Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rosja, Białoruś i Francja mają wspólnie nakręcić film fabularny o złożonym z Francuzów pułku lotniczym Normandie-Niemen, który walczył w czasie II wojny światowej pod sowieckim dowództwem. W filmie ma zagrać Gérard Depardieu. Francuski aktor od kilku miesięcy zbierał fundusze na ten projekt. Teraz rosyjska gazeta "Izwiestia" ujawniła, że pieniądze na film przekazała już Białoruś.

- Łukaszenka dał 2 mln dol. od razu po wizycie Gérarda Depardieu na Białorusi. Polecił ministrowi finansów wydać pieniądze. Teraz producent Gérarda Arnaud Frilley zajmuje się kwestiami organizacyjnymi - powiedział w wywiadzie dla "Izwiestii" Nikołaj Borodaczow, generalny dyrektor Państwowego Funduszu Filmowego Rosji.

Właśnie Państwowy Fundusz Filmowy będzie reprezentował w tej produkcji Rosję. 66-letni Depardieu ma dobre kontakty z Kremlem. W 2013 r. przyjęto wniosek aktora o nadanie mu rosyjskiego obywatelstwa i od tego czasu nie kryje on sympatii do Władimira Putina.

"To dla nas ogromne pieniądze"

W lipcu aktor odwiedził Białoruś. Serdecznie przyjął go Aleksander Łukaszenka, który na Zachodzie jest nazywany ostatnim dyktatorem Europy. Prezydent i aktor razem kosili trawę w jednej z rezydencji głowy państwa.

- Jestem zachwycony Białorusią. Słyszałem dużo krytycznych opinii, ale okazało się, że to nieprawda. Wasz prezydent bardzo dobrze sobie radzi w światowej polityce - oświadczył Depardieu. Dopiero teraz wyszło na jaw, że jego fascynacja Łukaszenką ma też finansowe tło.

- Dla białoruskiego kina 2 mln dol. to ogromne pieniądze. Zwłaszcza teraz, w czasie kryzysu gospodarczego - tłumaczy "Wyborczej" białoruski krytyk filmowy Andrej Rasinski.

Jego zdaniem film z udziałem Depardieu może stać się jednym z najdroższych w historii lokalnej kinematografii. Rasinski uważa, że decydujący wpływ na decyzję o jego dofinansowaniu miało polityczne znaczenie wizyty Depardieu w Mińsku.

- Depardieu jest w świecie znaną figurą. Jego wizyta u nas została odebrana jako pewna forma uznania Białorusi przez Europę - mówi Rasinski.

Tour de b. ZSRR

Ten schemat - wizyta w kraju rządzonym przez autorytarnego przywódcę, głośne zachwyty w mediach i w efekcie współfinansowanie przez ten kraj projektu z udziałem Depardieu - Francuz ma już przećwiczony. W ciągu ostatnich pięciu lat Depardieu odwiedził w podobnym celu Azerbejdżan, Uzbekistan i Kazachstan.

W Uzbekistanie nagrał piosenkę z Gulnarą Karimową, córką prezydenta Islama Karimowa.

 

W Azerbejdżanie wychwalał prezydenta Ilhama Alijewa - zaraz znalazło się wsparcie dla filmu dokumentalnego "Podróż na Kaukaz" opowiadającego o wizycie Depardieu w tym państwie. Budżet wyniósł 350 tys. dol.

W 2014 r. na ekrany kin wszedł kazachski film z udziałem Depardieu "Głos stepu". Miał on budżet w wysokości 5 mln dol. i był finansowany z państwowej kasy. Kazachską premierę zaszczycił prezydent Nursułtan Nazarbajew.

- Prowadzi pan mądrą politykę w interesie swego kraju. Zrobił pan to, co może zrobić tylko wielki przywódca państwowy - mówił do niego Depardieu.

Obrońcy praw człowieka krytykują wizyty Depardieu w autorytarnych państwach. Zwracają uwagę na to, że przywódcy wykorzystują aktora propagandowo. Jednak na Depardieu podobne zarzuty nie robią wrażenia.

- Depardieu handluje swoją dawną sławą, świadcząc faktycznie usługi piarowskie. Autorytarne reżimy płacą mu grube pieniądze, więc nie zwraca uwagi na krytykę - mówi "Wyborczej" Swietłana Kalinkina, wicenaczelna opozycyjnego białoruskiego dziennika "Narodnaja Wola".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.