Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W czwartek federalni prokuratorzy postawili czterem obywatelom Białorusi zarzut zorganizowanego piractwa powietrznego i uprowadzenia maszyny latającej. To efekt śledztwa po wymuszeniu lądowania samolotu Ryanaira, którym w maju ubiegłego roku podróżował wraz z partnerką opozycyjny dziennikarz Roman Protasiewicz.

Zarzuty postawiono dyrektorowi białoruskiej agencji zajmującej się kontrolą przestrzeni powietrznej, jego zastępcy oraz dwóm funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa. Akt oskarżenia nie obejmuje prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki.

Wszyscy czterej oskarżeni przebywają na terytorium Białorusi. Jest bardzo mało prawdopodobne, by kiedykolwiek udało się ich aresztować i postawić przed amerykańskim sądem. Prokuratorzy z USA stawiali już w podobny sposób zarzuty np. rosyjskim hakerom z Rosji, którzy ingerowali w wybory prezydenckie w 2016 roku.

Białoruskie władze: Ryanair musiał lądować, bo... Hamas podłożył w nim bombę

Sofia Sapiega i Roman Protasiewicz zostali zatrzymani 23 maja 2021 roku, po przymusowym lądowaniu w Mińsku samolotu linii Ryanair. Lecieli nim do Wilna. W Atenach razem z Protasiewiczem do samolotu miała wsiąść grupa pasażerów. Gdy samolot znalazł się nad Białorusią, wszczęli na pokładzie bójkę z personelem pokładowym Ryanaira, twierdząc, że w maszynie jest bomba. Białoruskie władze twierdziły dodatkowo, że otrzymały maila z groźbą dokonania zamachu terrorystycznego ze strony... palestyńskiego Hamasu. Piloci zgodnie z procedurami wylądowali w Mińsku. Tam białoruscy funkcjonariusze zatrzymali Protasiewicza i Sapiegę. 

Polskie śledztwo w grudniu wykazało, że w uprowadzenie samolotu linii lotniczych Ryanair zaangażowane były białoruskie służby specjalne. Nie było żadnego zagrożenia bombowego. Cała operacja została sprowokowana przez stronę białoruską w celu uprowadzenia dziennikarza. 

Roman Protasiewicz urodził się w 1995 roku. Pracował m.in. w redakcji Euroradia, wcześniej był stypendystą Fundacji im. Václava Havla. Był współzałożycielem kanału Nexta, uznanego przez białoruskie władze za ekstremistyczny. Protasiewicz oraz jego współpracownicy zyskali międzynarodowy rozgłos, kiedy relacjonowali i monitorowali sytuację na Białorusi po sfałszowanych przez reżim Aleksandra Łukaszenki wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.