Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co oglądać i czytać, czego słuchać? Podpowiadamy i inspirujemy. Zapisz się na nasz kulturalny newsletter.

Shostak urodziła się w Grodnie, do Polski przeprowadziła się jako 17-latka. Twierdzi jednak, że plany związała z nią jeszcze wcześniej – gdy w wieku 11 lat po raz pierwszy zobaczyła budynek krakowskiej ASP, zdecydowała, że właśnie tam będzie studiować. Udało się – w 2013 r. obroniła w Krakowie licencjat.

Rozpoznawalność przyniósł jej dyplom przygotowany w pracowni Mirosława Bałki w Warszawie. W ramach pracy magisterskiej lobbowała, by zastąpić słowo „uchodźca" określeniem „nowak". – Rozmawiając z mieszkającymi w Polsce osobami z Czeczenii, Ukrainy, Syrii, Konga, Nigerii, słyszałam, że są zmęczone nazywaniem ich „uchodźcami". A poza tym to słowo trudno się im wymawia. Sama nie jestem z Polski, ale nie jestem uchodźczynią (…)To słowo określa i moją, i ich sytuację w Polsce – tłumaczyła.

Jako doktorantka startowała w konkursach piękności (udało jej się zdobyć tytuł Wicemiss Zachodniopomorskiego). Tłumaczyła, że dzięki temu ma widzialność, o której większość artystów może tylko pomarzyć. O swojej drodze jako kandydatki na miss nakręciła dokument z Jakubem Jasiukiewiczem, a jego fragment był elementem wystawy „Żarty żartami" w CSW. Do konkursów piękności podchodziła krytycznie, równie zdecydowanie krytykowała jednak protekcjonalne traktowanie ich uczestniczek.

Jana Shostak krzyczy

Od czasu wyborów w Białorusi Shostak poświęca całą energię na upominanie się o solidarność z ofiarami Łukaszenki. Podczas wizyty Swiatłany Cichanouskiej w Polsce udało jej się zwrócić uwagę Mateusza Morawieckiego na problem braku wiz turystycznych dla obywateli Białorusi (rząd zapowiedział, że je przywróci). Polskie uczelnie prosiła, aby wyraziły solidarność ze szkołami na Białorusi i przyjmowały studentów zza wschodniej granicy.

Najważniejszym działaniem okazała się jednak minuta krzyku. Jana Shostak krzyczała pod instytucjami publicznymi, w telewizyjnych studiach i w Parlamencie Europejskim ustami goszczącego tam aktora Bartosza Bieleni. Jej krzyk nie pozwalał zapomnieć o dziejącej się tuż obok politycznej przemocy, łamaniu praw człowieka, odbieraniu nadziei. „Działania Shostak są minimalistyczne, dobitne, łączą cielesną dosadność i polityczny sens" – pisaliśmy o niej w naszym końcoworocznym zestawieniu kulturalnych olśnień.

Jej zaangażowana społecznie sztuka została nagrodzona Paszportem „Polityki" w kategorii kultura wizualna (drugim laureatem był Mikołaj Sobczak, malarz i performer queerujący politykę historyczną). Artystka odebrała nagrodę w sukni uszytej z materiału, na którym wydrukowane zostały portrety 1,2 tys. więźniów politycznych. Zamiast podziękowania przeczytała list do ich rodzin: – Dziękuję wam za wychowanie tak dzielnych i niezłomnych ludzi. Płaczę na samą myśl o tym, ile nerwów i zdrowia kosztuje was to poświęcenie, jak bardzo cierpicie, znosząc wiadomości o nieludzkich warunkach, przetrzymywaniu i prześladowaniu waszych bliskich. (...) Myślę o waszych bezsennych nocach, niekończących się bez skutku podróżach do kolonii karnych i cenzurowanych listach, kontrolowanych rozmowach i odwoływanych bez podania przyczyny spotkaniach (...). Tak bardzo chciałabym pomóc. Więc krzyczę, jak mogę, póki mogę. (...) Jak pisał jeden z naszych skazanych bohaterów: „Światło zwycięża. Jesteśmy niewinni".

Na koniec Shostak zaprosiła wszystkich do „Minuty krzyku dla Białorusi". Do jej głosu dołączyli inni nominowani obecni na gali.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.