Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 i wywoływanej przez niego choroby COVID-19 zmusiła menedżerów do odejścia od maksymy „pańskie oko konia tuczy”, której hołdowali przez dekady. Dziś już wiedzą, że ich pracownicy - bez uszczerbku dla wydajności - mogą wykonać większość pracy bez przychodzenia do biura.

Autorzy raportu poświęconego pracy zdalnej, który przygotował Future Business Institute, podkreślają, że

aż trzy czwarte ankietowanych menedżerów uważa, iż po zakończeniu pandemii praca zdalna powinna być łączona z tą biurową. 12 proc. uznało, że mogłaby być główną formą pracy. Z kolei 6 proc. było zdania, że ta zdalna powinna całkowicie zastąpić tę w biurze.

Blisko połowa, bo 42 proc. badanych, zadeklarowała, że chciałaby utrzymać możliwość pracy zdalnej, a 28 proc. uważa, że firmy powinny wprowadzić całkowitą dowolność w sposobie pracy.

Nie ma powrotu do przeszłości

- Na zmiany reagujemy różnie. Są tacy, którzy po przejściu na pracę zdalną stają się głodni kontaktu z innymi i już teraz chcą zrywać maseczki, gotowi całować niezdezynfekowaną klamkę. Drudzy preferują pracę z domu - zauważa psycholog biznesu Jacek Santorski.

Jeśli normalnością nazwiemy stan sprzed epidemii, to do normalności już nie wrócimy. Z ankiety przeprowadzonej w kwietniu na zlecenie firmy badawczej Gartner wśród 317 dyrektorów finansowych wynika, że po ustaniu pandemii 74 proc. firm planuje przeniesienie ok. 5 proc. swoich pracowników do pracy zdalnej.

Wracający do biurowców zastaną zaś inną rzeczywistość.

- Na razie panuje chaos. Niektóre firmy pracują zdalnie, inne przyjęły model rotacyjny, gdzie tylko część pracowników wróciła do biur - zaznacza architekt Piotr Skorupski, specjalizujący się w projektowaniu przestrzeni biurowych.

W ciągu dwóch miesięcy pandemii dokonały się zmiany, które w normalnych warunkach zajęłyby dekady. Wiele polskich firm w niecałe trzy tygodnie po ogłoszeniu strategii samoizolacji przeniosło w tryb pracy zdalnej całe obszary działalności - np. zarządzanie ryzykiem, rozliczenia podatkowe czy obsługę klienta. Wcześniej na przeprowadzenie tak głębokich zmian potrzebowałyby co najmniej dwóch lat.

Kolejną wielką zmianą jest przebudowa biur.

Open space umiera

Wspólną cechą biur dużych firm jest open space - otwarta przestrzeń niepodzielona na mniejsze pomieszczenia. To rozwiązanie, które dużym firmom się po prostu opłacało, bo jest tańsze niż sieć gabinetów i sal.

- Jednak w krajach zachodnich, zwłaszcza w USA i Wielkiej Brytanii, odchodzenie od przestrzeni typu open space można było zaobserwować już przed pandemią - podkreśla architekt Piotr Skorupski. - Możliwe, że będziemy mieć do czynienia z odejściem od zagęszczania pracowników. Siłą rzeczy stanowiska pracy będą większe.

Jutronauci
CZYTAJ WIĘCEJ

- Duże przestrzenie open space w powstających już dziś projektach otrzymują mniejszą ilość miejsca. To pozytywna sytuacja z perspektywy pracownika - uważa Adrian Krężlik, architekt i pracownik naukowy School of Form i Uniwersytetu w Porto.

Jego zdaniem open space to niechlubny sposób oszczędzania, często kosztem komfortu pracowników.

Domowe gabinety, służbowe mieszkania i mniejsze korki

Jedną z trwałych zmian wywołanych przez pandemię może być łączenie pracy w biurze z tą zdalną. Praca w domu przez dłuższy okres wymaga jednak specjalnej przestrzeni. Krężlik uważa, że pandemia koronawirusa przywróci funkcję gabinetów.

- Wiele zawodów, jak psycholodzy, adwokaci czy lekarze, utrzymało funkcję gabinetu. Teraz do domu przenosić się będą inne specjalności - zaznacza architekt. - Nie wiemy jeszcze, jakie konkretnie; przewidywania kreślimy na piasku.

- Tendencja w USA i Wielkiej Brytanii wygląda tak, żeby pracownicy razem z miejscem pracy dostawali mieszkanie i mieli pod ręką siłownię oraz restaurację - dodaje Krężlik. - Biorąc pod uwagę ograniczenia i lęki, które narzuciła nam pandemia, to sytuacja wymarzona. Mamy w pobliżu wyizolowanych pracowników i ich rodziny, a bliskość pracy i innych usług przywiązuje zespół do firmy.

Zdaniem Krężlika część pracodawców, szczególnie w Polsce, będzie wracać do minionej epoki, kiedy to miejsce pracy zapewniało pracownikowi mieszkanie.

Ten sposób projektowania biur i ich otoczenia stanie się bardziej popularny także dlatego, że jego wynikiem jest zabudowa mieszana. A to oznacza krótsze dojazdy i jest bardziej przyjazne dla tkanki miasta, bo prowokuje mniejsze korki.

Jeszcze bardziej sterylnie

Jednym z kluczowych aspektów w projektowaniu nowych biur będzie higiena. Firmy instalują kamery termowizyjne sprawdzające temperaturę pracowników (wartość tej branży wzrosła kilkukrotnie), taśmy określające bezpieczny dystans czy podajniki z płynem dezynfekującym.

- Możemy się spodziewać odgrodzenia elementów związanych z potencjalnym ryzykiem transmisji koronawirusa - mówi Piotr Skorupski. - Możliwe, że zmieni się również dobór materiałów. Firmy będą zmuszone używać takich, które są bardziej odporne na częste dezynfekcje.

Problemem jest klimatyzacja, która szybko powiększa zasięg zarazków. Trwają prace nad nowymi rozwiązaniami.

Od końca XIX w. prowadzono wiele akcji higienizacyjnych. Nawet wielka przebudowa Paryża w latach 1852-90 walczyła z krzywicą atakującą mieszkańców, którzy cierpieli na brak odpowiedniej ilości światła i dostępu do czystej wody.

Higiena i czystość to również jeden z powodów narodzin modernizmu. Zdaniem Adriana Krężlika popularna w ostatnich latach filozofia projektowania skoncentrowanego na człowieku będzie jednak ewoluować nie tyle w kierunku większej higieny, co w stronę szerzej pojmowanego dobrostanu pracowników.

Mniejsze, ale więcej

Wiele rozwiązań już stosowanych w biurach to prowizorka.

- Podajniki z płynem czy kółka na podłodze nie są rozwiązaniami architektonicznymi. Na przemyślenie i funkcjonalne zaprojektowanie rozwiązań architektonicznych potrzeba trochę czasu. I to jest zadanie, przed którym stają dziś projektanci. Pracuje nad tym m.in. C40 Cities Climate Leadership Group, koalicja miast od Barcelony do Bogoty, która rusza z dużym programem przekształcania miast po pandemii - twierdzi Adrian Krężlik.

Jego zdaniem koronawirus zmieni nie tylko miejsca pracy. Przestrzenie publiczne staną się większe i szersze. Możliwe, że długie podróże będą rzadsze, a krótsze - coraz częstsze.

- A to może oznaczać rzadsze korzystanie z samochodów - uważa Krężlik.

Mniejsze biura na obrzeżach miast mogą służyć pracującym głównie z domu jako zaplecze do cyklicznych spotkań. Rozrzucone po mieście miejsca spotkań wyeliminują potrzebę długich podróży do jednego scentralizowanego biura.

Jednak biura to nie tylko korporacje. Większość firm to średnie i małe przedsiębiorstwa. Ich siedziby wyglądają różnie i często mieszczą się w starych kamienicach. Tam będą zachodzić inne zmiany. Hybrydowy model pracy - polegający na tym, że w biurze pracuje tylko część pracowników - oraz przeniesienie części zadań do domu będą dla nich znacznie łatwiejsze do wprowadzenia.

Jutronauci 2020: świat po pandemii. Edycja specjalna

Nowa rzeczywistość nie musi być koszmarem, może być pełna szans. Nad tym będziemy zastanawiać się w tym wyjątkowym roku i zaczynamy nasz program wyjątkowo wcześnie. Do współpracy zapraszamy Jutronautów z poprzednich trzech edycji - wyjątkowe osoby z pozornie odległych od siebie światów - którzy tłumaczą przyszłość czytelnikom "Wyborczej". Zapraszamy też innych ekspertów, którzy chcą się dzielić z nami swoimi prognozami.

To już czwarta edycja programu "Jutronauci", którego partnerem strategicznym jest Sebastian Kulczyk.

Więcej o przyszłości: wyborcza.pl/jutronauci

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.