Nie tylko Sofia Sapiega nie otrzymała od Rosji pomocy. W białoruskich więzieniach od miesięcy przetrzymywani są Rosjanie oskarżani przez reżim Aleksandra Łukaszenki o współpracę z opozycją.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sofia Sapiega, partnerka opozycyjnego blogera Romana Protasiewicza, zwróciła się do Aleksandra Łukaszenki z prośbą o ułaskawienie. Taką informację przekazał we wtorek dziennikarzom radia Echo Moskwy ojciec 23-letniej Rosjanki Siergiej Dudicz. Mężczyzna wyraził przy tym nadzieję, że mimo iż w sprawie jego córki nie zapadł jeszcze wyrok, Łukaszenka rozpatrzy jej prośbę pozytywnie. Z jego wypowiedzi wynika, że dla Sofii to najprawdopodobniej jedyny sposób, by wyjść na wolność. Nadzieje na pomoc Kremla okazały się płonne.

- Po zatrzymaniu córki zwracaliśmy się do administracji prezydenta z prośbą o reakcję. Otrzymaliśmy odpowiedź z MSZ z informacją, że wszystko jest pod kontrolą i że rosyjscy dyplomaci przyglądają się sytuacji - przypomniał Dudicz.

Oficjalnie na tym działania rosyjskiej strony się skończyły.

Sapiega została zatrzymana razem w Protasiewiczem w Mińsku, tuż po uprowadzeniu przez reżim Łukaszenki samolotu, którym podróżowała para. Polskie służby potwierdziły niedawno, że w akcję zaangażowani byli funkcjonariusze KGB . Kobieta najprawdopodobniej nie była zaangażowana w działalność opozycyjną, a jedyną przyczyną jej zatrzymania i uwięzienia było to, że 28 maja podróżowała wspólnie z Protasiewiczem. Mimo to zarzucono jej m.in. „podżeganie do nienawiści społecznej i niezgody, popełnienie przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu informacji oraz stosowaniu gróźb wobec funkcjonariuszy organów ścigania". Sapiega przyznała się do winy. Grozi jej do sześciu lat pozbawienia wolności.

„Nie chcę rosyjskiego paszportu"

W białoruskich aresztach i więzieniach przebywa jednak więcej obywateli Rosji represjonowanych ze względu na współpracę z białoruską opozycją lub krytykę rządów Łukaszenki. W ich przypadkach Kreml również wydaje się nie podejmować żadnych działań.

Tydzień temu Rosjanin, 29-letni Dmitrij Popow, na mocy decyzji sądu w Homlu został skazany na 16 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna od września 2019 r. współpracował z niedoszłym kandydatem na urząd prezydenta Białorusi Siarhiejem Cichanouskim, zajmował się rozwojem jego kanałów w mediach społecznościowych.

Zdaniem prokuratury i sądu Popow w rzeczywistości brał udział w organizacji masowych zamieszek, podżegał do niezgody "przeciwko przedstawicielom władz" i organizował akcje, które rażąco naruszały porządek publiczny. Jak informowała niezależna redakcja Mediazona, na powiązanych z białoruskimi służbami kanałach w komunikatorze Telegram pojawiały się publikacje, z których wynikało, że władze Białorusi zarzucają Popowowi „przymusową współpracę z FSB". Jego zadaniem miało być doprowadzenie do wybuchu rewolucji na Białorusi. Współpracę określono jako przymusową, gdyż Popow, jak twierdzą białoruskie władze, wcześniej zajmował się „działalnością rewolucyjną w Rosji".

Przed przeprowadzką na Białoruś mężczyzna rzekomo upubliczniał w sieciach społecznościowych dane funkcjonariuszy służb pacyfikujących moskiewskie protesty. By uniknąć kary i „rozszarpania przez żołnierzy rosyjskiej gwardii narodowej", bloger miał więc zgodzić się na wykonanie zadania powierzonego przez FSB. Informacji o agenturze Popowa oficjalnie Mińsk nie potwierdził. Były szef MSW Białorusi Jurij Karajew powiedział w czerwcu, że nic o tym nie wie.

Szczegóły sprawy Popowa nie są znane, została ona utajniona. Posiedzenia sądu były zamknięte i odbywały się w areszcie w Homlu. Jedyną reakcją rosyjskich władz na wyrok, który zapadł w sprawie ich obywatela, była wypowiedź przedstawicielki MSZ Marii Zacharowej, w której stwierdziła, że rosyjscy dyplomaci są "w stałym kontakcie z obywatelem Rosji".

Dmitrij Popow, rozgoryczony brakiem jakiejkolwiek reakcji rosyjskich władz na jego zatrzymanie, napisał w liście: „Stają w obronie tylko tych, którzy są im potrzebni albo wygodni. Dla zwykłych śmiertelników, takich jak ja, którzy nie doprowadzą do zniesienia sankcji, nie kupią dodatkowego tankowca z ropą, nie ma pomocy. Nie chcę mieć paszportu kraju, który jest gotów poświęcić swoich obywateli dla dobra innego kraju".

Do więzienia za dubbing dla opozycjonistów

Za współpracę z białoruską opozycją w areszcie osadzono także 21-letniego Rosjanina Jegora Dudnikowa. Mężczyzna przeprowadził się na Białoruś wiosną 2020 r. Jego bliscy twierdzą, że Jegor chciał być blisko swojej mieszkającej w Mińsku dziewczyny, którą poznał kilka lat wcześniej. Na Białorusi pracował jako aktor dubbingowy.

Oficjalnie mężczyzna oskarżony jest o „nakłanianie ludzi do przemocy wobec funkcjonariuszy organów ścigania", prowadzenie opozycyjnych kanałów w komunikatorze Telegram i publikowanie w nich wiadomości głosowych z nawoływaniem do rewolucji oraz podkładanie głosu do filmów udostępnianych później na opozycyjnych stronach. Jednak Anton Gaszynski, adwokat Dudnikowa, uważa, że władze wszczęły postępowanie przeciwko jego klientowi, bo podkładał głos do spotów wyborczych opozycjonistów. 

- To tak, jakby wsadzić taksówkarza do więzienia za podwiezienie opozycjonisty. Jest pracownikiem czysto technicznym, przygotowywał dźwięk do filmów opozycji po protestach w sierpniu 2020 r. - tłumaczył Gaszynski.

Po serii wielogodzinnych przesłuchań w siedzibie KGB Jegor Dudnikow „przyznał się" do winy i zaczął współpracować przy śledztwie. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.

Z prośbą do prezydenta Rosji o uratowanie Jegora zwróciła się jego matka. Kreml odpowiedział jej, że nie może nic w tej sprawie zrobić.

Putin zatroskany

Od maja w areszcie w Brześciu przetrzymywana jest z kolei 58-letnia obywatelka Rosji Irina Wikholm oskarżona o „zniesławienie Aleksandra Łukaszenki". Kobieta została zatrzymana za udostępnienie na swoim profilu na Twitterze wpisu greckiego MSZ, w którym władze Grecji określiły zmuszenie przez białoruskie władze samolotu linii lotniczych Ryanair do lądowania „aktem powietrznego piractwa". Obrońcy praw człowieka na temat sprawy Rosjanki wiedzą niewiele. Nie udało im się dotrzeć do jej rodziny ani adwokata

Moskiewska Grupa Helsińska alarmuje, że w białoruskich aresztach i więzieniach przetrzymywanych jest co najmniej dziewięcioro obywateli Rosji prześladowanych ze względu na poglądy polityczne i współpracę z białoruską opozycją. We wtorek rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow zapytany przez dziennikarzy, czy Władimir Putin jest zaniepokojony prześladowaniem Rosjan na Białorusi, odpowiedział: „Ściganie każdego obywatela Rosji za granicą jest dla nas przedmiotem troski".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Dyktatury nie mają obywateli.
Mają tylko poddanych, których terroryzują i pilnują różne modele bandytów teleskopowych dobrodzieja.
już oceniałe(a)ś
10
0
I to tyle w zakresie rzekomej rosyjskiej wspólnoty i solidarności. Ochrona zamordyzmu przede wszystkim!
już oceniałe(a)ś
6
0
Moskwa dba wylacznie o szpiegow,zlapanych na goracym uczynku.Szarzy obywatele,traktowani sa jak frajerzy,ktorzy dali sie zamknac.
już oceniałe(a)ś
6
0
I sława Bogu, że nie dba.
Bo jakby po swojemu zadbał...
już oceniałe(a)ś
4
0
Dlaczego ? Wasi więźniowie sa tak naprawdę naszymi.
już oceniałe(a)ś
1
0