Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przed samozwańczym prezydentem Białorusi trudne zadanie. Podczas czwartkowego spotkania z urzędnikami w Witebsku Aleksander Łukaszenka oświadczył, że władze muszą dokonać teraz wszelkich starań, by uchronić kraj przed Polską, czyhającą rzekomo na białoruskie ziemie. „Nie chcę tutaj Rzeczypospolitej, jak to mówią nasi sąsiedzi, 'od morza do morza'. Oni chcą wchłonąć całą Białoruś. Nie dopuszczę do tego. To nasz kraj!" - grzmiał Łukaszenka.

Absurdalne warunki Zachodu

Sprawujący na Białorusi władzę polityk tłumaczył zgromadzonym urzędnikom, że zagrożenie ze strony Polski i reszty Europy jest realne. Łukaszenka przypominał, że Zachód nieraz już próbował wywrzeć na Białoruś presję, „rozpętując przeciwko niej wojnę hybrydową". Zdaniem Łukaszenki Zachód, niemogący pogodzić się z faktem, że nie udało mu się przeprowadzić na Białorusi „kolorowej rewolucji", stosuje w swojej walce przeciwko „białoruskiemu narodowi" cały arsenał dostępnych środków. W rzekomej wojnie hybrydowej wykorzystywane mają być media, presja dyplomatyczna i presja polityczna, przejawiająca się poprzez żądanie przeprowadzenia nowych wyborów prezydenckich oraz uwolnienia „tzw. więźniów politycznych".

Protest przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich na Białorusi w Mińsku, 24 sierpnia 2020 r.Protest przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich na Białorusi w Mińsku, 24 sierpnia 2020 r. Fot. Shutterstock

"Ostrzegałem was wielokrotnie, nie wiemy, co jeszcze zrobią" - straszył Łukaszenka. Oświadczył, że żądania Zachodu są absurdalne, i zapowiedział, że na żadne ustępstwa się nie zgodzi.

Największego absurdu samozwańczy prezydent Białorusi dopatrzył się w jednym z postawionych przez Unię Europejską warunków zniesienia sankcji, czyli wymogu, by potencjalne nowe wybory prezydenckie przebiegały w obecności niezależnych obserwatorów OBWE. „Widzieliście gdzieś takie cuda? Żeby obcy przyjeżdżali do jakiegoś kraju i przeprowadzali wybory! A takie jest ich żądanie. Nie mogę na to pójść" - pomstował.

Po referendum nic się nie zmieni

W najbliższym czasie nowych wyborów prezydenckich na Białorusi raczej nie będzie. „Początkowo o tym myślałem, ale się rozmyśliłem, żeby nie doprowadzić do nowych zamieszek" - skomentował w czwartek Łukaszenka. Jednocześnie jednak przypomniał, że wciąż trwają prace nad projektem reformy konstytucji obiecanym rok temu podczas Zjazdu Ludowego. Nie wiadomo, jaka ma być nowa wersja ustawy zasadniczej, propozycje konkretnych zmian nie zostały upublicznione. Zgodnie z obietnicami  Łukaszenki ma być ona „mniej autorytarna, by nie dopuścić do nadużyć następnego prezydenta". Miałaby wzmocnić rolę parlamentu i nadać status konstytucyjny Zgromadzeniu Ludowemu, przy jednoczesnym zachowaniu „silnej władzy prezydenckiej".

Ani niezależni eksperci, ani tym bardziej opozycjoniści nie mają większych nadziei, że po planowanym na luty referendum konstytucyjnym cokolwiek zmieni się w kraju na lepsze. Analityk Jurij Drakochrust w swoim felietonie dla niezależnej redakcji Zerkalo.io prognozuje: „'Tak' w referendum może oznaczać 'dwugłową' strukturę władzy – prezydenta (nie Łukaszenkę) i szefa Zgromadzenia Ludowego (Łukaszenkę)". Czyli niewykluczone, że zmieni się jedynie tytuł, jakim posługiwać się będzie Łukaszenka, on sam jednak – jak zresztą podkreślił na początku grudnia - „nie zamierza wycofywać się z dużej polityki".

70 proc. poparcia dla Łukaszenki

Trudno się dziwić. W końcu z danych opublikowanych w piątek przez Instytut Socjologii Państwowej Akademii Nauk wynika, że Aleksander Łukaszenka cieszy się w kraju ponad 70-proc. poparciem. Święcie przekonany zdaje się o tym sam zainteresowany, bo oświadczył w tym tygodniu: „Nie proszę nikogo [za granicą] o uznanie mojej legitymacji. Nie muszę być uznawany przez inne państwa. Wystarczy, że mój naród, który mnie wybrał, uznaje mnie za prawowitego prezydenta Białorusi".

Dla tych, którzy uważają inaczej i którzy mogliby się pokusić o działanie na rzecz wprowadzenia w kraju zmian, białoruskie władze przygotowały specjalne miejsce: kolonię karną, więzienie albo Polskę i Litwę. W czwartek Łukaszenka polecił przedstawicielom władz i siłowikom, by „zrobili porządek" z kierownikami o „antypaństwowych poglądach" oraz tymi, którzy złożyli podpisy pod kandydaturą „alternatywnych kandydatów". „Zdrajcom nie wolno wybaczać" - podkreślił Łukaszenka, a słuchającym go przedstawicielom władzy pogroził: „Jeśli chcecie być absolutnie niezależni i apelować o sankcje, walczyć z władzami i tak dalej, jedźcie na Litwę i do Polski, wciąż są tam wolne miejsca. Stamtąd coraz więcej chce do nas wrócić" - mówił.

ONZ obroni Białoruś przed Europą? 

To niejedyny sygnał świadczący o tym, że nałożone na reżim sankcje zaczynają odbijać się Białorusi czkawką. We wtorek Łukaszenka wprowadził nowy przepis, zgodnie z którym za apel o wprowadzenie przeciwko Białorusi sankcji będzie grozić kara do dwunastu lat pozbawienia wolności. W ten sposób reżim zamierza rozprawić się z „destrukcyjnymi siłami działającymi na szkodę bezpieczeństwa narodowego".

Z kolei w środę Sąd Konstytucyjny Białorusi orzekł, że nakładając na Białoruś ograniczenia, Unia Europejska bezprawnie ingerowała w wewnętrzne sprawy państwa, naruszając w dodatku dobrostan jego obywateli. „Orzeczenie sądu zostanie przekazane ONZ, by organizacja mogła zapobiec działaniom Europy" - cytuje oświadczenie białoruskich władz redakcja Zerkalo.io.

Groźby Łukaszenki nie zrobiły jednak najwyraźniej wrażenia na Unii Europejskiej. Rzecznik szefa Rady Europejskiej Barend Leyts opublikował w czwartek na Twitterze oświadczenie RE w odpowiedzi na „instrumentalne wykorzystanie migrantów i uchodźców" przez reżim, w którym czytamy: „Rada Europejska wyraża gotowość do przyjęcia nowych sankcji, jeśli zajdzie taka potrzeba".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.