Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad pół roku od porwania samolotu linii lotniczych Ryanair i uwięzienia opozycyjnego blogera Romana Protasiewicza poznajemy dokładne szczegóły operacji specjalnej białoruskiego KGB. Jak się okazuje, służby nie zadały sobie trudu, by wyglądała ona wiarygodnie. Liczył się jedynie efekt, czyli uwięzienie osobistego wroga Aleksandra Łukaszenki, którego białoruski dyktator oskarżał o organizację protestów.

Bomba podłożona byle jak

W maju białoruskie władze utrzymywały, że informację o rzekomej bombie na pokładzie samolotu otrzymały z anonimowego konta e-mail. Autor wiadomości przedstawiał się jako członek polityczno-militarnej organizacji palestyńskiej Hamas.

Białoruskie służby specjalne nie przyłożyły się jednak do spreparowania tego dowodu. Podczas konferencji rzecznika prasowego ministra koordynatora służb specjalnych Stanisława Żaryna zwrócono uwagę na kilka nieścisłości. Po pierwsze, autorzy maila, rzekomo reprezentujący ugrupowanie Hamas, żądali wstrzymania ognia w Strefie Gazy, mimo że już wtedy ono obowiązywało. Co więcej, w treści wiadomości sugerowano też, że na pokładzie samolotu znajdują się uczestnicy Delphi Economic Forum, mimo że wydarzenie odbyło się tydzień wcześniej.

„Bomba została zainstalowana w samolocie. Jeżeli nie spełnicie naszych żądań, do wybuchu dojdzie 23 maja nad Wilnem", ostrzegać mieli terroryści.

Do maila odniósł się sam Hamas. "Nie mamy nic wspólnego z tą wiadomością" - poinformował w maju rzecznik prasowy organizacji.

Dodatkowo z ustaleń polskiego śledztwa wynika, że wiadomość wysłano około pół godziny po powiadomieniu przez kontrolera ruchu powietrznego załogi samolotu Ryanaira o zagrożeniu i zażądaniu awaryjnego lądowania na lotnisku w Mińsku. Skrzynkę pocztową „terrorystów" założono najprawdopodobniej za pomocą anonimizującej sieci Tor niespełna dziesięć dni przed uprowadzeniem samolotu.

- Konto pocztowe zostało wygenerowane na potrzeby tej operacji, wysłano z niego tylko jedną wiadomość - poinformowali śledczy.

KGB przejęło kontrolę nad ruchem powietrznym

W wyniku śledztwa ujawniono też nagrania uzyskane na skutek działań ABW. Słyszymy na nich m.in. głos oficera białoruskich służb specjalnych, który pojawił się w sali operacyjnej białoruskiej przestrzeni powietrznej. Na jego polecenie kontrolerzy lotów wygenerowali specjalną częstotliwość, by połączyć się z pilotem maszyny i prowadzić z nim komunikację zgodnie z poleceniami oficera.

- Wylądujcie na lotnisku w Mińsku. To nasza rekomendacja - przekazał kontroler zdezorientowanemu pilotowi usiłującemu dowiedzieć się, skąd nadszedł sygnał o rzekomym zagrożeniu.

Po wylądowaniu, mimo rzekomego zagrożenia życia ponad setki pasażerów i załogi, funkcjonariusze, którzy weszli na pokład samolotu, zachowywali się nieadekwatnie. „Pospiesznie dokonano sprawdzenia samolotu, pasażerów wyprowadzono z niego powoli i wraz z bagażami ustawiono na płycie lotniska, tuż obok maszyny, w celu zidentyfikowania ich tożsamości" - dowiadujemy się z prezentacji Stanisława Żaryna.

Co więcej, samolot z – jak utrzymywała białoruska strona – bombą na pokładzie został sprowadzony na centralne lotnisko w Mińsku i ustawiony w bliskiej odległości od terminala pasażerskiego. Gdyby na jego pokładzie rzeczywiście podłożony był materiał wybuchowy, oznaczałoby to stworzenie poważnego niebezpieczeństwa nie tylko dla jego pasażerów, ale także dla osób przebywających w tym czasie na lotnisku.

Polska potwierdza podejrzenia ekspertów

Niespełna siedem godzin później samolot odleciał do Wilna. Na jego pokładzie zabrakło pięciu osób, wśród których znalazł się opozycyjny bloger Roman Protasiewicz figurujący w rejestrze terrorystów prowadzonym przez KGB, a także jego partnerka – Sofia Sapiega.

"Nie było żadnego zagrożenia bombowego. Cała operacja została sprowokowana przez stronę białoruską" - podsumowali swoje dochodzenie polscy śledczy, czym potwierdzili wcześniejsze opinie licznych ekspertów i białoruskich opozycjonistów. Mówił też o tym były kontroler ruchu powietrznego Oleg Galagow, o czym napisał w tym tygodniu "The New York Times". Mężczyzna miał być świadkiem sytuacji w wieży kontrolnej, kiedy to oficer KGB „przejął dowodzenie nad ruchem lotniczym", by sprowadzić samolot linii Ryanaira na ziemię.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.