć nie znikał,

mniej może dręczył,

gdy ktoś Bialika

mówił z pamięci?

Kirman, Szajewicz

i Kacenelson,

nawet Tam, Wtedy

– ufali wierszom.

Suckewer. Szlengel.

Jakbym grał w jengę

i odejmował

ciężar od słowa.

W noce przeklęte

do Czerniakowa

garnęły się też

bobry Grey Owla.

Grey Owl?... Skądś znam to.

Przebrzmiała jasność.

Co to za transport?

Smutno i ciasno

na całym świecie,

nie tylko w „giecie”.

Znana od dziecka

gwara kielecka,

czarna, zdradziecka,

smołowa mowa:

i tak wy przecie

na śmierć idzieta!

Tłuką się myśli

w spuchniętych głowach,

grzechoczą słowa

w żywych szkieletach:

dzieci gdzieś wyślij,

obrączkę schowaj,

miód zapłacony,

bony wycięte,

„Trzech z mojej strony”,

„Lejbuś, pamiętaj,

tylko nie obóz!”.

To chłopcy z ŻOB-u,

wyrwani z szopów

Lejb, Cwi i Abuś,

patrzą sposobu,

żeby do grobu

zabrać ze sobą

maksimum szkopów,

obmierzłych szwabów

warczących obok.

Czarne Makabi.

Śmierć, sukinsyny.

I wino walki

do głów uderza

a w Domu Bałki

ktoś już przymierza

jej sukienczyny

i jedną chustkę.

Serce dziewczyny

odmierza pustkę

równiutką porcją,

miarką codzienną.

Już jest na dworcu.

Żegnaj, Kamienno.

Gdy świat się wali,

to maszt się chwieje.

W Kielcach w kibucu

młodzież się uczy

żyć i ocalić

jakąś nadzieję.

Żydowski nierząd

prosi się kija,

Kielce należą

dziś do chrześcijan.

I Hitler żydom

też nie poradził.

Na Plantach siedem

tłum się gromadzi.

Żydków z nieszczęścia

i ran się leczy

kijem i pięścią.

Ogniem i mieczem.

W tłumie Polaków

stoi tam w dole

sto moich Matek,

prawdziwych Polek.

W pracach Joanny

Tokarskiej-Bakir

był przedstawiany

też typ i taki,

nikt jednak lepiej

ode mnie nie wie,

jakich zaślepień

i zacietrzewień

sięga i jakich

upadku wyżyn

duma Polaków

pod Świętym Krzyżem,

jak się zaperza

lud świętokrzyski,

gdy Żyd z talerza

je, a on z miski

i jak się stara

kielecka jędza,

gdy ją napędza

mądrość jej księdza,

małość i wiara,

mądrość pokoleń

i własna nędza,

jak wchodzi w rolę,

gdy po Żydówce

przymierza chustkę

jakby mierzyła

aureolę,

jak jej na czole

nabrzmiewa żyła,

jak przekonuje

się własnym wrzaskiem,

że przyszła w chustce

i w stanie łaski.

Mamusiu. Mamo.

Święte obrazy

przeczą swym ramom.

I tyle razy

pytano mnie o

pogardę świata,

skąd to się wzięło.

Przeszły więc lata

chude i szpetne.

Ponad trzydzieści.

I w Beli Gertner

rodzinnym mieście

często po cyrku

szkolnych niewoli

szliśmy na kirkut,

żeby do woli

„pieprzyć to wszystko”

i przy ognisku,

nim żar się zwęgli,

gnieść butem iskry,

kląć na potęgi

i na ułamki,

grać w pici-polo

na małe bramki,

jeść, pić i palić,

wrzeszczeć „niech żyje”,

zbierać po pysku

i dawać w szyję,

pluć i mieć w nosie

szkołę i pracę.

A sikać szło się

wśród krzywych macew.

Zacznę od końca.

Przeżyję Ojca,

przeżyję brata.

Znów przejdą lata.

Znów ze trzydzieści.

W Ostrowcu pomnik.

W swej opowieści

Rubin Katz wspomni

podkochiwanie

się w małej Beli

i to wyznanie

też mnie ośmieli.

Spróbuję zacząć.

Znowu na nowo.

Słowa coś znaczą.

Wierzę na słowo.

Że była mała,

wiem z protokołu

oględzin ciała.

Czasem z popiołów

coś blado błyśnie.

Coś z biżuterii?

Może coś z Miśni?

Nitki, literki.

Zdania zamknięte,

zaszyte w tomach

jak sny w naprędce

skleconych Domach.

Wiersz, Golem z liter

prawie skończony.

Zęby wybite.

Czaszka zmiażdżona.

Z życia są wzięte

śmierci szwadrony.

Bony wycięte.

Miód zapłacony.

Niepublikowany wiersz Jacka Podsiadły z tomu „Podwójne wahadło” (w przygotowaniu)

***

Komentarz autora

Baila (Bela, Balka) Gertner z Ostrowca nad Kamienną jako czternastolatka trafiła do Auschwitz. Przeżyła, ale zginęli jej rodzice. Starszy brat, Aba Gertner, poległ w powstaniu w warszawskim Getcie. Po wojnie osieroconą dziewczynę zaprosił do kibucu w Kielcach Rafael Blumenfeld. Jego wspomnienia to jedyne źródło wiedzy o młodzieńczej twórczości Baili: „Uwielbia pisać i rymować, ale wstydzi się pokazywać swoje wiersze. (…) W mojej pamięci wyryło się kilka wersów, które próbowała zrymować (…) po polsku, o książkach wspomnieniowych i papierowych nagrobkach, które coraz częściej stawia się zamordowanym podczas Zagłady. Brzmiały te wersy tak: Góry słów – to rzecz zbyt błaha, by mogła zaświadczyć o zamordowanym dziecku, zabitym, choć niewinnym, a pisanie książek wspomnieniowych nie uwieczni Żydów, którzy spłonęli w piecach (…). Zostały tylko słowa i litery, kwitnące w popiele w postaci tomów książek z wierszami”.

W moim wierszu cudzych słów jest więcej niż cudzysłowów. Przypięły się do niego cytaty z poezji tworzonej w Getcie i dokumentów związanych z pogromem kieleckim, niektóre wbrew logice. Nie włożyłbym w usta chłopców biorących udział w libacji na kirkucie wiwatu: „niech żyje”, gdyby nie fragment zeznań prawdopodobnie opisujących śmierć Baili, złożonych przez Józefa Białkowskiego w WUBP w Kielcach dzień po pogromie: „Wybiegła z tej komórki Żydóweczka lat około 16, którą jeden żołnierz z armii polskiej zaczął bić. Po zemdleniu danej Żydóweczki ludzie cywilni unieśli na rękach żołnierza, wznosząc okrzyki niech żyje”. Nie pomyślałbym o chustce Baili, gdyby nie inne chustki – ta uwieczniona w relacji Celiny Grünszpan z Sandomierza: „Daj pani te chustke z głowy, woła znajoma kobieta do Salomonowiczowej, gdy ją prowadzą z kozy do transportu, i tak przecież na śmierć idziecie. Biedna z gołą głową idzie na mrozie, do wagonu śmierci”, i ta z udostępnionego mi przez Barbarę Engelking dziennika Hindy Malachi z Ostrowca, ukrywającej się w pobliskim Ćmielowie: „Moja dawna gospodyni z ulicy Zamkowej nie chciała mnie przenocować, opowiedziała mi tylko, że miała powodzenie, bo gdy prowadzono Żydów do wagonów, ona poprosiła Ukraińca o chustkę jednej Żydówki i ten ściągnął tamtej chustkę dla niej”.

Rytm narzuciła mi nota w „Odczytaniu listy” Anki Grupińskiej poświęcona Adinie Blady-Szwajgier „Ince”, łączniczce ŻOB-u i lekarce ze szpitala na Umschlagplatzu: „Doktor Szwajgier ratowała dzieci przed śmiercią w Treblince: podawała im morfinę i dzieci umierały na szpitalnych łóżkach. (Kiedyś, pod koniec lipca, Inka wróciła ze szpitala i nie znalazła już mamy. Tylko kartkę pospiesznie zapisaną: bony wycięte, miód zapłacony)”.

Zapowiedzi, recenzje i wywiady z autorami. Zapisz się na newsletter książkowy

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.