Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Nie wierzyłam, że to się może udać. Ja sama nie jestem taką chojraczką, żeby wyrywać się przed szereg, prawdę mówiąc do założenia zbiórki namówiła mnie przyjaciółka. Jestem jej za to bardzo wdzięczna - mówi Rejmer, pisarka i reporterka, autorka nagrodzonego Paszportem "Polityki" zbioru "Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii". - Ogromnie mnie wzrusza, że potrafimy się dzielić. Wielu Polaków nie ma żadnego wyobrażenia o Albanii, nie do końca potrafiłoby wskazać ten kraj na mapie, ale jednak potrafimy znaleźć w sobie takie pokłady empatii. To ogromnie budujące.

We wtorek Albanię nawiedziło najsilniejsze od dziesięcioleci trzęsienie ziemi o magnitudzie 6,4 w skali Richtera. Zginęły co najmniej 32 osoby. W środę Rejmer stworzyła na Facebooku zbiórkę pieniędzy. Ustaliła, że chciałaby zebrać minimum 4317 zł. W ciągu półtorej godziny udało się jej zebrać całą zakładaną kwotę, a nawet ją przekroczyć. Obecnie na liczniku znajduje się ponad 10 tys. zł. Pieniądze nadal można wpłacać, zbiórka trwa do północy 1 grudnia.  

Dzień później zebrana kwota zostanie przekazana aktywistom z Organizata Politike, którzy na miejscu kupią koce, śpiwory, jedzenie dla dzieci, jedzenie w puszkach, suchy prowiant, kurtki, ciepłe ubrania. - Bardzo zależy mi na czasie. Chcę, żeby te rzeczy jak najszybciej trafiły do potrzebujących - mówi Rejmer.

Trzęsienie ziemi uderzyło w północno-zachodnią część kraju, najsilniej ok. 30 kilometrów na zachód od Tirany, stolicy kraju. Do szpitali trafiło ponad 600 osób, najwięcej rannych znajduje się w szpitalach w Tiranie i w mieście Durres nad Adriatykiem. 

- Wstrząsy rozpoczęły się w środku nocy, ludzie spali - opowiada Rejmer. - To, co dzieje się z ciałem podczas trzęsienia ziemi, jest niewyobrażalne. Traci się nad sobą kontrolę. Dom przestaje być bezpiecznym miejscem, w którym można się schować, staje się zagrożeniem. Pewien mężczyzna w ataku paniki wyskoczył przez balkon swojego domu i zginął. 

Sytuację pogorszyło też to, że wtorkowe trzęsienie było już drugim, które uderzyło w Albanię w tym roku. Poprzednie zdarzyło się pod koniec września. - Wkrótce potem pojawiły się fake newsy o dacie kolejnego trzęsienia, ludzie się bali, wybiegali na ulice. Kiedy wstrząsy rzeczywiście wróciły, do tego jeszcze silniejsze, ludzie zareagowali paniką - tłumaczy reporterka.

W opisie zbiórki pisze: "Niektórzy w jednej chwili stracili wszystko. Na pierwszy rzut oka widać, że wiele bloków ma zniszczoną konstrukcję, co oznacza, że przy kolejnym trzęsieniu ziemi mogą się zawalić. Ludzie są w szoku, boją się, marzną i nie wiedzą, co jeszcze może ich spotkać".

- To pokazuje też problem rozwarstwienia społecznego. Budynki, w których mieszkają zamożni ludzie, mają mocniejszą konstrukcję. Deweloperzy mają świadomość ryzyka sejsmicznego. Biedni przez lata stawiali domy z tego, co mieli pod ręką - kontynuuje Rejmer. - Od lat 90. trwa w Albanii boom budowlany, budynki często powstają bez pozwolenia, a później za pomocą łapówek legalizuje się ich istnienie. Kiedy przychodzi trzęsienie, niektóre budynki sypią się jak domki z kart. We wrześniu po pierwszym trzęsieniu premier Edi Rama zapowiedział kontrole budynków. Wzbudziło to pusty śmiech wśród Albańczyków, bo Rama chciał zorganizować przetarg i przekazać kontrole prywatnej firmie. Państwo jest nieobecne, nieefektywne. W tej sytuacji ludzie czują, że sami muszą pomagać sobie nawzajem. W Albanii obserwujemy teraz niesamowity zryw ludzi, erupcję solidarności. Centrum Tirany pokrywają gigantyczne połacie paczek pełnych jedzenia i ubrań. Ludzie pomagają sobie nawzajem jak tylko mogą.

Reporterka od pięciu lat dzieli życie między Tiraną i Warszawą. We wtorek nie było jej w Albanii. - Jestem pomiędzy światami, ta katastrofa bezpośrednio mnie dotyka. W Tiranie są moi bliscy, przyjaciele, znajomi. Bardzo się bałam, gdy czytałam kolejne doniesienia i próbowałam się dodzwonić do swojej rodziny, ale linie były przeciążone.

Sukces zbiórki pokazuje też siłę literatury. To przecież Rejmer przybliżyła polskim czytelnikom Albanię. - Wśród osób, które wpłaciły pieniądze na zbiórkę widzę wielu moich czytelników, niebywale wrażliwych ludzi - przyznaje Rejmer. - W mojej książce Albańczycy powtarzają często, że świat o nich zapomniał. Cieszę się, że będę mogła im przekazać pomoc od Polaków. Wiem, że to docenią. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.