Działacze niezależnego Związku Polaków na Białorusi poinformowali za pośrednictwem swojego portalu Znadniemna.pl, że szef białoruskiego MSZ Władimir Makiej winą za przetrzymywanie Andrzeja Poczobuta i Andżeliki Borys w więzieniu obciążył Polskę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Liderzy niezależnego Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys i Andrzej Poczobut od miesięcy są trzymani w więzieniu Żodzino. Jak poinformowali w środę działacze Związku, głos w ich sprawie zabrał minister spraw zagranicznych Białorusi Władimir Makiej.

Według szefa białoruskiej dyplomacji to Polska odpowiada za przetrzymywanie w więzieniu Borys i Poczobuta. „Istniały pewne umowy na linii służb specjalnych dotyczące przedstawicieli mniejszości polskiej. Zwolniono trzy kobiety – Irenę Biernacką, Annę Paniszewą, Marię Tiszkowską. Były plany, że w ten sam sposób zapadnie decyzja o losach Borys i Poczobuta. Jednak strona polska postanowiła wykorzystać to jako okazję informacyjną i szeroko reklamowała w mediach uwolnienie tych osób, starając się to wykorzystać dla swoich celów ideowych" – przytaczają na portalu Znadniemna.pl wypowiedź ministra działacze.

Prześladowania przedstawicieli mniejszości polskiej na Białorusi trwają. We wtorek działacze Związku Polaków poinformowali o zatrzymaniu w Grodnie Renaty Dziemiańczuk, wiceprezeski organizacji. Milicja miała przewieźć ją do komendy, przesłuchać, a następnie sporządzić protokół o wykroczeniu administracyjnym i zwolnić do domu.

Sprawę Poczobuta białoruscy śledczy prowadzą od marca 2021 r. Wciąż niewiele wiadomo na temat stawianych mu zarzutów. Zdaniem jego żony Oksany prócz tych, o których mowa była na początku, czyli „rehabilitacji nazizmu" oraz „podżegania do nienawiści narodowościowej", mogły pojawić się inne. Zmuszeni do podpisania klauzuli poufności adwokaci nie mogą jednak ujawnić żadnych informacji na ten temat.

 Głodówka filozofa Władimira Mackiewicza

Coraz trudniejsza jest także sytuacja Władimira Mackiewicza, znanego białoruskiego filozofa, więźnia politycznego Łukaszenki. Mackiewicz, który od sierpnia więziony jest w mińskim areszcie śledczym Wołodarka, od niemal dwóch tygodni prowadzi strajk głodowy. W środę odmówił przyjmowania wody.

65-letni Władimir Mackiewicz został zatrzymany przez funkcjonariuszy KGB 4 sierpnia we własnym mieszkaniu na podstawie paragrafu 342 kodeksu karnego. Oznacza to, że białoruskie władze zarzucają mu „organizację działań rażąco naruszających porządek publiczny", mimo że filozof wielokrotnie podkreślał, że nie brał udziału w protestach po sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Krytykował jednak w swoich komentarzach i tekstach politykę Aleksandra Łukaszenki. To wystarczyło.

Ponieważ sprawa jest utajniona, a adwokaci zostali zobowiązani do podpisania klauzuli poufności, niewiele wiadomo na temat zarzutów stawianych Mackiewiczowi. Zdaniem obrońców praw człowieka powołujących się na swoich informatorów przeciwko filozofowi może być przygotowana także inna sprawa karna, w której oskarżony zostanie o „stworzenie społeczności ekstremistycznej". Jak informowały białoruskie niezależne media, teksty filozofa analizować mieli lingwiści, którzy doszukiwali się w nich nawoływania do ekstremizmu i nienawiści społecznej. – Jestem oskarżony o myślozbrodnię – miał powiedzieć Mackiewicz swojemu adwokatowi.

Śledztwo w sprawie Mackiewicza idzie wolno, a to oznacza odwlekanie momentu, w którym zapadnie wyrok. Białoruska redakcja Biełsat zauważa, że w ciągu pół roku śledczy podejmowali w sprawie Mackiewicza zaledwie sporadyczne działania. Przez cały ten czas filozof przetrzymywany był w znanym z rygoru i trudnych warunków sanitarnych areszcie Wołodarka. Jak mówiła w wywiadzie dla Biełsatu jego córka Nadieżda, od samego początku Mackiewicz pozbawiony był kontaktu z najbliższą rodziną. „Moje listy do ojca są blokowane przez cenzurę" – powiedziała.

Władze ignorują apele bliskich i poręczenia

Kiedy 4 lutego okazało się, że czas trwania śledztwa znów został przedłużony, Władimir Mackiewicz zdecydował się zaprotestować w jedyny możliwy dla więźniów sposób – ogłosił głodówkę. Uczony żąda zwolnienia z aresztu, zakończenia pracy śledczych i przekazania sprawy do sądu, wyznaczenia daty rozprawy oraz zezwolenia na widzenie z protestanckim duchownym. Białoruskie władze w żaden sposób nie zareagowały na jego postulaty, podobnie jak na apele bliskich Mackiewicza, którzy również zwrócili się z prośbą o zwolnienie go do domu i zmianę formy ograniczenia wolności. Nie pomogły też poręczenia złożone w Komitecie Śledczym.

Badający Mackiewicza lekarze zatrudnieni przez białoruskie MSW mają zgodnie z relacjami za każdym razem prosić go o przerwanie strajku. „Nie dadzą panu umrzeć, będą pana karmić siłą" – mieli powiedzieć filozofowi.

Zdaniem rodziny Władimira Mackiewicza będzie on gotów „pójść do końca". „Jego śmierć nie jest nikomu potrzebna" – mówiła we wtorek podczas konferencji prasowej w Warszawie Nadieżda Luczionok, córka Mackiewicza.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem