Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nauki przyrodnicze są moją pasją. Nie bez kozery jestem biologiem. I siłą rzeczy tą tematyką zarażam swoje dzieci. Synowie dają się zarazić bardziej, córka woli przyrodę nieożywioną - studiuje geologię, chce zostać inżynierem. Wszyscy troje jednak wiedzą to, na czym zależy mi najbardziej - starają się poznać własne ciało i słuchać tego, co do nich mówi.

Od kilku lat intensywnie zajmuję się także zdrowiem oraz profilaktyką chorób. Odbyłam dziesiątki rozmów z lekarzami i wynika z nich jasno - medycyna się zmienia. Lekarze widzą potrzebę lepszej współpracy z pacjentami; z drugiej strony wielu ludziom wydaje się, że są niezniszczalni.

Możemy być wiecznie niewyspani, naginać swój grafik do granic możliwości, żyć w stresie, nie ruszać się, jeść w pośpiechu byle co, a jak coś nam zacznie dolegać, to przecież zawsze znajdzie się jakaś tabletka - na osłabienie, na ból głowy, na sen, na nerwy...

Nie neguję oczywiście w w żaden sposób zdobyczy współczesnej medycyny. Człowiek chory powinien iść do lekarza i stosować zalecone przez niego leki. Ale przestaliśmy sobie zadawać pytanie: dlaczego? Dlaczego tak podle się czuję, czemu ciągle jestem rozdrażniona i mam kłopoty ze snem, dlaczego boli mnie brzuch?

Kluczem do tego, by takie pytania sobie zadawać, jest wiedza. Także ta o naszym ciele i jego funkcjonowaniu.

Niewiedza jednak boli

Nie mówię o tym, by każdy z nas był domorosłym medykiem leczącym się na własną rękę (a to wyjątkowo lubimy robić) albo recytował z pamięci wszystkie funkcje wątroby. Mówię o sytuacji, gdy nie rozumiemy, co się z nami dzieje, bo nie mamy podstawowych informacji. A nie mamy ich, bo nie nauczyła nas tego szkoła, nie mówili o tym rodzice.

Ciało wciąż z niezrozumiałego dla mnie powodu jest tematem tabu. Skutki są takie, że jak mówiła Aleksandrze Pucułek w „Wyborczej” Małgorzata Kotyło, nauczycielka wychowania do życia w rodzinie w łódzkiej podstawówce: „Siódmoklasiści nie wiedzą nic o swojej biologii, o higienie, nie rozmawiają o tym z rodzicami”.

Skutkiem tej niewiedzy jest także narastanie aktywności ruchów antyszczepionkowych. Ludzie nie rozumieją, jak działają szczepienia, ufają tym, którzy opowiadają bzdury, żerując na strachu młodych rodziców. Efekt jest taki, że w Warszawie aż 2,6 tys. dzieci, które czekają w kolejce do żłobka, nie przeszło obowiązkowych szczepień.

Nie bój się tematu bąków

Za profilaktykę prozdrowotną odpowiadają: rząd, przedszkole, szkoła, samorządy, środowisko lekarskie i pielęgniarskie, ale także my sami.

Istnieje wiele programów edukacyjnych i liczba ich stale rośnie. Nie zastąpią one jednak przyjaznej atmosfery domu, w którym można przy herbacie pogadać o zdrowym stylu życia, higienie, umiejętności rozładowania stresu, profilaktyce chorób zakaźnych, sferze intymnej.

Nie musimy być w tym mistrzem ani samemu znać się dobrze na biologii. Dla chętnych rodziców jest wiele pomocy, z których mogą skorzystać.

Po pierwsze, książki. W ostatnich latach powstało bardzo wiele pozycji tłumaczących tajemnice naszego ciała. Są książki dla przedszkolaków, są i dla nastolatków.

Czasem znajomi pytają mnie, czy kupowanie książki o tym, jak działają jelita, skąd bierze się kupa, dlaczego nam się odbija czy jak rozwija się próchnica, ma sens. To przecież dość obrzydliwe. Ale dzieci uwielbiają takie tematy! I nie są one dla nich wcale obrzydliwe, a często wręcz fascynują. To dorośli czują się zażenowani, gdy oglądają takie publikacje, nie dzieci.

I nawet jeśli wydają nam się trochę niesmaczne, niosą wiedzę, a przynajmniej zwracają uwagę na to, że człowiek ma jakieś ciało, a nie jest tylko cyfrowym bytem i co więcej, musi o to ciało dbać.

Są także różnego rodzaju filmy edukacyjne, seriale. Ja dorastałam z kultowym już „Było sobie życie”, który mimo upływu lat nadal ma swoją rzeszę fanów. Są także gry komputerowe, ale mnie akurat bardzo cieszy, że znów wraca moda na gry planszowe.

Było sobie życie. Fot. Materiał prasowy Wydawnictwa HipokampusByło sobie życie. Fot. Materiał prasowy Wydawnictwa Hipokampus Materiały prasowe

Magiczna moc gier

Planszówki odpowiadają na jedną z najbardziej istotnych ludzkich potrzeb - obcowania ze sobą w grupie. To coś, co gry komputerowe oferują tylko w ograniczonym wymiarze. Jak pisała w „Wyborczej” Olga Woźniak:

„Naukowcy badający mózgi twierdzą, że rozwojowi ludzkich obszarów tego mózgu sprzyja zabawa, jaką jest granie. Ludzie są neurologicznie predestynowani do grania. Potrzebują tego rodzaju pobudzenia, stymulacji, jakie ono zapewnia. To tego typu zabawa umożliwia naszym mózgom wypracowanie plastyczności, wzmocnienie lub nawet utworzenie nowych połączeń neuronalnych. Pozwala nam się adaptować do każdych, nawet bardzo zaskakujących warunków”.

Zabawa to esencja życia. A nie ma lepszej zabawy od gier. Poza bowiem aspektem społecznym mają one jeszcze kilka innych zalet. Należą do nich emocje, akcja i zaangażowanie wielu zmysłów naraz. Gra planszowa pobudza słuch, wzrok i dotyk.

Mamy w domu wiele planszówek, ale kiedy dostałam do recenzji trzy nowe gry planszowe: ”Było sobie życie”, „Pierwsza pomoc” oraz „Bakwiry” natychmiast je rodzinnie rozpakowaliśmy. Nie dość, że planszówki, to jeszcze o tym, jak działa nasze ciało!

To nie są gry dla przedszkolaków, ale mój ośmioletni syn jak najbardziej się w nie wkręcił. Uwielbia, jak większość dzieci, sprawdzać swoją wiedzę oraz rywalizować.

Pierwsza pomoc. Materiał prasowy Wydawnictwa HipokampusPierwsza pomoc. Materiał prasowy Wydawnictwa Hipokampus 

Gry w atrakcyjny sposób przekazują ważne informacje o udzielaniu pomocy i zdrowiu, np. czym jest odra. Temat ostatnio na czasie, bo przybywa na nią zachorowań, także w Polsce. Jeśli wyciągniemy taką kartę, dowiadujemy się, że złapaliśmy wyjątkowo zaraźliwego wirusa od sąsiada. Nie dość, że mamy gorączkę, to jeszcze cali jesteśmy w brzydkie plamy, a jutro są nasze urodziny. I nawet zdjęcia nie da się wstawić na Facebooka. Co gorsza, zaraziliśmy gracza, który siedzi koło nas, i oboje musimy oddać do banku dwa żetony.

Nikt z nas nie ma na co dzień czasu, by rozmawiać z dziećmi o tym, czym są wirusy i bakterie. Dlaczego ludzie chorują i jak się przed tym można ochronić lub co robić, gdy zachorowaliśmy?

Tak trzeba, ale czy wiesz dlaczego?

Gra w planszówki to świetna okazja, by dzieci (a przy okazji i my sami) dowiedziały się o tym, że np. mamy w ciele specjalną armię komórek, która chroni nas przed zarazkami, że musimy dobrze jeść, ruszać się i wysypiać, by ta armia była sprawna. Że przed niektórymi najgroźniejszymi chorobami zakaźnymi można się ochronić dzięki szczepieniom i dlaczego, gdy kichamy, należy robić to w chusteczkę lub ostatecznie rękaw, by nie przenosić ewentualnych zarazków na innych.

Moje dzieci wiedzą, że trzeba myć ręce i zęby, ale przede wszystkim wiedzą, po co trzeba to robić. Nigdy nie negowały zasadności szczepień, nie awanturują się, że raz na jakiś czas trzeba zajrzeć do krwi i sprawdzić w badaniu, czy ma się ona dobrze, choć jak wszystkie dzieci nie lubią kłucia.

Rozumieją, że jak najedzą się przypadkowych przekąsek, to może ich boleć brzuch, i skąd to się bierze. A jak kaszlą i mają katar, to siedzą w domu, by nie zakażać innych. Łączą brak aktywności i nadmiar słodyczy w diecie z nadwagą i otyłością, a zmęczenie ze zbyt długim siedzeniem wieczorem nad komórką. Potrafią wymienić podstawowe zalety jedzenia warzyw i owoców. Są aktywne fizycznie.

Nie mam gwarancji, że wszystkie moje wysiłki, by żyły zdrowo, wdrożą w życie. Nieraz widziałam, jak łamią zasady, ale przecież każdy z nas to robi. Najbardziej zależy mi na tym, żeby wiedziały, iż to, co robią i jak żyją, ma wpływ na ich organizm. I taką wiedzę może przekazać każdy zaangażowany rodzic. Niekoniecznie będący biologiem.  

Przyjdź i zagraj

13 listopada w salonie Empiku (C.H. Arkadia w Warszawie) w godzinach od 18 do 20 animatorzy z wydawnictwa Hipokampus oraz Fani Gier proponują wspólny wieczór z planszówkami z kolekcji „Było sobie życie” oraz innymi grami wydawnictwa.

Będzie specjalna prezentacja najnowszych gier: „Pokonaj Bakwiry” oraz „Było sobie życie - Zostań mistrzem sportu”.

Tak jak zawsze będzie można zagrać na planszy oraz uczestniczyć w turnieju gier.

Dla zwycięzców oraz wszystkich uczestników przewidziane są liczne nagrody w postaci gier planszowych oraz miniencyklopedii i komiksów z serii „Było sobie życie”.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.