Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kunzru - dziennikarz, o którym zrobiło się głośno na początku wieku za sprawą mierzących się z kolonializmem i zderzeniem kultur powieści "Impresjonista" i "Transmisja" - potrafi zaciekawić, wciągnąć w opowieść, stopniować napięcie, przyspieszać tempo. I sugestywnie przeprowadzać czytelnika ze świata normalnych zdarzeń w upiorną wizję, w której niczym w filmach Davida Lyncha przeszłość i teraźniejszość nakładają się na siebie, a tożsamość bohaterów się zaciera.

Samochodowa wyprawa dwojga z nich, prowadząca z Nowego Jorku w głąb Ameryki, do stanu Missisipi naznaczonego piętnem niewolnictwa, kojarzy się nie tylko z powieścią drogi uprawianą przez Kerouaca czy Steinbecka, ale właśnie z Lynchowską "Zagubioną autostradą”. To wyprawa w przeszłość i w koszmar zarazem.

CZYTAJ TAKŻE. Jan Pietrzak i sto żartów na stulecie niepodległości - poszliśmy na nowy show guru prawicy. Zagroda dla Arabów, nyndże seksu, Tusk, Grodzka...

„Białe łzy” to zarazem książka przypominająca chwilami przewodnik muzyczny (Kunzru przez parę lat redagował dział muzyczny w magazynie "Wallpaper*"). Autor składa hołd bluesmanom, nie tylko tym wielkim, jak Robert Johnson, Bessie Smith, Charley Patton czy Blind Willie Johnson, ale także zapomnianym, samorodnym talentom, których głos i chropawą grę na gitarze utrwalano w pierwszych dekadach XX w. na szelakowych płytach.

To także opowieść o hańbie białej Ameryki oraz jej kompleksach wobec Afroamerykanów i ich muzyki. 

 

Zhańbiona Ameryka

"Białe łzy" zaczynają się niczym najbardziej realistyczna historia o zwariowanych hobbystach - i ludziach z nowojorskiego show-biznesu zarazem. Seth i Carter poznali się na studiach. Pierwszy, narrator powieści, to półsierota z epizodem depresyjnym po śmierci matki; typ outsidera, który kontakt ze światem utrzymuje za pośrednictwem mikrofonów i sprzętu nagraniowego. Rejestruje na nim odgłosy miasta i rozmowy kolegów, do których nie ma dostępu - z tego wszystkiego tworzy wielką bibliotekę fonograficzną.

Drugi to członek obłędnie zamożnej, wpływowej, znajdującej się na celowniku paparazzich rodziny Wallace’ów, której potęga urosła na wyzysku i nieczystych chwytach. Imperium zarządza jego starszy brat Cornelius. Carter brzydzi się rodziną, brata nienawidzi, ale bierze od niego pieniądze na realizowanie muzycznych obsesji.

Jak w antycznej tragedii - bracia muszą odpokutować za nie swoje winy, podobnie jak ich zagubiona siostra Leonie.

CZYTAJ TAKŻE. Piotr Gliński likwiduje Polską Kronikę Filmową. Dokumentaliści jej bronią: "To wartość na skalę światową"

Odludka Setha i gwiazdę towarzystwa Cartera łączy przyjaźń na gruncie muzycznych zainteresowań. Młodzieńcy zakładają studio nagraniowe, szybko okazują się zdolnymi producentami i szykują się do wejścia w poważny biznes. Sprawa zaczyna się gmatwać, gdy któregoś dnia Seth przypadkowo nagrywa na nowojorskiej ulicy czarnego emeryta. Carter dostaje dreszczy, gdy odsłuchuje piosenkę ze słowami: „Wierzcie, że kupię se swój własny cmentarz”. Toż to najprawdziwszy blues - i rzeczywiście, Kunzru zaczerpnął ten wers z piosenki Jima Jacksona, czarnego barda rodem z Missisipi.

 

Seth i Carter próbują potem zlokalizować tajemniczego pieśniarza, ale ciągle gubią trop. Dla żartu miksują nagranie i wrzucają empetrójkę na forum kolekcjonerów szelakowych płyt, kłamiąc, że chodzi o nagranie rzekomo zapomnianego Charliego Shawa. Nie zepsujemy czytelnikom zabawy, jeśli zdradzimy jeszcze, że jeden ze zwariowanych kolekcjonerów informuje ich, że bluesman o tym nazwisku naprawdę nagrał piosenkę o cmentarzu 80 lat wcześniej, po czym zaginął w tajemniczych okolicznościach... Tu narracja skręca w stronę kryminału, potem thrillera, z typowo amerykańskim krwawym morderstwem w motelu, a wreszcie horroru. „Białe łzy” stają się powieścią z duchami.

Rasizm wciąż trzyma się mocno

„Ten głos domaga się zapłaty” - rzuca w pewnym momencie jeden z bohaterów. Blues, zdaje się mówić Kunzru, nie powstał po to, aby kręcić białych fanów szelaku, takich jak bogaty Carter Wallace - to był skowyt rozpaczy i westchnienie smutku czarnych niewolników z Luizjany i Missisipi.

„Ameryka wciąż nawiedzana jest przez rasizm” - mówił autor w jednym z wywiadów. Wzbogaciła się, argumentował, na pracy niewolniczej, na niej zbudowała fortunę, nie rozliczyła się z rasizmu i traktowania czarnych jak ludzi o mniejszej wartości niż biali. I choć niewolnictwo zniesiono półtora wieku temu i nie ma już oficjalnie segregacji rasowej, a parę lat temu USA doczekały się pierwszego czarnego prezydenta, kolor skóry nadal często przesądza o wartości człowieka. Kunzru nie nazywa rzeczy po imieniu, ale już sam opis warunków pracy przy naprawie wału przeciwpowodziowego na rzece Missisipi, do której zostaje przymuszony został Charlie Shaw, kojarzy się z obozami pracy - i śmierci - znanymi nam dobrze z środkowoeuropejskiej historii.

 

Tę opowieść, zauważmy, snuje potomek Hindusów skolonizowanych przez Anglików, ale także poddany Korony Brytyjskiej, od której Ameryka w XVIII w. się oderwała. Temu miała służyć Deklaracja Niepodległości i słynne słowa o prawie dla wszystkich „do życia, wolności i szczęścia”. Jaka jednak była ich wartość, skoro podyktował je Thomas Jefferson, który sam był właścicielem niewolników?

CZYTAJ TAKŻE. Maja Berezowska, prekursorka polskiego porno. Jak była więźniarka Ravensbrück stała się jaskółką obyczajowej odwilży w PRL

Kunzru chciał podobno napisać powieść o bluesie i amerykańskiej hańbie już na początku swojego pobytu w Ameryce, gdzie założył rodzinę i wydał książkę „Gods without Men” (2011). „Białe łzy” ukazały się ostatecznie w ubiegłym roku, a ich powstanie zostało poprzedzone drobiazgowym researchem autora na temat historii niewolnictwa w Ameryce, życia codziennego czarnych mieszkańców południowych stanów, no i wytwórni płytowych z lat 30. Teraz powieść ukazuje się w Polsce w świetnym przekładzie Krzysztofa Cieślika.

"Białe łzy", Hari Kunzru, przeł. Krzysztof Cieślik, wyd. W.A.B.

Książka w formie ebooka jest dostępna w Publio.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.