Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wbrew temu, co można by sądzić, wiadomości napawających optymizmem można w tych dniach znaleźć całkiem sporo. Gdzie? Choćby na stronach lokalnych wydań "Wyborczej", które śledzę regularnie - także po to, by móc się z Państwem podzielić najciekawszymi przykładami dobrych wiadomości. Oto ich garść z zaledwie ostatnich kilkudziesięciu godzin.

Wybitny wrocławski naukowiec, pracownik tamtejszej politechniki, prof. Marcin Drąg, otworzył drogę do leku na COVID-19. Odkrycia nie opatentował, by świat mógł skorzystać z niego za darmo. A w rozmowie z "Wyborczą" wyjaśnia: - Spodziewałem się, że epidemia nadejdzie.

Drąg mówi w wywiadzie, którego udzielił Joannie Dzikowskiej, jak ze swoimi współpracownikami pracował nad rozwiązaniami, które mogą pomóc całemu światu w walce z pandemią, i jak udało się wykorzystać wiedzę na temat innych wirusów, z którymi ludziom przyszło się mierzyć w ostatnim czasie. 

- Chciałem, żeby w obliczu kryzysowej sytuacji, w jakiej się teraz znajdujemy, wszyscy naukowcy mogli korzystać z nich za darmo. To „prezent” od mojego laboratorium.

Prof. Marcin Drąg. Prof. Marcin Drąg.  Fot. Magdalena Wiśniewska-Krasińska

Dostaję mnóstwo wiadomości od chemików i biologów z całego świata, którzy wykorzystują już te wyniki w swoich badaniach. Z Polski też piszą. W niecały miesiąc naszą publikację pobrało ok. 100 tys. osób; normalnie takie prace są ściągane po kilkaset razy.

Pieniądze nie są najważniejsze. Jeśli jakieś laboratorium wykorzysta nasze wyniki, by dowiedzieć się więcej o koronawirusie, czy znajdzie dzięki temu lekarstwo, to będzie największa korzyść dla społeczeństwa.

Wiem też, że moja inicjatywa udostępniania wyników za darmo i bez patentowania zainspirowała kilka innych grup badawczych. To także daje mi satysfakcję, rozpoczęliśmy nowy trend.

Nie wiadomo, jak długo potrwa szukanie lekarstwa lub/i szczepionki na koronawirusa. Ale, jak dowiedzą się Państwo z rozmowy opublikowanej przez "Wyborczą", gros pracy zostało już wykonane przez zespół kierowany przez profesora Drąga. Należą się za to wielkie podziękowania! 

Kraków uruchamia linie medyczne, czyli autobusy tylko dla pracowników szpitali! Będą nimi mogli dojeżdżać do pracy. Miasto wyznaczyło 8 tras.

Prezydent miasta Jacek Majchrowski mówi "Wyborczej": - Z uwagi na zgłoszone przez dyrektorów szpitali w Krakowie problemy z dojazdem pracowników służby zdrowia zdecydowaliśmy się pomóc medykom w ten sposób. Od początku przyszłego tygodnia osiem specjalnych linii autobusowych będzie dowoziło lekarzy i pielęgniarki do pracy z podkrakowskich gmin. Zapewni to większe bezpieczeństwo pracownikom służby zdrowia, ich rodzinom i pacjentom.

Autobusy kursować będą od poniedziałku dwa razy dziennie. Zawiozą pracowników placówek na poranną i popołudniową zmianę. - Apelujemy do mieszkańców, by nie korzystali ze specjalnych linii, tak by wystarczyło miejsca dla medyków - mówi Łukasz Franek, dyrektor Zarządu Transportu Publicznego. W sumie na specjalne linie będzie skierowanych 10 autobusów.  

Bez wątpienia śladem władz Krakowa powinni pójść włodarze innych miast. Lekarze i pielęgniarki, pozbawieni odpowiedniego wsparcia ze strony państwa, są dziś jedną z najbardziej narażonych na zakażenie grup. Jeśli liczba medyków poddawanych kwarantannie będzie wzrastać, możemy mieć ogromne problemy. Znajomy lekarz, nomen omen z Krakowa, powiedział mi ostatnio: - Jeśli nic się nie zmieni, szybciej zabraknie nas niż sprzętu medycznego.

W Warszawie seniorom pomogą między innymi pracownicy żłobków. W czasie izolacji i kwarantanny nie mają zajęcia, miasto chce więc, by wsparli najstarszych obywateli. A oni bardzo chętnie się na to zgodzili!

W stolicy mieszka blisko pół miliona seniorów. Pozbawieni, decyzją rządu, możliwości przemieszczania się - jako grupa najwyższego ryzyka zakażeniem koronawirusem - skazani są na pomoc samorządu, który dba o dostarczanie im żywności i lekarstw.

Jak pisze w "Wyborczej" Małgorzata Zubik, nie wszystkie osoby w samoizolacji są w stanie wyjść do sklepu czy apteki. Ostatnio narażają się też na kolejki, ponieważ wiele starszych osób opacznie zrozumiało informację o godzinach senioralnych. Seniorzy myślą, że zakupy mogą robić wyłącznie między godz.10 i 12 i tłoczą się pod sklepami. – Pierwsza linia wsparcia to pomoc sąsiedzka. To fajnie zadziałało. Sam wywiesiłem na klatce informację, że robimy zakupy i zrobiliśmy ze dwa razy sąsiadce – mówi Paweł Rabiej.

Poza wolontariuszami seniorom, osobom niepełnosprawnym i tym, które przebywają w kwarantannie, pomagają też opłacani z miejskiej kasy pracownicy, w tym personel żłobków zamkniętych wraz ze szkołami. Rabiej: - Zareagowali na nowe zadania pozytywnie, opiekunki chcą mieć zajęcie.

Z pomocą w czasie pandemii i izolacji przychodzą też ludzie kultury. Noblistka Olga Tokarczuk przeczytała w ramach akcji prowadzonej przez Unię Literacką swoje opowiadanie "Próba generalna" z wydanego w 2001 roku tomu "Gra na wielu bębenkach".

"Robię herbatę. Za 10 minut zaczynamy" - taki napis zobaczyli najpierw ci, którzy czekali na internetowy odczyt. Tokarczuk zachęciła swoich czytelników i widzów, by zrobili to samo. A później zaczęła czytać: "Ostatnim komunikatem, jaki usłyszeli z radia, było, żeby szczelnie zasłonić okna. Potem radio umilkło". W rozmowie z "Wyborczą" przyznała: - Zapomniałam o tym tekście, dopiero kilka dni temu przyjaciółka uświadomiła mi, jak bardzo jest aktualny. Gdy pisałam "Próbę generalną", nie miałam świadomości, że prawie na całym świecie może zostać wprowadzony "lockdown".

Olga TokarczukOlga Tokarczuk Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta

Tekst z 2001 roku opowiada o starszym małżeństwie, osamotnionym, nieutrzymującym kontaktów z sąsiadami. Seniorzy słyszą w radiu niepokojący komunikat, a potem transmisja zamiera. Nie wiedzą, co się stało, czy to wojna? A może koniec świata? Ożywają między nimi stare waśnie i tworzą się nowe konflikty. 

Czytanie Tokarczuk to jedna z wielu odsłon internetowego życia kulturalnego. Codziennie informujemy o nim na stronach działu Kultura.

A już wkrótce w "Wyborczej" rozmowa z noblistką!

I jeszcze kilka zdań o pięknych, małych, ale bardzo potrzebnych gestach. Nasi reporterzy w całej Polsce śledzą, jak pomagamy sobie wzajemnie w czasach pandemii.

Mieszkańcy Wisły i Wiślańskie Centrum Kultury zaangażowali się w szycie maseczek, które ograniczają rozprzestrzenianie się koronawirusa. Potrzeby ciągle są ogromne, a wiele osób takich maseczek jeszcze nie ma.  Szyją bez przerwy, bo WCK ma tylko jedną maszynę! Ale praca nie ustaje, a maseczki - w dobie pandemii - doczekał się nawet kamienny niedźwiadek w parku miejskim - już ma! 

Zielonogórska Widzialna Ręka, lokalny oddział wielkiej akcji samopomocy zainicjowanej na Facebooku, rozdaje mieszkańcom miasta maseczki. Ostatnio - kolejne 2 tys. I zapowiada, że to nie koniec.

Mieszkańcy wsi Mostkowo w Zachodniopomorskiem zainicjowali zakup wody i papierowych ręczników dla pacjentów oddziału psychiatrycznego w Zdrojach. Akcję rozpoczął Paweł Jaskuła, na jego apel odpowiedzieli sąsiedzi, a także mieszkańcy okolicznych wsi. Dołączyli sklepikarze.

A Michał Sołtan mieszkający w centrum Warszawy wychodzi na balkon i koncertuje dla sąsiadów. Jego występy obejrzało już w sieci ponad milion osób!

I tak dalej... W taki właśnie sposób pomagamy sobie i czynimy dobro w czasie izolacji.

Do przeczytania za tydzień!

PRZECZYTAJ TEŻ: 5 książek na weekend. Zadie Smith o pięknie, Mizielińscy o parkach, Dołowy o walce nauki z religią

Tygodniowa dawka dobrych informacji - co niedzielę w Twoim mailu

 Optymistyczne zdjęcie tygodnia

Francuska Orkiestra Narodowa gra 'Bolera'Francuska Orkiestra Narodowa gra 'Bolera' AP / AP

"Bolero" w czasach pandemii. Członkowie Francuskiej Orkiestry Narodowej grają w swoich domach utwór Ravela. Przygotowania trwały wiele dni, po zmontowaniu całości do sieci wypuszczono nagranie. Efekt robi niesamowite wrażenie!

 
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.