Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę minie 300 dni od zatrzymania Andrzeja Poczobuta. Zdaniem bliskich naszego redakcyjnego kolegi śledztwo wszczęte przeciwko niemu i pozostałym działaczom nieuznawanego przez reżim Aleksandra Łukaszenki niezależnego Związku Polaków na Białorusi utknęło w martwym punkcie.

Oksana, żona Andrzeja, przekazała „Wyborczej", że prokuratura po raz kolejny wydłużyła czas trwania postępowania, tym razem do końca lutego. I że próżno liczyć na obrót sprawy na korzyść Andrzeja.

– Z listów Andrzeja wynika, że od października nie było żadnych czynności śledczych. Adwokat został zobowiązany do podpisania klauzuli poufności, więc nie wiemy, na jakim etapie jest sprawa ani nawet jakie zarzuty są mu teraz stawiane – tłumaczy. – Niewykluczone, że śledczy dołożyli ukradkiem jakieś dodatkowe. – Nic nie wiemy, ale nie jest to niemożliwe. Takie rzeczy już się zdarzały – komentuje.

Andrzej Poczobut i Andżelika Borys, uwięzieni na Białorusi, wyświetlani na budynku KPRMAndrzej Poczobut i Andżelika Borys, uwięzieni na Białorusi, wyświetlani na budynku KPRM Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Obchody Dnia Żołnierzy Wyklętych – pretekst do represji

Nasz redakcyjny kolega został zatrzymany 25 marca 2021 r. w Grodnie. Zamaskowani funkcjonariusze struktur siłowych wtargnęli rano do domu Poczobutów i po przeprowadzeniu rewizji aresztowali go. Do więzień i aresztów przewieziono wtedy także prezeskę niezależnego Związku Polaków na Białorusi Andżelikę Borys oraz działaczki: Irenę Biernacką, Marię Tiszkowską i Annę Paniszynę.

Wszystkim postawiono zarzuty „rehabilitacji nazizmu" i „umyślnego działania mającego na celu podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej oraz niezgody na podstawie przynależności narodowej, religijnej, językowej i innej".

Za oficjalny powód do wszczęcia sprawy karnej posłużyła organizacja obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych w Brześciu. Wiceminister polskiego MSZ Marcin Przydacz podkreślił wtedy, że wydarzenie zorganizowano we współpracy z legalnie działającą na terytorium Białorusi organizacją Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych i że podobne obchody odbywały się wcześniej co roku bez przeszkód ze strony władz.

Cała piątka była przetrzymywana początkowo w mińskim areszcie tymczasowym Okrestino, następnie przez trzy tygodnie w surowym areszcie śledczym Wołodarka, a od maja w cieszącym się złą sławą i słynącym z fatalnych warunków sanitarnych więzieniu Żodzino, 50 km od Mińska. Wszystkim groziło do 12 lat pozbawienia wolności.

Cenzura blokuje korespondencję z Polski

Pod koniec maja 2021 r. Irena Biernacka, Maria Tiszkowska i Anna Paniszyna przyjęły jednak propozycję reżimu Łukaszenki. W zamian za opuszczenie więziennych murów zgodziły się na wyjazd do Polski, wyrzekając się tym samym możliwości powrotu na Białoruś, który dzisiaj dla każdej z nich oznaczałby wieloletnie więzienie. Z ich opowieści wynika, że Andrzej Poczobut i Andżelika Borys prawdopodobnie nie przystali na proponowane przez władze warunki.

– Wiem, że są dumni, że są patriotami, ale wierzę, że o wiele więcej można zrobić, będąc na wolności – mówiła Biernacka w wywiadzie dla „Wyborczej".

Niepodporządkowanie się zasadom reżimu sprawiło, że i tak trudne więzienne warunki dla Poczobuta i Borys miały się stać jeszcze trudniejsze. Oksana alarmowała wówczas, że chorującemu na serce mężowi nie przekazywano przez pewien czas niezbędnych leków, utrudniano mu też kontakt ze światem zewnętrznym, nie przekazując listów nawet od najbliższej rodziny.

Dzisiaj je otrzymuje. Sam również regularnie je pisze, także w języku polskim. Ale nie wszystkie wiadomości mają szansę do niego dotrzeć.

– Andrzej nie dostaje teraz żadnych listów z Polski, mimo iż jestem pewna, że są do niego wysyłane. Docierają natomiast z innych krajów, ostatnio podobno z Belgii. Cenzura widocznie całkowicie zablokowała korespondencję z Polski – mówi Oksana.

Andżelika Borys może być chora, nie ma od niej żadnych wieści

Bardziej niepokojąca jest sytuacja Andżeliki Borys. O ile rodzina Andrzeja oraz działacze Związku Polaków na Białorusi otrzymują od niego wiadomości, o tyle jej bliscy skarżą się na brak jakiegokolwiek kontaktu.

Andrzej Pisalnik, przebywający obecnie w Polsce działacz organizacji, poinformował w połowie stycznia za pośrednictwem portalu Znadniemna.pl: „Z naszych ustaleń wynika, że od listopada Andżelika Borys nie wysłała ani jednego listu". Istnieją obawy, że może to być związane nie tyle z nakładanymi na nią przez administrację więzienia ograniczeniami, ile z pogarszającym się stanem zdrowia, o czym było wiadomo już jesienią.

Powołując się na własnych informatorów, przedstawiciele polskiej mniejszości alarmowali wtedy, że Borys wygląda na bardzo chorą i potrzebuje pilnego zbadania przez lekarza z wykorzystaniem sprzętu USG oraz innych badań, m.in. krwi, które „mogłyby wykluczyć bądź potwierdzić zaawansowaną chorobę natury gastrologicznej, schorzenie wątroby bądź inną dolegliwość".

Działacze Związku Polaków piszą dziś na portalu Znadniemna.pl: „Apelujemy do Rządu RP, prezydenckich ministrów oraz do licznych posłów i senatorów przyznających się publicznie do przyjacielskich relacji z Andżeliką Borys, by podjęli działania w celu wyjaśnienia sytuacji wybitnej działaczki polskiej mniejszości narodowej na Białorusi, bezprawnie więzionej od prawie 10 miesięcy w ciężkim areszcie przez opresyjny dyktatorski reżim Aleksandra Łukaszenki".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.