Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kim jestem

Sama jestem czerwonym człowiekiem - urodziłam się w 1948 roku na Ukrainie, potem mieszkałam na Białorusi. Przeżyłam 40 lat w systemie sowieckim, nie jestem w żaden sposób wyizolowana ze swojego otoczenia. Przeszłam przez różne fazy: zamiłowania do tych ideałów, odejścia od nich i ostatecznego pożegnania się z nimi. Nie bardzo mi się podoba, kiedy ludzie teraz mówią, że od początku wiedzieli, iż ZSRR się rozpadnie. Nikt nie mógł przewidzieć, co się stanie.

Ojciec

Wstąpił do partii zaraz po drugiej wojnie światowej, był patriotą, walczył pod Stalingradem. A po locie Gagarina uwierzył, że jesteśmy wielcy i wszystko potrafimy. Pod koniec życia stracił pamięć, ale i tak prosił o to, żeby go pochować z legitymacją partyjną. Tak też się stało. Nie potrafił żyć w wolnym kraju. Upadek komunizmu był dla niego tragedią.

Wychowanie

Już w wieku siedmiu lat należałam do Październiczków - organizacji, która miała wychować dzieci w duchu komunizmu - nosiłam czerwoną odznakę z młodym Leninem, potem byłam pionierką, komsomołką. Po szkole zbieraliśmy się całą klasą, żeby jechać do pracy w polu, i gardziliśmy tymi, którzy odmawiali. Strasznie żałowaliśmy, że nie braliśmy udziału w rewolucji.

Opowieści

Dość szybko zorientowałam się, że to, czego uczą w szkole, to manipulacja. Wychowałam się w małej wiosce na Białorusi, wakacje spędzałam u babci w podobnej wiosce na Ukrainie i wszystkie te wielkie, opisywane w podręcznikach sprawy, jak druga wojna światowa czy zakładanie kołchozów, znałam z opowiadań. Przed domami były ławki, na których siedziały starsze kobiety i opowiadały o tym, co przeżyły. Dorastałam w atmosferze zaciekawienia człowiekiem.

Pierwszy Nobel dla Białorusi. Swietłana Aleksijewicz laureatką Nagrody Nobla z literatury za rok 2015!

Babcia

Była najukochańszym człowiekiem, bliższym mi niż ktokolwiek z rodziny, niż jakikolwiek mężczyzna. Kiedyś przechodziłyśmy z babcią obok jednego domu i rzuciła: "A tutaj mieszka kobieta, która zjadła własne dzieci". W ten sposób dowiedziałam się o Wielkim Głodzie na Ukrainie, który był skutkiem kolektywizacji rolnictwa. Dowiadywałam się, że nic nie jest czarno-białe. Zrozumiałam, do jakiego stopnia historia w książkach jest fałszowana.

Radzieckie gazety

Chciałam być dziennikarką, obnażyć ten fałsz. Interesowało mnie funkcjonowanie człowieka w społeczeństwie. Skończyłam studia dziennikarskie, przepracowałam siedem lat w różnych tytułach, chyba nawet byłam niezłą dziennikarką. Kiedyś zobaczyłam mężczyznę, który nie miał nóg ani rąk i przemieszczał się na desce z kółkami. Kompletnie pijany i palił papierosa. To był dla mnie prawdziwy obraz wojny, a nie wojenni bohaterowie. Ale nie mogłam o nim napisać w gazecie. Przynajmniej nie w radzieckiej gazecie.

Kobiety na wojnie

W wiosce, w której się wychowałam, właściwie nie było mężczyzn. Był mój ojciec i kilku weteranów, którym udało się przeżyć, a inni mężczyźni zginęli w partyzantce albo na froncie. Dorastałam otoczona kobietami. Ich opowieści mają inny wymiar, pokazują potworniejsze oblicze wojny.

Spotkałam kobietę, która poszła na wojnę jako 16-latka i kiedy wróciła, nie mogła patrzeć na czerwony kolor, kojarzył jej się z krwią. Była u lekarzy, brała pigułki. Wyzdrowiała dopiero wtedy, gdy urodziła pięciu synów. Rozmawiałam ze snajperką, której było żal, że musiała zabijać młodych, pięknych oficerów. Z dziewczyną, która na froncie myślała tylko o tym, żeby nie zginąć w błocie. Widziała martwe żołnierki leżące w kałużach i nie chciała tak umierać. Uważałam, że to jest prawda o wojnie.

Książka czasów pierestrojki

Pisana od 1978 do 1985 roku "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" przez trzy lata leżała na biurkach cenzorów. Uważali, że dyskredytuję wizerunek bohaterskiej kobiety radzieckiej. Musiałam poczekać na pierestrojkę, a wtedy ludzie kupili 2 mln egzemplarzy, do czytania zachęcał Gorbaczow. Książka służyła moim bohaterkom niemal jak dokument. Przychodziły z nią do komitetów powiatowych i kiedy chciały coś załatwić, powoływały się na jej treść. Najciekawsze, że to działało.

Jednak wiele kobiet, które opisywałam, uznało, że odebrałam im aureolę bohaterek. Ale społeczeństwo przyjęło książkę bardzo pozytywnie, czytelnicy odpowiadali tym kobietom, że to są właśnie prawdziwe bohaterskie opowieści, a nie propagandowe historie o zabijaniu. Ludzie wtedy potrzebowali prawdy.

Wywiady

Rozmawiałam z ludźmi w pociągach, na demonstracjach, pod budkami z piwem. Zadawałam proste pytania - o muzykę, fryzury, miłość, zazdrość, dzieciństwo - i to pozwoliło mi odejść od kłamstwa w książkach i mediach. Przy tych wywiadach najtrudniejsze nie były wcale okropności, o których ludzie opowiadali - wiadomo, że podczas wojny czy katastrofy w Czarnobylu działy się potworne rzeczy. Najtrudniejsze było to, że mimo iż rozmawialiśmy przez pół dnia, razem płakaliśmy, oni ciągle powtarzali to, co wyczytali w gazetach, co znali z propagandy. Zawsze czekałam na zdanie: "A teraz opowiem coś, ale nie do książki, tylko dla ciebie". Moje książki są poskładane z takich momentów.

Poniżenie

W socjalizmie pieniądze się nie liczyły, bo wszyscy mieli praktycznie to samo. Oczywiście byli wysoko postawieni liderzy partii, którzy mieli przywileje i więcej pieniędzy od innych. Ale nawet to w porównaniu z majątkiem, który dzisiaj ma Abramowicz i inni oligarchowie, to była pestka, oni nie byli miliarderami. A tu nagle z jednej strony byli miliarderzy, którzy ukradli pieniądze, a z drugiej - dzieci, które mdlały w szkole, bo nie miały co jeść. W latach 90. naród został ograbiony i poniżony, życie stało się gorsze niż za władzy sowieckiej.

Głód idei

Ludzie rozczarowani kapitalizmem i wolnością znowu zaczęli odczuwać głód idei. A decydenci zrozumieli, czego potrzebuje naród, i im to dają. Lata 90. były oczyszczające dla rosyjskiego społeczeństwa. Przez jakiś czas mówiło się o Stalinie, o łagrach, krytykowało się komunizm. Potem wydano dzieła Sołżenicyna, ale już nikt ich nie czytał, nikt się tą prawdą nie interesował. Niedawno na stronie internetowej rządu zadano pytanie: "Czy jesteście gotowi oddać swoje życie i życie swoich dzieci po to, żeby poprzeć politykę Putina?". I 37 proc. respondentów kliknęło "tak". Czerwony człowiek, który potrafi żyć tylko w systemie totalitarnym, siedzi jeszcze w skórze Rosjan.

Wolność

Jedziesz przez Litwę, zatrzymujesz się po drodze, miejscowi natychmiast zaczynają rozmawiać o polityce, o wolności. U nas nic takiego nie ma. Ludzie w wiosce powiedzą ci: "Wolność? Jaka wolność? Masz kiełbasę w sklepie, jaką chcesz, wódkę, jaką chcesz - Putinka, Gorbaczowka. To jest wolność". A jak próbujesz namówić ich na poważną rozmowę, patrzą na ciebie jak na kogoś z innej planety.

Prawosławie

Mamy nowe średniowiecze. Kozacy z nahajkami stoją przed teatrami i decydują, co może być wystawiane. W Nowosybirsku z powodu protestów odwołano dyrektora opery i zdjęto spektakl. W niektóre rzeczy trudno uwierzyć. Wsiadam do taksówki w centrum Moskwy, kierowca pyta: "Pani jest prawosławna?". Mówię, że babcia mnie ochrzciła w tajemnicy przed ojcem. To proszę wsiadać, to prawosławna taksówka. Pytam: "A co by było, gdyby babcia mnie nie ochrzciła?". "Poszłaby pani piechotą". Rozłam jest dzisiaj wszędzie, i w Rosyjskim Pen Clubie, i w teatrach, i w gazetach, i w czasopismach. Można stracić pracę, jeśli nie ma się odpowiednich poglądów.

 

Co znaczą "czasy secondhand"

Nie ma żadnych nowych idei, nowych pomysłów na ten kraj. Wracamy do ZSRR, z tą tylko różnicą, że dodaliśmy prawosławie. W 2000 r., kiedy Jelcyn wysunął Putina jako kandydata na prezydenta, byłam akurat w Irkucku. Było tam muzeum łagrów z wielką mapą obozów na Syberii. Pytałam ludzi stamtąd, na kogo będą głosować - mówili, że na Putina. Tłumaczyłam, że przecież był funkcjonariuszem KGB, a to właśnie ta organizacja to wszystko zbudowała. Odpowiadali: "Zobaczyliśmy już, co to demokracja, co to oligarchowie, to jeden wielki bałagan. Tylko KGB jest w stanie wprowadzić jakiś ład w naszym kraju". To nie byli tylko staruszkowie, ale także ci w średnim wieku i młodsi. A wszyscy świetnie wiedzieli, co to są łagry, bo się wychowali w ich pobliżu. To nic nie zmieniło w ich myśleniu.

Nienawiść

Nienawiść jest dzisiaj podstawowym produktem telewizji rosyjskiej i białoruskiej. 84 proc. Białorusinów popiera Putina, co oznacza, że ludzie nie zbudowali jeszcze nowej - odrębnej od Rosji - świadomości. Jeszcze niedawno z tymi samymi ludźmi chodziłam na 100-tysięczne demonstracje, zrzucałam pomniki. Przed 20 laty krzyczeliśmy: "Wol-ność! Wol-ność! Jel-cyn! Jel-cyn!", a dziś oni krzyczą: "Pu-tin! Pu-tin!".

Emigracja

Wyjechałam na początku wieku na znak protestu przeciwko reżimowi Łukaszenki, lecz nie wyobrażałam sobie, że on zostanie tak długo przy władzy. Przez 11 lat mieszkałam w różnych krajach Europy, raz na jakiś czas odwiedzałam Białoruś, ale zdecydowałam się wrócić do Mińska. Sposób, w jaki pracuję - prowadząc długie rozmowy z ludźmi - sprawia, że muszę być na miejscu. Nie mogę mieszkać na Zachodzie i czytać w internecie o tym, co się dzieje.

O czym tu jeszcze pisać?

35 lat zajmowałam się badaniem społecznego zła. Napisałam pięć książek: o kobietach i dzieciach na wojnie, o Afganistanie, o Czarnobylu i krachu ZSRR. Razem to encyklopedia radzieckiego życia. Dlaczego tak wielkie cierpienie nie przekłada się na wolność? Nie wiem. Nie znalazłam odpowiedzi. Dzisiaj zajmują mnie już bardziej tematy metafizyczne - piszę jedną książkę o miłości, a drugą o starości i śmierci.

Cytaty z publikowanych w "Wyborczej" i jej dodatkach rozmów Swietłany Aleksijewicz - z Urszulą Jabłońską ("Wysokie Obcasy"), Lidią Ostałowską , Romanem Pawłowskim , Magdą Piekarską i Ewą Wołkanowską-Kołodziej

Książki Swietłany Aleksijewicz są dostępne w wersji elektronicznej na Publio.pl >>

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.