Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan"

 

Hey

 

Supersam Music

Prawie jak w "Mikołajku" - karnie, grzecznie, uczesani, w wyprasowanych koszulach, z kartonikiem z nazwą w łapkach - na okładce nowej płyty zmultiplikowany Hey upozowany jest na klasę uczniów z pamiątkowego zdjęcia w sali gimnastycznej.

Fajny żart, skromność i autoironia - ujmujące. I oni, ci ze zdjęcia, i my, którzy zaczynamy słuchać ich nowej płyty, wiemy przecież, że Hey dawno już odrobił swoje lekcje. Teraz może uczyć innych.

- W czasie pracy nad tą płytą powstało kilkadziesiąt pomysłów, pomysłów na pomysł, bzdur, dziwnych fraz, a nawet prawie gotowych piosenek - mówi gitarzysta Paweł Krawczyk. Dziwaczny tytuł płyty i równie odjechane piosenki w środku współgrają z aurą lekkiego szaleństwa wokół tego albumu.

Ale spokojnie, wszystko jest pod kontrolą. Hey odszedł możliwie jak najdalej nie tylko od czasów "Teksańskiego" czy "Misiów", ale nawet piosenek z albumu "[sic!]". Dziś potrafi rzucić w kąt gitary, oprzeć się niemal całkiem na elektronicznych brzmieniach. Nie boi się konfundować nawet najbardziej oddanych fanów. Avant pop, synthpop, oldskulowy gitarowy klimat godny filmów Lyncha, neofolkowe naleciałości, chillwave - tu może przydarzyć się wszystko.

Z tym że to jest formacja zbyt dojrzała, aby po prostu łapczywie chwytać różne nowe trendy i pospiesznie zlepiać z nich coś po swojemu. Słychać, że z namysłem pochyla się nad każdą nutą, by nadać jej "heyowy" znak firmowy. Czyli zamienić w fajne piosenki, które grupa mimo swego alternatywnego zacięcia cały czas pisze ("Co tam", "Podobno", "Wilk vs kot", "Bez chorągwi"). A śpiewa je przecież niepowtarzalna Katarzyna Nosowska, lirycznie tym razem lekko w rejonach okołobuddyjskich.

Żeby trzymać się terminów szkolnych - Hey jest dziś klasą sam dla siebie.

No dobrze, ale jak dochodzili do takiego statusu?

- Podejrzewam, że gdyby nie założenie zespołu, moja skłonność do melancholii doprowadziłaby mnie na krawędź rozpaczy - mówiła kiedyś o początkach Heya Nosowska.

Od rozpaczy uratował ją wtedy Piotr Banach. Szczeciński muzyk zaczynał jako perkusista w reggae'owym Grassie i punkowych Kolaborantach, a po zamianie bębnów na gitarę założył funkmetalowy Dum Dum. Nosowska w tym czasie zbierała doświadczenia w zespołach Włochaty i Kafel, wspomagała w chórkach późniejsze legendy polskiego undergroundu Pidżamę Porno i Alians.

Gdy wczesnym latem 1992 Banach zadzwonił do niej z propozycją nowej grupy, miała powody do frustracji. Za radą rodziców skończyła technikum odzieżowe, próby dostania się do szkoły aktorskiej spełzły na niczym. Zaczepiła się na poczcie, gdzie wprowadzała dane do bazy danych - miałka rutynowość tego zajęcia doprowadzała ją do łez. Występy na scenie alternatywnej wydawały się odległą przygodą nie do powtórzenia.

Pomysł Banacha jednak zaskoczył. Doszli basista Jacek Chrzanowski, gitarzysta Marcin Żabiełowicz i perkusista Robert Ligiewicz. Zafascynowany Indianami Banach nazwę pożyczył z bitewnego okrzyku Dakotów "hokka hey".

Ledwie miesiąc po powstaniu zespół jedzie na festiwal w Jarocinie - mając w repertuarze raptem cztery i pół piosenki. Gdy publiczność nie chce wypuścić ich ze sceny, muszą grać ponownie te same numery. Festiwal zostaje podbity. Reszta to historia popkultury III RP.

listopad 1992

Hey podpisuje kontrakt na płytowy debiut z Izabelin Studio. Część repertuaru powstaje z marszu, w studiu. - Raptem znaleźliśmy się na długo w jednym domu, w Kampinosie, praktycznie w jednym łóżku - wspominał Banach. - Wszyscy poklepywali nas po ramieniu, głaskali, chuchali. Minęło pół roku i ta świeża, cudowna, spontaniczna płyta okazała się wtórnym, wyrachowanym albumem obliczonym na tani efekt. To znaczy - weszliśmy w sferę sukcesu.

W tym czasie gwiazdą numer jeden w Polsce są Wilki. Odmieniony T.Love kontynuuje dobrą passę i po "Pocisku miłości" nagrywa album "King". Pojawia się pierwsza płyta Edyty Bartosiewicz - na razie w całości po angielsku - "Love".

W ogóle w kulturze trwa symboliczna zmiana warty - umierają wielcy aktorzy Dmochowski i Łomnicki. Polański kręci "Gorzkie gody", ale i tak cała Polska żyje dialogami z "Psów" Pasikowskiego. Nowym idolem zostaje Bogusław Linda. Stasiuk debiutuje "Murami Hebronu", znany z pisma "bruLion" Marcin Świetlicki (który już zdążył zasłynąć manifestacyjną frazą "ząb mnie boli") wydaje pierwszy tomik "Zimne kraje" i zakłada Świetliki.

luty 1993

Jest - pierwszy album, "Fire". - Byłam wtedy "grunge'ówką" - mówi Nosowska. Istotnie, związek stylistyczny z kapelami z Seattle i okolic jest bezdyskusyjny. Zespół paraduje w martensach i flanelowych koszulach. Publiczność widzi w nich gwiazdę nowej dekady - 100 tysięcy egzemplarzy schodzi na pniu, a zespół jest nieustannie w trasie.

Jest czego słuchać i co czytać - Kult wydaje legendarnego dziś "Tatę Kazika", Jerzy Pilch publikuje "Spis cudzołożnic", debiutuje Tokarczuk. Kieślowski wygrywa festiwal w Wenecji filmem "Trzy kolory. Niebieski", a Kozyra ogłasza swój dyplom - "Piramidę zwierząt".

kwiecień 1994

Największe wyzwanie, czyli druga płyta. Udaje się - po "Ho!" popularność zespołu przybiera formę Heyomanii. 300 tys. egzemplarzy i platyna. Grupa 9 października występuje w katowickim Spodku, co rejestruje MTV. Ma to być rzekomo przymiarka do kariery międzynarodowej.

Tymczasem o polskiej kulturze jest głośno w zupełnie inny sposób - nasi ludzie z branży filmowej dostają Oscary za pracę przy "Liście Schindlera".

A Hey ma coraz więcej rywali na lokalnej scenie. Bartosiewicz nagrywa "Sen", a Varius Manx - "Emu". Edyta Górniak z piosenką "To nie ja" zajmuje 2. miejsce na festiwalu Eurowizji. Polska muzyka zaczyna mocno skręcać ku estetyce popowej. Nie wszyscy jednak przyjmują to do wiadomości - krakowski bard Maciej Maleńczuk debiutuje ze swoim jak najbardziej rockowym zespołem Homo Twist.

1995

Hey na rozdrożu. Kariera zagraniczna okazuje się mirażem, ale ukazuje się trzecia płyta - "?". Zmiany, zmiany, zmiany - muzyka bardziej stonowana, Nosowska porzuca image grunge'owej dziewczynki, farbuje włosy. No i spodziewa się dziecka.

Poza tym to już czas, gdy polska scena popem stoi - rekordy popularności bije album "Sax & Sex" Roberta Chojnackiego. A komercyjny potencjał ujawnia polski hip hop w osobie Liroya. Kto zauważył wtedy debiut Myslovitz? Także publiczność przyciąga mainstream. Marek Kondrat i Renata Dancewicz na festiwalu w Gdyni dostają nagrody za "Pułkownika Kwiatkowskiego" Kutza, ale przeciętny widz ekscytuje się ich udziałem w serialu "Ekstradycja".

jesień 1996

Polska poezją stoi - co pieczętuje Nobel dla Szymborskiej. A Nosowska ucieka ze świata muzyki gitarowej w brzmienia elektroniczne i wraz z zafascynowanym trip-hopem Banachem realizuje solowy "puk.puk". Ten stylistyczny zwrot posmak estetycznej deklaracji: zostawiamy za sobą rock dla nastolatków.

Ale rząd dusz zaczynają u nas sprawować znacznie mniej ambitni Ich Troje i Łzy. Światowy mainstream przybywa nad Wisłę w sensie ścisłym - w Warszawie gra Michael Jackson.

Z rzeczy, które będą miały znaczenie - Zbigniew Libera pokazuje "Lego. Obóz koncentracyjny", zawiązuje się też Grupa Ładnie, czyli Sasnal, Maciejowski i Bujnowski.

sierpień 1997

Co prawda trzy miesiące wcześniej Hey wydaje album "Karma", ale cały rok upływa pod znakiem nowej wersji jego starego przeboju "Twoja i moja nadzieja", który staje się piosenką-cegiełką na rzecz pomocy ofiarom "powodzi stulecia", która dotknęła południową Polskę.

Ludzie szukają rozrywki i ją dostają - "Sztos" Lubaszenki i "Kilera" Machulskiego. Budka Suflera wraca na szczyt list przebojów przebojem "Takie tango", a T.Love nagle zdobywa nastoletnią publiczność pastiszowym "Chłopaki nie płaczą". Laureatem pierwszej nagrody literackiej Nike zostaje Wiesław Myśliwski.

lipiec 1999

Lider Piotr Banach decyduje się odejść z zespołu. Nosowska - pisująca wówczas felietony do "Filipinki" - publikuje tekst "Hey is dead". By dokończyć trasę promującą album zatytułowany po prostu "Hey", do grupy dołącza gitarzysta Paweł Krawczyk.

"Hey is dead" Nosowskiej jest jak memento dla całej sceny mijającej dekady. Publiczność bawi się przy dźwiękach zgoła innych niż rockowe gitary. Debiutują Golec uOrkiestra, ale hitem nr 1 jest wspólna płyta Kayah i Gorana Bregovicia. Publiczność po tańcach w rytm przeboju "Prawy do lewego" idzie do kina powtarzać lekcje patriotycznej historii na "Ogniem i mieczem" (dużo biesiad) i "Pana Tadeusza" ("Kochajmy się!" w takt poloneza).

październik 2001

Przyjęty na zastępstwo Krawczyk prowadzi grupę na nowe szlaki. Zespół coraz śmielej zerka w stronę gitarowej alternatywy. Także Nosowska okrzepła jako tekściarka i coraz chętniej przenosi swoje doświadczenia solowe do pracy w zespole. Dokumentem przemiany jest album "[sic!]", który odkrywa dojrzałe oblicze Heya. Także lirycznie. "Fajne teksty piszesz, Kaśka" - powiedział wtedy Nosowskiej guru Janerka.

Masowa publiczność ma już jednak innych idoli, rozkręca się polski hip-hop. Kultura masowa atakuje szeroką ławą - jest pierwsza edycja "Big Brothera", jest sukces pierwszych książek Grocholi i Wiśniewskiego.

listopad 2002

Hey świętuje 10. urodziny długą trasą koncertową. Z jednej strony status gwiazdy, z drugiej - coraz wyraźniejszy dystans do mainstreamu. Zespół wyraźnie daje do zrozumienia, po której ze stron barykady ustawia się w starciu alternatywy z płytkimi popem a la polsatowski "Idol". Ten podział dotyka całego życia społecznego, czego dowodem portret sfrustrowanego inteligenta w "Dniu świra" Koterskiego. Oba obozy kreują własne gwiazdy - Dorota Masłowska dekontruuje współczesny język w "Wojnie polsko-ruskiej", Doda kreuje się na gwiazdę na pierwszej płycie zespołu Virgin.

listopad 2003

Album "music.music" potwierdza, że nowa linia Heya to nie eksces, lecz stała koncepcja - eklektyzm brzmień plus dobre teksty.

Nie tylko Heyowi marzy się ucieczka od masowego banału. Podczas gali Fryderyków triumfują Raz Dwa Trzy i Sistars.

listopad 2005

Gdy Hey wydaje "Echosystem", pierwszy album wydaje zespół Blog 27 złożony z dziewczyn, które... urodziły się w roku debiutu Heya.

Festiwal w Sopocie grzebie karierę Mandaryny i udowadnia, że Doda (otrzymuje "Słowika publiczności") potrafi śpiewać. Ale 2005 rok to także rewelacje: "Miasto Mania" Marii Peszek oraz "Powstanie warszawskie" grupy Lao Che, która wpuszcza do polskiej muzyki tematykę historyczną. W ogóle idzie coś nowego i świeżego - Witkowski wydaje "Lubiewo".

wrzesień 2007

Hey gra koncerty Unplugged. Wydane na płycie - z kapitalnie zaaranżowanymi piosenkami - stają się hitem roku.

W tle maksymalny kontrast: "Testosteron" i "Ranczo Wilkowyje" w kinach, a w radiu - Feel z "Jest już ciemno" i Doda z "Diamond Bitch".

październik 2009

Najbardziej jak dotąd eksperymentalny w karierze zespołu album: "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!". Miłość kwitnie też między wokalistą Behemotha Nergalem a Dodą. Ratunku!

Ratunek przychodzi ze strony Smarzowskiego ("Dom zły") i Lankosza ("Rewers").

maj 2010

Hey w rękach remikserów, didżejów i producentów muzyki elektronicznej. Efekt to "Re-MURPED!", poddane daleko idącej dekonstrukcji nagrania z poprzedniej płyty studyjnej.

Intrygujący pomysł wpisuje się w łapanie oddechu przez polską muzykę - skoro popowy album może być tak bardzo nieoczywisty i świeży jak "Granda" Brodki, to nie jest z nami tak źle.

Gdy Hey startował, najlepsze płyty rozchodziły się w kilkusettysięcznych nakładach. Dziś Złotą Płytę daje w Polsce 15 tys. egzemplarzy. Ale 20 lat temu rockowy boom trochę zaciemniały rzeczywisty obraz. Polska muzyka na gwałt próbowała nadrabiać dystans do świata, zapamiętale kopiując anglosaskie trendy. Po oryginalności, z której słynęła nasza scena lat 80., nagle pozostało wspomnienie. Dziś odwrotnie - cyfrowa rewolucja niemal zabiła rynek fonograficzny, ale w zamian dała dostęp do światowego obiegu. Wychowane na festiwalach nowe pokolenie wykonawców już nie musi gonić światowej sceny - ono po prostu ją współtworzy. Jest bardziej barwne, zróżnicowane i pewne swoich wyborów.

Hey jest dla niego trochę jak drogowskaz. Jak gwiazdy anglosaskiej alternatywy odnalazł własny język. Pokazuje, jak od fascynacji światowymi trendami przejść do tworzenia własnej muzyki i przez dwie dekady zachować autentyzm, wiarygodność i kreatywność. Od legionu śpiewających dziewczyn po kapele mieszające gitary z elektroniką, od grup wrzucających muzykę do sieci po małe wytwórnie stawiające na nisze - wszyscy oni są u nas trochę z Heya.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.