Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Solidarnościowy koncert dla zmierzającej ku wolności Białorusi miał formułę dwujęzyczną. Z czwórki konferansjerów dwójka mówiła po polsku, a dwójka po białorusku. Na scenie wystąpili Polacy i Białorusini.

„Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena zabrzmiał tu nie tylko z powodu jego wolnościowego przesłania. Przypomniano, że Niemen, czyli Czesław Wydrzycki, urodził się na ziemiach dzisiejszej Białorusi. Górniak zaśpiewała „Dziwny jest ten świat” lepiej niż nasz hymn na mundialu w Korei, popisując się rozpiętością swego głosu, ubrana w „wielkie białe prześcieradło” z wymalowaną (wyszytą?) na piersi białoruską Pogonią, czyli rycerzem na koniu.

Popisy artystów przeplatały materiały dokumentalne o białoruskich manifestacjach i starciach z tamtejszą milicją oraz o popierających Białoruś masowych wystąpieniach zagranicznych.

Soyka śpiewa Miłosza dla Białorusi

Koncert był profesjonalny, tzn. ogólnie kulturalny.

Akompaniujący solistom Kukla Band pod dyrekcją Zygmunta Kukli to bardzo sprawny team muzyczny, więc nowe aranże znanych numerów wypadły przyzwoicie.

W programie znalazł się „Mój jest ten kawałek podłogi” Mr. Zooba w wykonaniu Sławka Uniatowskiego, było „Kocham wolność” Chłopców z Placu Broni w wykonaniu Reni Jusis, częściowo po białorusku.

Stanisław Sojka zaśpiewał słowami Czesława Miłosza - „Który skrzywdziłeś człowieka prostego/ Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,/ Gromadę błaznów koło siebie mając/ Na pomieszanie dobrego i złego”. A Janusz Radek powtórzył, za Jackiem Kaczmarskim, „Ducha czasu”.

Za to zakazany w ojczyźnie bard Zmicier Wajciuszkiewicz zaśpiewał po prostu „Żywie Biełaruś”. Niby okej, ale trochę zabrakło mi zbuntowanej muzyki garażowej.

Każdy z artystów kończył występ słowami wsparcia od siebie typu: „Pamiętamy o was”. Chwilami było patetycznie – słyszeliśmy o zbuntowanych białoruskich kobietach, o naukach Tadeusza Kościuszki - jak Niemen urodzonego na Białorusi, o międzynarodowej sobotniej (12 września) akcji podświetlania budynków światłami o białoruskich barwach - biało-czerwono-białych.

Zresztą gra świateł udała się już podczas koncertu. Na ekranach stanowiących sceniczne tło pojawiały się ruchome kompozycje graficzne, ciekawsze, gdy przyjmowały formę barwnych plam, niż gdy były regularnymi figurami. Sądząc po doborze kamerowych ujęć trafiających na ekran, inżynierowi wozu wyraźnie wpadła w oko atrakcyjna skrzypaczka z Kukla Bandu.

Któż się nie wzruszy, słysząc "Mury"

Gdy na scenie pojawił się ubrany tylko w skromne czarne dessous Białorusin Maksim Woitiul, pierwszy tancerz Polskiego Baletu Narodowego, bałem się, że jest tam za ciasno na jego cielesne wygibasy. Tym sugestywniejsze, że towarzyszyły im wpadające w ucho dźwięki Shumy, przedstawicielki białoruskiej etno-elektroniki. I rzeczywiście, raz Woitiul omal nie poleciał na łeb na szyję.

Na koniec wszyscy wykonawcy, idąc za przykładem Michała Gasza, wykonali nieśmiertelny kawałek Kaczmarskiego „Mury”. Któż się nie wzruszy, słysząc: „Wyrwij murom zęby krat/ Zerwij kajdany, połam bat/ A mury runą, runą, runą/ I pogrzebią stary świat!”.

Koncert był „koronawirusowy”: bez publiczności. Stanowili ją wyłącznie telewidzowie. Pokazały go trzy kanały TVP, w tym TVP Kultura na żywo, i Biełsat TV.

Tęsknisz za filmami, spektaklami, wystawami i koncertami? Podpowiadamy, co i gdzie oglądać, co czytać oraz czego słuchać – online i w realu. Zapisz się na nasz kulturalny newsletter 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.