Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W rozwijającą się polską gospodarkę znienacka uderza spowolnienie. Indeksy giełdowe lecą na łeb na szyję. Firmy wstrzymują wprowadzanie nowych produktów, a co za tym idzie - te, które zajmują się reklamą i mediami, redukują działalność i zwalniają pracowników.

Brzmi znajomo? Wbrew pozorom nie chodzi jednak o współczesność, tylko o poprzedni kryzys sprzed 11 lat. Przeżywaliśmy go boleśniej, bo przydarzyło nam się to po raz pierwszy w kapitalizmie. Może z dzisiejszego też się zrodzi jakiś fenomen w popkulturze?

- Błogosławię tamten kryzys - mówi dziś Rafał Kosik. - Gdyby nie on, byłbym dzisiaj bardzo bogatym i bardzo sfrustrowanym przedsiębiorcą reklamowym.

- Kryzys dodaje skrzydeł, bo kiedy się nie ma już nic do stracenia, robi się rzeczy, na które w normalnych czasach człowiek by się nie zdecydował - dodaje jego żona Katarzyna Sienkiewicz-Kosik, współwłaścicielka firmy Powergraph, która utonęła w długach podczas tamtego kryzysu. Spłaciła je z "Felixa, Neta i Niki".

 

Skąd szalony pomysł, żeby firmę uratować za pomocą powieści dla dzieci?

- Zawsze chciałem być pisarzem - mówi Kosik. - Lubiłem fantastykę pisać i czytać. Pierwszą powieść science fiction "Mars" napisałem jeszcze przed kryzysem. Przede wszystkim jednak wtedy właśnie mój syn wchodził w wiek szkolny i chciałem mu przekazać swoją pasję do fantastyki. Odkryłem, że współczesnego młodzieżowego science fiction po polsku nie ma wcale, a stare jest już do niczego. Zacząłem mu czytać "Ci z dziesiątego tysiąca" Broszkiewicza z lat 60. Na 40 stronie obaj mieliśmy dosyć. Uznałem, że to jest luka na rynku - przecież nie byłem jedynym ojcem w Polsce, który chciałby dać synowi coś ciekawego do czytania.

Rosiczka-ludojad w gimnazjum

Powieści z cyklu o Felixie, Necie i Nice to coś w rodzaju propedeutyki science fiction, przystępnego objaśnienia nastoletniemu czytelnikowi tematów, którymi zajmuje się fantastyka dla dorosłych, jak sztuczna inteligencja, nanotechnologia, wszechświaty równoległe czy tajne nazistowskie programy zbrojeniowe. Naukowa fantastyka miesza się tu z popularyzacją prawdziwej wiedzy (przypisy i odautorskie komentarze wyraźnie odróżniają jedno od drugiego).

Fantastyce towarzyszy jednak realistyczne obyczajowo odtworzenie sytuacji współczesnych gimnazjalistów. Trójka bohaterów poznała się w fikcyjnym warszawskim Gimnazjum nr 13 im. Stefana Kuszmińskiego (genialnego naukowca, który odkrył przed laty napęd antygrawitacyjny - bohaterowie już w pierwszym tomie odnajdują tajne zapiski patrona swojej szkoły). Bohaterowie nie przeżywają fantastycznych przygód w latającym talerzu albo nawiedzonym pensjonacie, za to stykają się z przemocą rówieśniczą, znieczulicą społeczną i niekompetencją nauczycieli.

Nauczyciel informatyki pan Eftep o komputerach wie mniej od Neta, a nawet Felixa, choć i tak góruje wiedzą nad dyrektorem, magistrem inżynierem Juliuszem Stokrotką, który nie umie nawet niczego sprawdzić w Google'u.

Nauczyciele stawiają uczniom niesprawiedliwe, arbitralne oceny. Faworyzują lizusów, prześladują uczniów zdolnych, ale niepokornych, jak trójka bohaterów. Z drugiej strony czasem bywają aż zbyt kompetentni, co przejawia się np. grasowaniem po gimnazjum zmutowanej gigantycznej rosiczki-ludojada, ubocznego produktu eksperymentów pana Butlera od biologii.

Gimnazjalnym utrapieniem, które - o ile mi wiadomo - Rafał Kosik w polskiej prozie młodzieżowej opisał jako pierwszy, są różnice społeczne.

Kosik pokazuje systemową bezradność współczesnej szkoły wobec problemu społecznej nierówności uczniów. Nikt nie ma na to dzisiaj dobrej recepty - ani lewica, ani prawica.

Publicyści obu stron opisują ten temat z ogromną porcją hipokryzji. Lewica uważa, że jak kogoś stać na markowe ciuchy, to już nie jest biedny (bo nie rozumie, że pierwszą potrzebą ubogiego dziecka jest maskowanie ubóstwa, co Nika robi markowymi butami).

Prawica uważa z kolei, że wszystkie nierówności da się zamaskować szkolnym mundurkiem, co jest przecież idiotyzmem wobec banalnego faktu, że na samym początku roku szkolnego w każdej szkole w Polsce dzieci zmuszone są ujawnić swój status społeczny nieśmiertelną pracą domową pod tytułem "Jak spędziłeś wakacje".

I to, niestety, nie jest fantastyka. To fakt społeczny. A przecież równie dobrze można kazać dzieciom nosić opaski z wypisanymi zarobkami rodziców.

Na początku trzeciego tomu jeden z uczniów na takie dictum nauczycielki odpowiada ze spuszczoną głową: "Byłem u cioci, w Radomiu". Wie, że właśnie dostał stygmat na cały rok szkolny.

Ale sytuacja Neta nie jest dużo lepsza. Odpowiada zgodnie z prawdą, że był w Londynie. Ale ponieważ znalazł się tam metodą teleportacji, a w dodatku wszystko jest tajemnicą państwową (o tym opowiada drugi tom, który właśnie sfilmowano) - nie może mówić dalej. Pierwszego dnia szkoły dostaje pierwszą jedynkę...

Czarownica Nika

Trójki bohaterów trudno nie polubić. Wprawdzie czasem ta seria jest porównywana do "Harry'ego Pottera", ale dla czytelnika najbardziej oczywista różnica jest przede wszystkim w ogólnym nastroju serii. "Harry Potter" jest depresyjny, "Felix, Net i Nika" podnoszą na duchu.

Gdy się rozmawia z Kosikiem, trudno nie zauważyć, że ma w sobie dużo z Felixa i z Neta. Z Felixem łączy go optymizm gadżeciarza przekonanego, że na każdą sytuację życiową firma Victorinox przewidziała odpowiednie ostrze scyzoryka. Z Netem - sarkastyczne poczucie humoru i zamiłowanie do komputerów.

- Rzeczywiście, obaj ci bohaterowie mają dużo ze mnie - przyznaje Kosik. - Dialogi między nimi czasem przypominają moje dialogi wewnętrzne. Chętnie rozwiązałbym jakiś problem w stylu Felixa i słyszę, jak Net to złośliwie komentuje.

Ale skąd jest Nika? To postać z innej bajki. W sensie bardzo dosłownym - Nika ma w sobie coś z czarownicy, ma zdolności telekinezy i prekognicji.

Z punktu widzenia krytyka fantastyki w ogóle nie pasuje do powieści science fiction, jej miejsce to raczej romans paranormalny albo po prostu horror. Siódmy tom ("Trzecia kuzynka"), w którym najwięcej jest Niki, jest jednocześnie najbliższy horrorowi właśnie. Gdyby Nika nie miała obok siebie Felixa i Neta, ta historia mogłaby się skończyć ponuro.

Felix i Net to bohaterowie raczej prostolinijni, ale Nika to chodząca zagadka. Wciąż odkrywamy razem z bohaterami jakieś jej kolejne tajemnice. Mimo to (a pewnie raczej dzięki temu) Nika ma już swoje żeńskie fanki, które na spotkania autorskie i konwenty fantastów przychodzą "przebrane za Nikę" - w martensach, krótkiej spódniczce, dżinsowej kurtce i z asymetryczną spinką do włosów.

- Nika jest moja - twierdzi Katarzyna Sienkiewicz-Kosik. - Oczywiście wszystko pisze Rafał. Ale ja to potem oceniam i mówię: nie, Nika by tego nie zrobiła. I on musi się mnie słuchać, no bo co on wie o kobietach?

Zrób to sam

Kosikowie założyli swoją firmę podczas gospodarczego boomu lat 90. On studiował architekturę, ona historię sztuki. Z taką wiedzą można nieźle zarobić w reklamie typu BTL - "below the line".

To są formy reklamy, które nie obejmują kampanii w najdroższych mediach, tylko próbują zaatakować konsumenta inaczej - stoiskiem w centrum handlowym, pomysłowym gadżetem, próbkami w fikuśnych opakowaniach. W niektórych branżach, na przykład w farmacji, takimi działaniami można uzyskać więcej niż reklamą telewizyjną.

Gdy nadszedł kryzys - klienci Kosików wycofali się z zaplanowanych kampanii. Firma nagle została z niezapłaconymi fakturami i dziesięcioma pracownikami.

- Oczywiście wszystkich wyrzuciliście? - pytam, przyzwyczajony do polskiej społecznej gospodarki rynkowej. - Może tak byłoby rozsądniej... - odpowiada z przekąsem Kosik, a żona dopowiada za niego - ...ale od początku uznaliśmy, że musimy szukać innego rozwiązania.

Czy nie rozważali ogłoszenia bankructwa? Przez chwilę.

- Rozmawiałam z księgową o różnych opcjach. Spytałam ją, co wtedy będzie z naszymi dłużnikami. Spojrzała na mnie dziwnie i wykrzyknęła: "Pani Kasiu, no co pani, nienormalna? Po to się robi bankructwo, żeby się tym nie przejmować".

- Chciałbym dodać, że nami się nikt nie przejmował - zauważa melancholijnie Kosik. - Zostały nam na pamiątkę stosy niezapłaconych faktur po klientach, którzy po prostu zwinęli działalność.

Kosikowie chwilę spierają się, kto właściwie wpadł na pomysł ratowania firmy przez napisanie książki dla młodzieży. Autor uważa, że pomysł był wspólny, jego małżonka - że to ona wszystko od początku wymyśliła.

- Mieliśmy wtedy takie długi, że porażka już nic by nie zmieniła na gorsze. Ale chcieliśmy zminimalizować ryzyko - wspomina Katarzyna Sienkiewicz-Kosik - dlatego pierwszy nakład wydrukowaliśmy tylko w trzech tysiącach egzemplarzy. Najpierw myślałam o pięciu, ale nastraszyła mnie jakaś pani z hurtowni, która powiedziała, że widziała już samobójstwo autora, który wydrukował pięć tysięcy i potem musiał jeszcze znaleźć pieniądze na zmielenie swojego dzieła. Potem był kłopot, bo te trzy tysiące rozeszło się w sezonie przedświątecznym natychmiast i już nie zdążyliśmy dodrukować.

Skąd ten sukces? Na samym początku była bardzo ciężka praca włożona w stworzenie kanału dystrybucji. Kosikowie nie wydawali dotąd książek, zabrali się więc do tego z wysiłkiem neofitów.

- Moja pierwsza książka była w praktyce sprzedawana tylko w trzech księgarniach, a wszystkie były w podziemiach Dworca Centralnego w Warszawie - mówi Rafał Kosik. Przez chwilę wzdychamy za wspomnieniem tych dziwnych czasów, w których ten dworzec rzeczywiście pełnił nieformalną rolę warszawskiego centrum księgarstwa.

Te czasy już minęły, rynek książki uległ profesjonalizacji i specjalizacji. "Felix, Net i Nika" wziął go szturmem między innymi dzięki temu, że w beletrystyce mało która książka wtedy była tak profesjonalnie promowana.

- Staraliśmy się całą reklamę robić za darmo, na przykład na zasadzie barteru typu: "wy nam dacie powierzchnię reklamową na billboardach, my przez rok będziemy to wam odpracowywać jakimiś usługami". W czasach kryzysu łatwo się takie umowy zawiera - wspominają Kosikowie.

Pierwszymi fanami "Felixa, Neta i Niki" byli znani księgarze bracia Olesiejuk. Uwierzyli w potencjał tych powieści i wytypowali je na jedną z głównych atrakcji świątecznego sezonu 2004-05.

Fani potem jednak zaczęli się mnożyć w internecie. Po przeczytaniu pierwszego tomu - "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" - gimnazjaliści rzucali się do komputerów, żeby polecać książkę swoim kolegom. Rodzice zaś na swoich forach z zadowoleniem pisali, że jeszcze nigdy nie widzieli swojego dziecka tak zaczytanego.

- Rok 2005 był dla nas bardzo ciężki, bo ciągle jeszcze tonęliśmy w długach - mówi Katarzyna Sienkiewicz-Kosik. - Drętwiałam na dźwięk telefonu, bo to mógł być dłużnik albo windykator. Jak skończeni idioci zrobiliśmy tak, że w pierwszej kolejności płaciliśmy ludziom. A w pierwszej kolejności trzeba regulować długi wobec ZUS-u i urzędu skarbowego. Na szczęście urzędnicy zgodzili się nam w końcu odroczyć spłaty, ale było wiele trudnych momentów, kiedy jedyną pociechą dla mnie było czytanie w internecie opinii dzieciaków i ich rodziców.

Książka dla dzieci, terapia dla dorosłych

Pytam Kosika, dlaczego nie zaryzykował uczynienia tych powieści bardziej ponurymi. Wbrew pozorom ponuractwo w fantastyce młodzieżowej sprzedaje się lepiej od optymizmu, dość przypomnieć serie takie jak "CHERUB", "Igrzyska śmierci", "Gone" czy choćby "Zmierzch".

- Wszystko, co depresyjne, zostawiam na swoje powieści dla dorosłych - odpowiada Kosik. - W nich dopiero wszyscy giną, świat jest okrutny i nic tylko się pochlastać. Cykl "Felix, Net i Nika" od początku z założenia ma być inny i tylko taki mi się podoba. Może to dla mnie forma terapii?

Ukazało się już dziewięć tomów, tłumaczonych na razie na cztery języki (ale dalsze przekłady w drodze). Dziesiąty tom wyjdzie na początku listopada. Kiedy ukaże się ostatni?

- W ogóle nie mam takich planów. Uwielbiam moich bohaterów takich, jakimi są. Nawet kiedy piszę inne książki, nie mogę się powstrzymać przed myśleniem o kolejnym tomie "Felixa, Neta i Niki" - odpowiada Kosik. - Dlatego błogosławię kryzys, bez którego może byłbym dzisiaj bogatszy, ale nie byłoby ze mną Felixa i jego przyjaciół.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.