Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Droga Anno,  

piszę do Ciebie ten bożonarodzeniowy list… z twojego mieszkania. Amsterdam, Merwedeplein 37-2. Kiedyś zaczęłaś tu prowadzić swój dziennik – dziś sławny. Nigdy tu nie wróciłaś. Ja też nie mogę wrócić do domu. Dlaczego? Opowiem Ci.  

Jak trafiłem do Twojego domu? Dziś jest to rezydencja artystyczna. Pisarze z całego świata goszczą u Ciebie zazwyczaj przez miesiąc. Twoja sypialnia pozostaje zamknięta, zasłony są w niej zawsze zaciągnięte, ale do pozostałych pokojów wróciło życie: w kuchni gra radio, w łazience wciąż znajduje się bardzo niewygodny prysznic, a za oknami pokoju gościnnego rozciąga się skwer, na którym co rano krzyczą papugi. Masz głośnych sąsiadów, ale po lekturze Twojego dziennika wiem, że w kryjówce marzyłaś o głosach za ścianą, dlatego teraz cieszę się, że wciąż słyszę Twoich sąsiadów. Przed schodami prowadzącymi do drzwi wejściowych Twojego mieszkania umieszczono cztery kamienie z imionami, które przypominają przechodniom, że w tym domu mieszkałaś Ty, Twoja siostra i Twoi rodzice. Nie wiem, czy podobnie uczczono pamięć innych Żydów, których wypędzono z Twojej dzielnicy do niemieckich obozów koncentracyjnych. Ale jeśli tak – to znaczy, że takich tabliczek może być w okolicy nawet trzynaście tysięcy. Sąsiednie ulice, które dawniej nosiły nazwy tutejszych rzek, po zakończeniu II wojny światowej przemianowano na cześć Churchilla, Roosevelta i Stalina. W 1956 roku, gdy Związek Radziecki zdusił antykomunistyczne powstanie na Węgrzech, zrezygnowano ze Stalina. Opowiadam Ci to dlatego, że chyba gdzieś tam, w głębinach minionego wieku, skrywa się odpowiedź na pytanie, dlaczego goszczę dziś u Ciebie…  

Znienawidzona flaga Łukaszenki

Po oswobodzeniu niemieckich obozów koncentracyjnych, takich jak np. Buchenwald, w Związku Radzieckim uznano, że baraki, w których trzymano więźniów, jeszcze się przydadzą. Rozebrano je na deski, wywieziono do Rosji i z tych desek – jakby to były meble z Ikei - znów zbudowano baraki, tylko teraz już w systemie GUŁAG-u. Zdawałoby się, że wszystkie te szopy należałoby symbolicznie spalić albo zostawić w charakterze pomników, ale ludzie, którzy w 1939 roku byli sojusznikami Niemiec, dobrze rozumieli, że baraki się jeszcze przydadzą. Rozumiał to także na przykład prokurator Rudenko, który reprezentował ZSRR podczas procesu norymberskiego. Dlaczego właśnie tego człowieka Moskwa wydelegowała w charakterze oskarżyciela podczas sądu nad nazistami? Być może dlatego, że Rudenko osobiście podpisywał protokoły „trójek", co znaczy, że w latach 30. osobiście uczestniczył w masowym wykonywaniu kar śmierci w ZSRR. Prokurator Rudenko doskonale znał i rozumiał naturę oraz mechanizmy ludobójstwa – zwracając się do sędziów, wiedział, o czym mówi. Tam, w Norymberdze, ludzkość na zawsze potępiła jedno zło, ale nie potępiła tych, którzy razem z barakami wywieźli do ZSRR pędy nienawiści, skrzyżował tę nienawiść z nienawiścią radziecką i wyrosło nowe zło.  

W swoim dzienniku opisujesz życie w Amsterdamie za nazistów – w liście do Ciebie chcę opisać życie w Mińsku za łukaszystów, życie europejskiej stolicy, w której w 2021 roku nie można na przykład wyjść na ulicę w koszulce amsterdamskiego Ajaxu, ponieważ jest ona biało-czerwono-biała, a Łukaszenka nienawidzi tych kolorów historycznej flagi Białorusi. Gdy doszedł do władzy, zmienił tę flagę na starą, sowiecką. Myślisz pewnie, że wyolbrzymiam, ale takie są fakty. Na piętnaście dni aresztu zostali skazani: chłopak, który w swoim oknie wywiesił flagę Kanady; dziewczyna, która włożyła biało-czerwono-białe skarpetki; mężczyzna, który zapomniał o wystawionym na balkonie pudle od telewizora (było białe z czerwonym paskiem), oraz kobieta, która rozdawała przechodnim biało-czerwoną galaretkę. Aresztowano ludzi, którzy na znak protestu wywieszali w oknach dziecięce rysunki, a nawet białe, czyste kartki papieru. Podobnie jak kiedyś w Twoim Amsterdamie absurd i okrucieństwo rządzą dziś na Białorusi. Amsterdam w 1942 roku był miejscem niebezpiecznym dla Żydów, Mińsk w 2021 roku jest niebezpieczny dla wolnych ludzi.

Piekło w sercu Europy

W 2020 roku czterdzieści tysięcy Białorusinów przeszło przez więzienia. Opowiadając o warunkach w białoruskich więzieniach, sprawiedliwie przekonywali, że bez ustanku byli poddawani torturom. Dziesiątki osób zabito, setki tysięcy, podobnie jak ja, opuściło kraj. W dniu, w którym do Ciebie piszę ten list, na Białorusi odwołano koncert ku czci pamięci ofiar Holocaustu, ponieważ Łukaszenka boi się masowych zgromadzeń. W ostatnich dniach mińszczankę skazano na 15 dni aresztu za postawioną na parapecie świeczkę ku czci pamięci o zabitym przez łukaszystów rok temu Romanie Bondarence. Gdy piszę do Ciebie ten bożonarodzeniowy list, ludzie, którzy pozostali na Białorusi, podobnie jak kiedyś ludzie w okupowanym Amsterdamie, nieustająco boją się aresztowania. Przyczyną zatrzymania może się stać wszystko: komentarz w internecie, „niewłaściwa" muzyka w samochodzie albo „niewłaściwe" książki w domowej biblioteczce. Pamiętasz, jak pisałaś w dzienniku: „Boję się wziąć za cokolwiek – bo co, jeśli to jest zakazane?" – pisałaś nie tylko o Amsterdamie w 1942 roku, ale i o Mińsku w roku 2020. Jestem pewien, Anno, że jeśli ktokolwiek zechce dziś na Białorusi wywiesić w oknie twoją fotografię, człowiek ten zostanie bezzwłocznie aresztowany, ponieważ każdego dnia łukaszyści niszczą wolę i pamięć. Łukaszenka chce kontrolować nawet życie prywatne. Podobnie jak kiedyś faszyści łukaszyści prześladują ludzi z powodu ich orientacji seksualnej – zmuszają do przyznania się do swojej orientacji na posterunku, wszystko nagrywają kamerą. Nie można przeciwstawić się złu, nie można żądać sprawiedliwości, nie można nawet wspominać niewinnie zamordowanych. Jeden z ministrów Łukaszenki włożył mundur NKWD, inni omawiają budowę obozu koncentracyjnego dla „liberałów", na zamkniętych rozprawach, podobnie jak dziewięćdziesiąt lat temu, oponenci władzy są skazywani na nieprawdopodobne wyroki: Siarhiej Cichanouski na 18 lat, Wiktar Babaryka na 14 lat, Maryja Kalesnikawa na 11 lat…  

A Europa, nie bacząc na wszystko, co opisuję, pozostaje bezczynna. Sankcje, które wprowadzono przeciwko Łukaszence, są raczej kosmetyczne, „wychowawcze". Po roku od katastrofy humanitarnej w centrum kontynentu najpoważniejsze kroki, jakie przedsięwzięto, to kilka pakietów mało efektywnych ograniczeń oraz „głębokie zaniepokojenie". Obserwując, jak miliony Białorusinów w ciągu roku ofiarnie walczą o swoje elementarne prawa, Europa nie zdecydowała się wmieszać, woląc odgrodzić się murem i liczyć na to, że pędy dyktatury się przez niego nie przedrą.  

Masz rację, Anno, „po każdej wojnie zawsze mówią: to się już nigdy nie powtórzy, wojna to taki horror, trzeba jej unikać za wszelką cenę. A teraz ludzie znów toczą ze sobą wojnę i nigdy nie dzieje się inaczej. Dopóki ludzie żyją i oddychają, muszą się nieustannie kłócić, a gdy tylko nadejdzie pokój, ponownie szukają kłótni". I pod koniec 2021 roku jesteśmy bliżej wojny i obozów koncentracyjnych niż pokoju. A ja piszę ten list do Ciebie z twojego mieszkania, ponieważ nie wiem, kiedy wrócę i czy w ogóle wrócę do domu.  

przeł. Agnieszka Sowińska 

Sasza Filipienko – białoruski prozaik, dziennikarz. Autor książek m.in. „Były syn", „Czerwony krzyż" i „Powrót do Ostroga". Jego książki tłumaczone były m.in. na angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, japoński, włoski, niderlandzki, chorwacki, czeski, węgierski. Jego list ukazuje się w Wigilię w „Süddeutsche Zeitung", prasie w Holandii, Szwecji i „Gazecie Wyborczej" 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.