Sytuacja humanitarna wschodniej Ukrainy jest wyjątkowa w skali świata - to najstarszy kryzys humanitarny, nie w znaczeniu długości trwania, ale wieku osób, których dotyka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spustoszona gospodarka, wyludnione tereny, w szkołach lekcje o minach. Na Ukrainie rośnie pokolenie, które zna tylko rzeczywistość wojenną, dlatego dziś dominują wściekłość i strach – opowiada Rafał Grzelewski z Zespołu Komunikacji i Fundraisingu Polskiej Akcji Humanitarnej

Marta Urzędowska: Podczas gdy świat boi się nowej wojny na Ukrainie, PAH od lat pomaga mieszkańcom pogrążonej w konflikcie wschodniej części kraju. Jak wojna dotyka Ukraińców?

Rafał Grzelewski: – Ludzie żyją tam w nieustannym stresie i strachu wynikającym z niepewności związanej z pogarszającą się sytuacją bezpieczeństwa. Nigdy nie wiadomo, czy człowieka idącego ulicą nie trafi pocisk lub odłamek. Tak naprawdę ta wojna nigdy się nie skończyła, od 2014 r. nieustannie dochodzi do wymiany ognia czy ostrzałów.

Do tego ciągnąca się ponad 400 km linia frontu to jeden z najbardziej zaminowanych obszarów na świecie. Bywa, że ludzie z biedy, z desperacji zbierają niewybuchy na złom, co często kończy się tragicznie. Do wypadków dochodzi też, kiedy mieszkańcy idą do lasu, żeby zbierać drewno na opał, jagody czy grzyby, żeby wzbogacić dietę. Zwykle wiadomo, gdzie są miny, ale w czasie roztopów zmieniają położenie i nie można być już pewnym, czy dane miejsce jest bezpieczne.

Na miny narażone są też dzieci, które podnoszą je z ciekawości, bo czasami przypominają elementy zabawek.

W kogo najmocniej uderza konflikt?

– Sytuacja humanitarna wschodniej Ukrainy jest w ogóle wyjątkowa w skali świata – to najstarszy kryzys humanitarny, nie w znaczeniu długości trwania, ale wieku osób, których dotyka. Tuż przy linii frontu mieszka pięć milionów osób, z których ponad 3 mln potrzebują pomocy humanitarnej, czyli takiej, której celem jest zachowanie zdrowia czy życia. Większość z tych osób to seniorzy po 65. roku życia. To osoby przeważnie samotne, głównie kobiety żyjące z bardzo niskich emerytur – ich średnia wysokość to ok. 100 dolarów miesięcznie, co zwykle wystarcza na dwa tygodnie na zakup jedzenia i leków, a potem te osoby muszą polegać na pomocy znajomych, sąsiadów czy organizacji humanitarnych.

Poza tym to bardzo zaniedbany region, gdzie konflikt spustoszył gospodarkę – dostęp do usług jest tu bardzo słaby, podobnie jak transport publiczny. Do tego wojna wyludniła te tereny – kto miał wyjechać, już dawno wyjechał, dlatego zostały głównie osoby starsze i rodziny z dziećmi, które teraz mając już nawet osiem lat nie znają innej rzeczywistości niż wojenna.

Tak naprawdę wojna w Donbasie nigdy się nie skończyła, tylko świat o niej zapomniał.

27.01.2022 Ukraina, Charków. Osiedle mieszkaniowe.
27.01.2022 Ukraina, Charków. Osiedle mieszkaniowe.  Fot. Evgeniy Maloletka / AP Photo

Jak pomagacie na Ukrainie?

– W ostatnich latach pomoc PAH koncentrowała się na kompleksowym wsparciu psychologicznym dla osób starszych, ale też tym bardziej namacalnym – takim, jak np. pomoc w zakupach leków czy żywności. Staramy się docierać do osób samotnych, schorowanych, niemobilnych, bo to właśnie one są najbardziej poszkodowane i często nie mają szansy same zrobić zakupów, albo ich na to po prostu nie stać.

Często te osoby mają przydomowe ogródki, gdzie starają się wyprodukować trochę żywności, ale ich dieta jest bardzo uboga – to głównie ziemniaki, makaron, marchew. Dlatego wspomagamy te osoby także żywnościowo.

Dziś, kiedy możliwa jest eskalacja konfliktu, prowadzimy zbiórkę na żywność i artykuły higieniczne, by zabezpieczyć seniorów na zimę. Przy czym bez względu na to, czy konflikt rozgorzeje czy nie, pomoc i tak jest potrzebna, bo będzie przeznaczona dla osób żyjących w skrajnym ubóstwie. Ważne jest też, by dziś, w czasie pandemii i zagrożenia konfliktem, te osoby nie musiały wychodzić z domów.

Pracujemy też z młodzieżą, z osobami okaleczonymi w wyniku wybuchu min. Na początku konfliktu, świadczyliśmy głównie pomoc w zakresie dostarczania żywności i leków, ale z czasem, kiedy konflikt wszedł w fazę zamrożenia i nie dochodziło do wielkich eskalacji, skupiliśmy się na pomocy psychospołecznej, na wyrwaniu ludzi z samotności.

Jak to robicie?

– Mamy Centra Pomocy Psychospołecznej, gdzie ludzie mogą przychodzić, spotykać się i wspólnie pracować. Na przykład organizujemy chóry, zajęcia z prac ręcznych, chcemy ich aktywizować, czasami po prostu dostarczając rozrywek, bo ci ludzie na co dzień zamknięci są w samotności w domach. Wiemy, że dla wielu z nich możliwość odwiedzenia ośrodka jest jedynym powodem, by wyjść z domu. Także w czasie pandemii, kiedy seniorzy byli szczególnie narażeni na zakażenie i zajęcia grupowe nie mogły się odbywać, staraliśmy się do tych osób dzwonić, odwiedzać je, pomagać w zakupach, przygotowaniu posiłku.

Wśród wolontariuszy, którzy pracują w jednym z naszych ośrodków, jest Swietłana Kravchenko, dwunastokrotna mistrzyni Ukrainy w trójboju siłowym. Mieszka w Swietłodarsku, blisko linii frontu, gdzie ma pokój z kuchnią, a w ścianach – dziury po kulach. Przyznaje, że nie naprawia ich, bo chce, żeby było widać jak się żyje na tych terenach. Kiedy w 2015 r. jej miasto było bombardowane, razem z setkami innych osób ukrywała się w miejscowej szkole, gdzie spędzili kilka tygodni bez prądu, wody, ogrzewania i odpowiedniej ilości jedzenia, przy temperaturze na zewnątrz dochodzącej do -20 °C. Już wtedy pani Swietłana podtrzymywała ludzi na duchu, podawała im lekarstwa, nakłaniała do ruchu i organizowała ćwiczenia, a dziś pomaga w naszym ośrodku, gdzie wspiera osoby starsze.

30.01.2022 Ukraina, Charków. Pasażerowie autobusu miejskiego.
30.01.2022 Ukraina, Charków. Pasażerowie autobusu miejskiego.  Fot. Evgeniy Maloletka / AP Photo

Macie codzienny kontakt z mieszkańcami Ukrainy. Boją się kolejnej eskalacji?

– Ludzie trochę przyzwyczaili się do wojennej rzeczywistości, bo ona trwa tam nieustannie, choć w zamrożeniu. Sprawia to, że po jakimś czasie zaczyna się uznawać taki stan za normalny, choć stres nie ustaje. Dzieci od lat uczą się w szkole o minach, o tym jak się zachowywać w trakcie ostrzału. Kiedy jest nocny ostrzał, uciekają z rodzinami do przydomowych schronów, a potem w ciągu dnia odsypiają, są nieprzytomne w szkole.

Dziś, kiedy na horyzoncie pojawia się zagrożenie nową eskalacją, wśród mieszkańców dominują strach i wściekłość, że wojna nie dość, że nigdy się nie kończy, to jeszcze w perspektywie pojawiło się zaognienie sytuacji.

Polacy chętnie pomagają mieszkańcom Ukrainy?

– Tak, przy zbiórce na pomoc dla Ukrainy mamy duży odzew. Ludzie dzwonią, pytają jak pomóc, bo wiele osób ma tam znajomych wśród Ukrainek i Ukraińców, więc trochę znają sytuację. Faktem jest też, że konflikt na Ukrainie jest Polakom bliższy, łatwiej nam współczuć i odczuwać empatię wobec sąsiadów niż ludzi z odległych nam kulturowo krajów.

Dołącz do zbiórki PAH dla mieszkanek i mieszkańców wschodniej Ukrainy zagrożonych konfliktem zbrojnym poprzez stronę: SIEPOMAGA.PL

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    W Ukrainie, nie "na".
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Tymczasem nad Ukrainą nocna straż:
    flightradar24.com/FORTE12/2ac3a996
    już oceniałe(a)ś
    0
    0